ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
piątek, 8 maja, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Analiza ISBiznes.pl: Zakaz importu produktów rolnych z Ukrainy będzie nas drogo kosztować

Analiza ISBiznes.pl: Zakaz importu produktów rolnych z Ukrainy będzie nas drogo kosztować

Wprowadzony 14 kwietnia zakaz importu produktów rolnych z Ukrainy obejmuje nie tylko zboże, ale praktycznie cały przywóz produktów tego typu do Polski. Łamie przy tym porozumienie o tranzycie i otwartych granicach Unii dla produktów rolnych z tego kraju. Stanowi też ogromną rysę na doskonałym dotąd wizerunku Polski w Ukrainie. Za ten prezent dla rolników Polska zapłaci bardzo drogo – w Unii i na Ukrainie.

Podpisane przez ministra rozwoju i technologii Waldemara rozporządzenie Budę w sprawie wykazu produktów rolnych z Ukrainy do Polski obejmuje 14 grup towarowych i stanowi praktycznie o zakazie przywozu wszystkich towarów rolnych importowanych do Polski. Zawiera ono bowiem takie grupy jak: zboża, cukier, susz paszowy, nasiona, chmiel, len i konopie, owoce i warzywa i przetworzone z nich produkty, wina, wołowinę i cielęcinę, wieprzowinę, baraninę i kozinę, mięso drobiowe, mleko i przetwory mleczne, jaja, alkohol etylowy pochodzenia rolniczego, produkty pszczele i pozostałe produkty rolne. Zakaz ma obowiązywać do 30 czerwca 2023 roku i został ogłoszony 15 kwietnia na konwencji przedwyborczej Prawa i Sprawiedliwości poświęconej rolnictwu przez prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego. Jak dowiedział się ISBiznes.pl zakaz był jego osobistą decyzją.

Podpisał się jednak pod nią nowy szef resortu rolnictwa, Robert Telus.

„Jest to sygnał do Unii Europejskiej, że nie można tak robić, że mówi się o korytarzach solidarnościowych i nic się dalej z tym nie robi. I całą odpowiedzialność, całą cenę pomocy Ukrainie ponoszą kraje frontowe, w tym najbardziej Polska. Dlatego to jest sygnał do Unii Europejskiej, że trzeba działać” – powiedział.

Zareagowała już Ukraina. Jak stwierdził w wypowiedzi dla agencji Ukrinform Mykoła Solski, minister rolnictwa Ukrainy, „rolnik ukraiński jest w najtrudniejszej sytuacji i jest to oczywiste dla całego świata i każdej osoby na tym świecie (…), żałujemy że Polska wprowadziła taki zakaz”.

„Bierzemy pod uwagę trudną sytuację rolników w Polsce. Rozumiemy, że to się przekłada na sytuację polityczną. Wiemy, że w tym roku są wybory w Polsce. Ale musimy te kwestie rozwiązać i mamy nadzieję, że zrobimy to w poniedziałek – przy stole negocjacyjnym” – dodał. Jednak, jak udało się dowiedzieć ISBiznes.pl, jak do tej pory nie ma ustalonej dokładnej daty spotkania odpowiedzialnych za rozmowy w tej kwestii przedstawicieli Ukrainy i Polski, choć Ukraina o takie spotkanie zabiega i oficjalnie ma ono nastąpić w poniedziałek 17 kwietnia.

Tymczasem podobną decyzję, ale dotyczącą tylko importu ukraińskiego zboża podjęły także Słowacja i Węgry. W przypadku Słowacji jest to tylko wstrzymanie importu, bowiem służby weterynaryjne tego kraju znalazły w zbożu pochodzącym z Ukrainy ślady zakazanego od 2020 roku na terenie Unii Europejskiej insektycydu – chlorpyrifosu – i zdecydowały się na przebadanie wszystkich transportów oraz uwolnienie ich wtedy, jeśli nie zostaną znalezione ślady zakazanych insektycydów. W przypadku Węgier przyczyną były mykotoksyny, czyli substancje wytwarzane przez grzyby pleśniowe bytujące na nie dosuszonym, wilgotniejącym lub źle suszonym zbożu. Mykotoksyny są często spotykane w praktyce rolniczej.

O „rozważaniu zakazu importu zboża z Ukrainy wzorem Polski i Węgier” zawiadomił także minister rolnictwa Bułgarii Yavor Gechev, ale nie podał powodu takiej akcji.

Decyzja o całkowitym wstrzymaniu importu rolnego przez Polskę, została podjęta pod wpływem protestów rolników, zwłaszcza zrzeszonych w AgroUnii. Stwierdzili oni, że ukraińskie zboże „zalewa” polski rynek.

– Żadne zboże z Ukrainy nie może już trafić do Polski – powiedział lider AgroUnii, Michał Kołodziejczak. Zdaniem AgroUnii, chodzi nawet o „kilka milionów ton, które już trafiły na rynek polski”. Kołodziejczak chciał również, by wicepremier, były już minister rolnictwa Henryk Kowalczyk, który podał się 5 kwietnia do dymisji z powodu protestów związanych z niekontrolowanym napływem ukraińskiego zboża, ujawnił kto jesienią zeszłego roku „podszepnął mu, by powiedział, aby rolnicy nie sprzedawali zboża” sugerując, że rada ta miała u podłoża przekupstwo i umyślne wprowadzenie w błąd byłego już szefa resortu.

Istotnie, zboże z Ukrainy staje wielkim problemem po obu stronach granicy. Po rekordowych pod względem zbiorów żniwach w 2021 roku i miernych ze względu na rosyjską agresję w 2022 roku na Ukrainie zostało w elewatorach i gospodarstwach około 19 mln ton ziarna. Ile z tego mogło trafić do Polski? Szacunki są różne, wahają się od 3 mln ton zboża paszowego i konsumpcyjnego do – nawet – 4,5 mln ton, choć ta cyfra wydaje się zawyżona. Według Adama Jadczaka z portalu Wirtualna Polska, który uzyskał dostęp do listy podmiotów importujących zboże paszowe, dużych importerów było 20 z czego 7 to spółki założone przez obywateli Ukrainy. Na liście była jedna duża firma międzynarodowa – Viterra, właściwie zaś jej oddział Viterra Polska, ale w jej przypadku nie wiadomo czy zboże pozostało w Polsce. Natomiast jednym z największych importerów na rynek krajowy była spółka Cedrob, jeden z największych wytwórców mięsa i wędlin drobiowych z 16 transportami zboża i kukurydzy. Duże transporty trafiły też do prywatnej firmy drobiarskiej Mizgier Tomasz i Synowie.

Jak dowiaduje się ISBiznes.pl, była jeszcze i druga lista importerów zboża konsumpcyjnego.

– Oczywiście że był także import zboża konsumpcyjnego i trafiło ono do młynów. Ostrzegałem kolegów z branży, żeby się w to nie bawili, bo pierwsi zostaną rzuceni na pożarcie jak sprawa się wyda. No, ale o wszystkim mogłem nie wiedzieć, ile takich transakcji i firm było, ja wiem powiedzmy o kilku. Od razu mogę też powiedzieć na podstawie tego ministerialnego wykazu, co bez importu z Ukrainy zdrożeje – wszystkie mięsa, zwłaszcza drób, cukier, mąka i chleb, ale to raczej ten tańszy. Ale rynek się jeszcze bardziej rozchwieje, handel doliczy swoje i oczywiście cenę za te pozorne dla rolnictwa działania zapłacą konsumenci. Tak się tylko zastanawiam – największy problem był od początku ze zbożem, reszta to w sumie drobiazgi. Czy tak trudno było się umówić o tranzyt? O system kaucyjny? Owszem, w krajach regionu z powodu tego zboża są problemy. Ale nigdzie takie jak u nas! Naprawdę nie można było tego zorganizować, usiąść do stołu z Ukraińcami i uzgodnić? Bo z tego będzie tylko międzynarodowa awantura i kolosalne obniżenie prestiżu naszego kraju w Unii i na Ukrainie. To jest taki prezent dla rolnictwa, który będzie bardzo drogo kosztował Polskę i Polaków. A przecież wiadomo jak to się skończy – rząd się cofnie się przed Unią, bo będzie musiał się cofnąć, ale pójdzie przekaz do wiernego elektoratu, że to zła Unia niszczy polskich rolników. Wiadomości TVP już się tym zajmą – powiedział ISBiznes.pl wiceprezes jednej z dużych firm handlujących płodami rolnymi.

Istotnie, polscy rolnicy obecnie mają problem. Wielu z nich posłuchało byłego już ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka i nie sprzedało zboża jesienią i zimą licząc na wyższe ceny. Tymczasem niekontrolowany napływ zboża z Ukrainy spowodował utrzymanie dość niskiego poziomu cen. Obecnie według TopAgrar pszenica konsumpcyjna jest skupowana po 890-1100 zł/tona. Rolnicy zostali więc z zapasami ze żniw 2022 r. i jest mała szansa, by upłynnili je do żniw 2023 r. Tymczasem po tych żniwach zboża nie będzie gdzie przechować – w elewatorach znajduje się ukraińskie ziarno skupowane przez spółki. Nawet jego eksport nie rozładuje spiętrzenia skupu polskiego ziarna, którego nie będzie gdzie przechowywać i szybkiego spadku cen, co jeszcze bardziej utrudni produkcję rolną. W dodatku zarówno Ukraina, jak i Unia Europejska będą naciskały na porozumienie w kwestii ukraińskiego zboża i nawet umowa o tranzycie uspokoi rynek rolny na krótko, bo Polska nie może całkowicie zamknąć granic, więc ziarno z Ukrainy będzie w ograniczonej ilości, ale nadal napływało.

Jak stwierdzili analitycy rynku rolnego, obiecana przez nowego ministra rolnictwa Roberta Telusa umowa, gwarantująca eksport polskiego ziarna do Afryki Północnej może wejść w życie najwcześniej latem br. W najlepszym razie może ona rozładować część tłoku przed elewatorami po tegorocznych żniwach.

Tymczasem swój sprzeciw wobec polskiego zakazu importu wyraziła Unia Europejska. „Jednostronne działania w sprawie wymiany handlowej ze strony państw członkowskich Unii Europejskiej są niedopuszczalne” – stwierdziło biuro przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen.

„Jesteśmy świadomi zapowiedzi Polski i Węgier dotyczących zakazu importu zboża i innych produktów rolnych z Ukrainy. W tym kontekście należy podkreślić, że polityka handlowa należy do wyłącznych kompetencji UE, a zatem jednostronne działania są niedopuszczalne. W tak trudnych czasach kluczowe znaczenie ma koordynacja i ujednolicenie wszystkich decyzji w UE” – napisał w oświadczeniu dla mediów rzecznik Komisji Europejskiej, Christian Wigand.

Rzecznik rządu Piotr Muller powiedział PAP, że rząd jest w tej sprawie w stałym kontakcie z Komisją Europejską, a zakaz jest możliwy dzięki klauzuli bezpieczeństwa. Jednak według prawników na co dzień zajmujących się prawem unijnym, w przypadku polskiego zboża nie ma ona zastosowania bowiem większość podmiotów importujących zboże do Polski było podmiotami krajowymi. Nie było ono przywożone przez podmioty spoza Polski.


Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion specjalnie dla ISBiznes.pl:

Piotr Kuczyński, analityk

Unia Europejska dopiero się budzi, ale już powiedziano, że nie można jednostronnie zamykać rynku, skoro ustalenia Ukrainy z całą Unią, do której należy w końcu Polska, były inne. W takim przypadku to jest kompetencja Unii a nie polskiego rządu. Robi się z tego potężny bałagan, w którym Polska wygląda bardzo źle. Bo robiliśmy sobie doskonały PR pomagając Ukraińcom od początku wojny, byliśmy jakby ich rzecznikiem, a teraz zamykamy całkowicie granicę przed ich produktami i powodujemy coś takiego, że image Polski całkowicie szlag trafia. A przecież można było po prostu wprowadzić system kaucyjny. Zamiast tego zamknęliśmy granicę nawet przed ukraińską pietruszką. Oczywiście natychmiast to odbije się na polskim rynku podwyżką cen, bo przecież spora część z tego ukraińskiego importu trafiała na polski rynek spożywczy wiec wpływała na nasze ceny. Polityczny charakter tego rozporządzenia nie ulega kwestii. PiS po prostu spanikował, bo wygrywał zawsze wybory elektoratem wiejskim, a ten zaczął się burzyć. To prawda, że protestuje 10% mieszkańców wsi, reszta nie protestuje, ale już te 10% zrobiło odpowiednią atmosferę u rolników i PiS zareagował nerwowo: zamknąć zaraz, już i najlepiej wszystko.