Europejscy ministrowie ostrzegają przed atakami Rosji na infrastrukturę, sabotażami i cyberwłamaniami. Analitycy twierdzą, że proces ten już się zaczął i właśnie nabiera rozmachu.
Moskwa nie jest zdolna do pełnoskalowej wojny z krajami NATO, ale usiłuje je zdestabilizować poprzez ataki sabotażowe, cyberwłamania, wspieranie polityków i partii prorosyjskich, operacje oddziaływania psychologicznego PSYOPS oraz sabotaże – ostrzegli w kuluarach Zgromadzenia Ogólnego ONZ politycy Unii Europejskiej, przedstawiciele państw wschodniej flanki NATO. Jak twierdzą analitycy wywiadu, ataki już się zaczęły i są coraz częstsze.
Zdaniem europejskich ministrów i przedstawicieli UE Moskwa wyraźnie wykorzystuje tego typu działania by siać strach, testować determinację Zachodu i osłabiać wsparcie dla Kijowa.
„Europa stoi w obliczu gwałtownego wzrostu liczby aktów sabotażu i naruszeń przestrzeni powietrznej. Moskwa próbuje zastraszyć Europę, by skłonić ją do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy” – powiedziała dziennikarzom szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas.
Jak dodała, Rosja zaczyna podejmować coraz większe ryzyko, zauważając, że odpowiedzią powinno być zwiększenie presji na Moskwę poprzez zaostrzenie sankcji, w tym środków wymierzonych w jej „flotę cieni” oraz kompleks wojskowo-przemysłowy.
„Gospodarka Rosji jest jednym z jej najsłabszych punktów i musimy zwiększyć na nią presję, aby skłonić ją do zakończenia tej wojny” – stwierdziła.
Poparł ją minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski oświadczając, że Polska jest już celem tego typu działań i że intensyfikują się one w całej Europie.
„To nie są tylko groźby; to rzeczywiste ataki” – powiedział szef MSZ. Wymienił też w rozmowie z mediami znane już przypadki podpaleń, sabotaży, eksplozji, celowego naruszania polskiej przestrzeni powietrznej przez śmigłowce rosyjskie i białoruskie, incydent czy też świadome wysłanie nad Polskę pocisku manewrującego Ch-101 oraz najnowsze wejście w polską przestrzeń powietrzną śmigłowca Mi-8 z Okręgu Królewieckiego.
„Nasze F-16 są zrywane do lotu niemal codziennie, bo nigdy nie wiadomo czy zbliżające się drony lub pociski nie okażą się realnym zagrożeniem” – zauważył Sikorski.
Wtórowała mu minister spraw zagranicznych Rumunii Oana Toiu, która stwierdziła w wypowiedzi dla agencji Reuters, że Bukareszt odnotował ponad 100 przypadków naruszenia swojego terytorium przez drony rosyjskie lub ich rozbicie na terytorium Rumunii. Było to dokładnie skorelowane czasowo z nasileniem rosyjskich ataków na ukraińską infrastrukturę w pobliżu Dunaju i Morza Czarnego.
„Nie dysponujemy danymi wskazującymi na to, że jesteśmy bezpośrednim celem, ale nie zmienia to faktu, iż Rosja ponosi odpowiedzialność za ryzyko, jakie stwarza” – powiedziała, dodając, że Rumunia reagując na tę sytuację zdecydowała się zamknąć rosyjski konsulat w Konstancy koordynując działania dyplomatyczne z sojusznikami z Europy.
Jak jednak twierdzą bezpośrednio dotknięci rosyjską kampanią ataków sabotażowych, naruszeń przestrzeni powietrznej oraz PSYOPS ministrowie państw bałtyckich, nie jest to jeszcze przygotowanie do bezpośredniego ataku na terytorium NATO.
Według estońskiego ministra spraw zagranicznych Margusa Tsahkny, prognozy dotyczące nieuniknionego ataku Rosji na państwa NATO są „co najmniej przedwczesne”.
„Nie widzimy, by Rosja była zdolna do podjęcia aktywnej agresji militarnej przeciwko NATO lub krajom europejskim, ani by się do tego przygotowywała” – stwierdził, zauważając, że Moskwa póki jest zaangażowana zbrojnie na Ukrainie nie będzie w stanie zgromadzić i wyszkolić odpowiednich sił do takiego ataku. Cała ta kampania ma za zadanie, jego zdaniem, wywołanie podziałów w społeczeństwach zachodnich i „zasianie strachu”.
„Chodzi głównie o sianie strachu – strachu przed eskalacją – oraz o dzielenie nas i wystawianie na próbę naszej jedności. Główny nasz przekaz brzmi: nie pozwólmy Putinowi grać strachem przed eskalacją” – powiedział Tsahkna.
Tymczasem Duńska Służba Wywiadu Obrony uznaje eskalację za pewnik, a ryzyko bezpośredniego ataku jako niskie, ale rosnące. Podaje scenariusz uderzenia powietrznego z rozmytą atrybucją, sugerujące fałszywą flagę, budujące wątpliwości.
„Istnieje ryzyko, że Rosja oceni, iż kraje NATO nie odpowiedzą zbiorowo, zwłaszcza jeśli Rosja uzna, że Stany Zjednoczone nie mogą lub nie będą wspierać europejskich krajów NATO w potencjalnej wojnie przeciwko Rosji” – stwierdza raport duńskiego wywiadu.
Z kolei hiszpański dziennik „El Mundo” podał, że po wizycie szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie, służba ta miała ostrzec Francję, Hiszpanię i Włoch przed wielką operacją rosyjską, w trakcie której wystrzelone z kontenerowców na Morzu Śródziemnym rosyjskie drony miałyby porazić cele w tych krajach na głębokości 600 km. Wykorzystano by do tego najnowsze Gieranie-5 z napędem odrzutowym oraz szybsze niż zwykłe drony tego typu Gieranie-4 ze zmodyfikowanym napędem. Informacje gazety miało potwierdzić „źródło w Wilnie”, ale nie było potwierdzenia z innych źródeł.
„Taka operacja nie bardzo miałaby sens, bo byłoby to ze strony Rosjan wepchnięcie Europę kopniakiem do wojny. Zginęliby ludzie – a co by się stało, gdyby na przykład zginęły też dzieci? Wściekłość społeczeństw tych państw byłaby wielka i nie udałoby się zwalić na bliżej nieokreśloną „organizację terrorystyczną””. W najlepszym dla Rosji razie zaczęłaby się pełna i bezwarunkowa pomoc dla Ukrainy, a najgorszym – po prostu Europa weszłaby do wojny po stronie Kijowa, może nie przy powszechnej mobilizacji, ale stopniowo po kolei uderzając w słabe punkty rosyjskiej infrastruktury, pomagając już bezwarunkowo Ukraińcom. Ale swoją drogą dobrze, że takie informacje się pojawiają – niech tamtejsze społeczeństwa uświadomią sobie do czego Rosjanie mogą być zdolni. Czego można być natomiast pewnym, to tego, że takie historie, jak spalenie zasilania stacji Starlink w Woli Krobowskiej, staną się codziennością na całym kontynencie” – powiedział ISBiznes.pl analityk polskiego wywiadu wojskowego.
Litewski minister spraw zagranicznych Kestutis Budrys oświadczył, że na takie właśnie „podprogowe” działania Rosjan wskazują dane wywiadowcze sojuszników. Pokazują one ponadto, że Rosja będzie zwiększać presję na państwa NATO poprzez „wszystkie możliwe formy działań hybrydowych”.
„Po stronie rosyjskiej rozważana jest eskalacja – że tak powiem – horyzontalna, czyli geograficzna – powiedział Budrys agencji Reuters, dodając, że „Rosja wykorzysta zimę jako broń” w atakach na Ukrainę, ale także na państwa europejskie, atakując krytyczną infrastrukturę energetyczną na Ukrainie, zaś w Europie prowadząc sabotaże.






