W nowym raporcie brytyjskiego wywiadu MI5 znalazło się ostrzeżenie przed nasileniem chińskiego szpiegostwa gospodarczego skierowanego obecnie w kierunku badań naukowych wykorzystującego m.in. zachodnich naukowców. Podobne schematy działania są już znane z chińskich prób szpiegostwa w USA, zaś wywiady chińskie działają także w podobny sposób w Polsce.
Po raz pierwszy w raporcie jakiejkolwiek zachodniej służby wywiadowczej znalazło się otwarte ostrzeżenie przed chińskim szpiegostwem, zwłaszcza szpiegostwem naukowym. Raport „Ostrzeżenie przed szpiegostwem” sporządzony w MI5 stwierdza, że ponad 100 naukowców z Wielkiej Brytanii brało udział w projektach finansowanych przez China General Technology Research Institute (CGTRI). Tymczasem instytut ten „bardzo silne powiązania” z chińskim Ministerstwem Bezpieczeństwa Państwowego (MSS). Jest to cywilny wywiad chiński.
„MI5 ustaliła, że głównym celem CGTRI jest finansowanie badań akademickich, które bezpośrednio zwiększają techniczne możliwości szpiegowskie MSS. Brytyjscy naukowcy uczestniczyli w finansowanych przez CGTRI projektach dotyczących m.in. sztucznej inteligencji (AI), cyberbezpieczeństwa, systemów tajnej komunikacji oraz steganografii. Działalność ta wspiera szpiegostwo prowadzone przez MSS, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii”” – stwierdzono w dokumencie, przypominając, że steganografia, czyli tajno pisanie, to ukrywanie informacji wewnątrz dokumentów lub obrazów.
Jest niemal pewne, że wyniki tych badań trafiły do cywilnych i wojskowych służb Pekinu. I jest to zarazem pierwszy przypadek „badań na zlecenie” faktycznych służb wywiadowczych Chin przy wykorzystaniu nieświadomych naukowców z Zachodu.
W raporcie MI5 przyznano, że wiele instytucji naukowych i samych naukowców mogło współpracować z CGTRI, używającą też nazwy China Academy of General Technology – CAGT – zwłaszcza w kontaktach z instytucjami naukowymi, w dobrej wierze nie znając jej powiązań ze służbą wywiadowczą MSS. Jednak wywiad brytyjski ostrzegł także, iż osoby kontynuujące tę współpracę już po oficjalnym ostrzeżeniu narażają się na odpowiedzialność karną na mocy brytyjskiej ustawy o bezpieczeństwie narodowym (National Security Act). Jest to ustawa z 2023 roku, która poszerza działania państwa w zakresie zwalczania szpiegostwa i „wrogich działań państw trzecich”.
W efekcie tego skandalu po raz pierwszy MI5, jako pierwsza zachodnia służba wywiadowcza, zdecydowała się na oficjalne opublikowanie ostrzeżenia, mówiącego o kolejnym sposobie działania chińskich służb wywiadowczych na Zachodzie. Jest to tym ciekawsze, że relacje rządu brytyjskiego z Chinami można postrzegać jedynie w kategorii „skomplikowane” ponieważ z jednej strony dąży on do ocieplenia stosunków z Pekinem, między innymi poprzez zgodę na wybudowanie w Londynie największej na zachodzie ambasady Chin, z drugiej strony politycy brytyjscy niemal oficjalnie wyrażają obawy przed chińską ekspansją gospodarczą i próbami narzucania „nierównoważnych” umów handlowych przez Pekin oraz próbami chińskich wywiadów „podważania brytyjskiej demokracji” i otwartego szpiegostwa wojskowego i gospodarczego.
Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, ambasada Chin w Wielkiej Brytanii nazwała cały raport „wymyślonym i całkowicie zmyślonym”.
„Stanowczo sprzeciwiamy się tak bezpodstawnym oskarżeniom i wystosowaliśmy w tej sprawie oficjalny protest do strony brytyjskiej. Wzywamy brytyjskie służby wywiadowcze do zaprzestania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji oraz do powstrzymania się od działań podważających wymianę edukacyjną i współpracę naukową między Chinami a Wielką Brytanią” – oświadczył rzecznik ambasady.
Jednak brytyjski minister ds. bezpieczeństwa Dan Jarvis skierował pismo do władz wszystkich uniwersytetów i instytucji naukowych, w którym wezwał do dopilnowania, by pracownicy zakończyli wszelką współpracę z CGTRI/CAGT.
„To ostrzeżenie ujawnia próby potajemnego wykorzystywania przez chiński wywiad wiedzy i wyników badań naszych naukowców, co godzi w bezpieczeństwo narodowe nasze oraz naszych sojuszników. Międzynarodowa współpraca jest kluczowa dla dalszego rozwoju naszych uniwersytetów i instytutów badawczych, jednak podejmiemy zdecydowane działania, by bronić się przed istniejącymi zagrożeniami” – stwierdził w oświadczeniu.
W zeszłym roku Ken McCallum, dyrektor generalny MI5 stwierdził oficjalnie, że chińskie szpiegostwo, to codzienne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, zaś chińskie agencje wywiadowcze zamieszczają ogłoszenia w których otwarcie chcą kupować informacje od brytyjskich specjalistów i analityków. Na celowniku tych służb są też brytyjscy parlamentarzyści. W listopadzie ostrzeżono, że chiński wywiad próbuje penetrować ich biura podszywając się pod rekruterów bądź firmy, by zdobywać ważne dla siebie informacje.
Te działania nie ograniczają się przy tym do Wlk. Brytanii. W czerwcu br. służby nieformalnego sojuszu wywiadowczego „Pięciu Oczu” (USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii) stwierdziły w ostrzeżeniu, że chińskie służby wykorzystują internetowe platformy z ofertami pracy do werbowania osób mających dostęp do informacji wrażliwych.
Ten sam mechanizm działa także w Polsce.
„W Polsce operacje wywiadowcze Chin są prowadzone zarówno jako działania wywiadu wojskowego, jak i cywilnego. Tak samo jak na Zachodzie dotyczą one także naukowców. Co tu dużo mówić, finansowanie nauki w Polsce jest dość nędzne, wiele instytutów będzie ucieszone, jeśli ich badania sfinansuje jakiś firmowy sponsor i na pewno jego rzeczywistych afiliacji nikt się nie będzie doszukiwać, zaś wszystko odbędzie się w klimacie „współpracy polsko-chińskiej w dziedzinie badań naukowych”, jakkolwiek by to nie brzmiało. Przy okazji prowadzone są na szeroką skalę operacje wpływu, gdzie przedstawia się „pokojowo nastawione Chiny” jako cichą alternatywę dla „agresywnej Rosji”, ale prawda wygląda tak, że Chiny są pełnym strategicznym sojusznikiem Rosji we wszystkich jej działaniach, choć oczywiście nie omieszkają jej podstawić nogę, jeśli tylko będzie to służyło interesom Pekinu, jak to się dzieje między innymi w słynnej już sprawie współpracy powiatu sokólskiego z Samning w Fujian. Ale to wcale nie jest dla Polski lepiej, wprost przeciwnie – jeśli chodzi o operacje wywiadowcze i montowanie agentury mamy do czynienia z dwoma drapieżnikami – rosyjskim i chińskim i nie jest dla Polski istotne, że czasem się pogryzą” – powiedział ISBiznes.pl polski analityk wywiadu.
„Sprawa współpracy powiatu sokólskiego z miastem Sanming w prowincji Fujian i dyskusja, którą ona wywołała (nawet zakładając, że część osób wypowiadających się w tej kwestii stanowiły chińskie trolle), ukazała istotny problem: Świadomość i wiedza dotycząca chińskich operacji wpływu jest w Polsce nadal bardzo niska. „Przecież to tylko wymiana między szkołami”, „przecież wszystko jest chińskie”, „a co oni takiego zrobili” – to tylko część z komentarzy, które zdradzają skrajną naiwność w temacie. Prowadzi to do smutnej refleksji, że przez lata temat działań Chin w Polsce był zamiatany pod dywan i bagatelizowany. Trudno nie dopatrzyć się tutaj pewnej celowości i wkładu, jaki miały w to podmioty chińskie, ale i też „sympatycy” KPCh ze strony polskiej. W dużym skrócie: nie, ChRL nie prowadzi tego typu wymian czy współpracy, bo tak im zależy akurat na Sokółce – prowadzi je, bo w Polsce powiatowej widzi możliwość na powolne, ale systematyczne budowanie obecności i zdobywanie przyczółków, które mogą być potem wykorzystywane do działań zarówno twardych (szpiegostwo, lobbing), jak i miękkich (propaganda). Nie mówiąc już o tym, że wymiana to najlepszy sposób na „urabianie” młodych osób, które później nawet nieświadomie mogą realizować interesy KPCh w regionie poprzez swoje przyszłe decyzje, również te przy urnach. Ten mechanizm od lat działa i to z przerażającą skutecznością w USA, Kanadzie, UK czy Australii, czyli krajach z największymi diasporami – ale to nie znaczy, że dokładnie to samo nie dzieje się, w mniejszej skali, w całej Europie. I tak, w ten sposób realizują swoje interesy wszystkie kraje, które chcą „grać” w soft power i liczyć się w stawce. Ale te kraje nie są autorytarnymi reżimami, tak jak Chiny czy Rosja. A to dość istotna różnica” – napisała na X Patrycja Krzyśpiak, analityczka polityki Chin, ekspertka Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK-PIB.






