ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
wtorek, 12 maja, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Wojna w Zatoce – wielkie zyski i wielkie zagrożenie rynku ropy

Wojna w Zatoce – wielkie zyski i wielkie zagrożenie rynku ropy

Wojna w Zatoce spowodowała gwałtowny wzrost zysku europejskich koncernów naftowych. Jak jednak zauważa Morgan Stanley, nawet jeśli Cieśnina Ormuz zostanie otwarta jutro to obecny stan przemysłu naftowego powoduje, że świat jest „na najlepszej drodze do utraty następnego miliarda baryłek do końca 2026 roku”.

Trzy największe europejskie koncerny naftowe zarobiły od 3,3 do 4,75 mld dolarów wskutek zawirowań na rynku ropy spowodowanych wojną w Zatoce. To efekt sprawności ich działów handlowych wobec gwałtownych wahań cen.

Handlowcy z Shell, BP i TotalEnergies, których zysków firmy nie ujawniają, odpowiadają za od 48% do 69% całkowitego wzrostu zysków grup, który wyniósł w I kw. 2026 r. o 6,9 mld dolarów więcej niż w IV kw. 2025 roku.

To efekty wojny na Bliskim Wschodzie i interwencji USA w Wenezueli, które całkowicie zakłóciły stałe szlaki przepływu surowców energetycznych. Zwykłe szlaki handlowe praktycznie przestały istnieć, jako że szlak żeglugowy przez Cieśninę Ormuz został zamknięty i niedobory dostaw z Bliskiego Wschodu najszybciej ujawniły się w Azji. W efekcie zarobili Europejczycy, którzy postawili więcej na operacje handlowe niż amerykańskie koncerny, jak ExxonMobil i Chevron, których zyski pozostają ściślej powiązane z produkcją.

Jak stwierdził Kim Fustier, analityk HSBC, te wyniki pokazują siłę działów handlowych BP, Shell i TotalEnergies, która w czasach kryzysu jest „istotnym czynnikiem różnicującym” dla europejskich firm i „przewagą konkurencyjną”. Działy te osiągają najlepsze wyniki właśnie w czasie kryzysów, kiedy osiągają nadmiarowe zyski ze sprzedaży surowej ropy oraz jej rafinatów na różnych rynkach i po różnych cenach.

Światowy benchmark ropy naftowej, czyli notowania ropy Brent w styczniu wynosił mniej niż 60 dolarów za baryłkę i żadnej trader nie stawiał na szybki wzrost cen. Tymczasem w kwietniu padł rekord, kiedy cena fizycznych baryłek przekroczyła 144 dolary. Skorzystali z tego najbardziej traderzy BP.

Średnia szacunków czterech analityków zapytywanych przez „Financial Times” wykazuje, że BP zarobiło w I kw. 2026 r. o 1,75 mld dolarów więcej niż w ostatnich trzech miesiącach 2025 roku, co stanowi prawie 25% całego skorygowanego zysku firmy w ubiegłym roku. Najniższe szacunki tego zysku wynoszą 800 mln dolarów.

Z kolei Shell miał uzyskać dodatkowe 1,6 mld dolarów z obrotu w tym kwartale, podczas gdy TotalEnergies zarobił około 800 mln dolarów więcej.

Takie wyliczenia nie mogą dziwić, bowiem BP zarządza jedną z największych na świecie sieci handlu ropą naftową zatrudniając ponad 2000 osób w Londynie, Singapurze i Houston. Rocznie przez jego traderów przepływa ponad 4 mld baryłek ropy naftowej, to jest kilkukrotnie więcej niż wynosi całe wydobycie koncernu. Ma on też do dyspozycji ponad 300 tankowców transportujących ropę naftową i paliwa na całym świecie.

Do tych doskonałych wyników finansowych odnieśli się także członkowie zarządów koncernów naftowych. Jak stwierdziła dyrektor finansowa Shell, Sinead Gorman, grupa odnotowała zyski w wysokości 6,9 mld dolarów, czyli o około ¼ wyższe niż rok wcześniej, dzięki skorzystaniu ze „znacznie wyższego wkładu w handel i optymalizację”.

Dyrektor generalna BP, Meg O’Neill, podkreśliła „wartość, jaką dostrzegamy w naszej organizacji handlowej”, informując jednocześnie, że łączne zyski grupy wzrosły ponad dwukrotnie w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

Z kolei prezes zarządu TotalElf, Patrick Pouyanné, zauważył, że jego handlowcy są „generalnie zadowoleni, gdy widzą zmienny rynek”. Nic dziwnego, bowiem w jednej z najbardziej lukratywnych transakcji kwartału, handlowcy Total zarobili ponad 1 mld dolarów na zakładach na ropę z Dubaju i Omanu, skupując każdy dostępny ładunek.

Te wyniki docenili też inwestorzy. Od początku wojny w Zatoce 28 lutego akcje BP i Total wzrosły odpowiednio o 12% i 21%. Akcje Shella narażonego na problemy w związku z tym, iż posiadał rafinerie na terenach atakowanych państw Zatoki wzrosły o 9%.

Amerykańskie koncerny naftowe w tym czasie miały kłopoty – akcje Exxon spadły w tym samym okresie o ponad 4%, a Chevron o ok. 2,7%.

Problem w dużej mierze polegał na odmiennych standardach rachunkowości. Inaczej niż w Europie Exxon i Chevron były zmuszone wykazać straty w I kw. 2026 r. związane z pozycjami zabezpieczającymi, jako że ponieważ amerykańskie przepisy rachunkowości wymagają od nich wyceny instrumentów pochodnych po cenie rynkowej zamiast utrzymywania ich na stabilnym poziomie do czasu dostarczenia fizycznych ładunków ropy.

„To tylko kwestia czasu. Zaksięgowujemy połowę transakcji, a nie obie połowy. Kiedy fizyczne dostawy znajdą się na miejscu przeznaczenia i faktycznie uwzględnimy je w zyskach, zrównoważy to obecne wyniki w papierze” – powiedział prezes Exxon, Darren Woods.

W Exxon i Chevron w ostatnich latach działy handlowe się rozrosły, ale jednak pozostają w tyle za europejskimi koncernami. Jak jednak zauważają analitycy, może być tak, że znaczna część 800 mln dolarów wzrostu marż rafineryjnych Exxon w I kw. br. mogła wynikać z działalności handlowej.

Co ciekawe, część analityków ostrzegała, że inwestorzy nie będą mogli wycenić długoterminowych korzyści z handlu ze względu na zmienne stopy zwrotu oraz fakt, że łączne wyniki finansowe koncernów naftowych nie zawierają efektów pracy ich działów handlowych.

„Być może bierzesz to pod uwagę, jeśli jesteś funduszem hedgingowym patrzącym na krótki termin. Ale w dłuższej perspektywie inwestorzy bardziej koncentrują się na tym, kto ma wzrost [produkcji]. Handel jest o wiele bardziej niepewny niż posiadanie dużego zapasu możliwości [związanych z ropą i gazem]” – podsumował jeden z analityków.

Osobnym problem także podnoszonym przez analityków, jest brak w amerykańskich koncernach skłonności do ryzyka.

„Jeśli spojrzeć na wartość 1 mld dolarów transakcji z Omanem, jaką TotalEnergies zrealizował, nie widzę, żeby Exxon lub Chevron to robiły. To nie leży w ich kulturze” – zauważył jeden z brytyjskich analityków.

TotalElf odniósł się do tego zauważając, że działalność handlowa „nie jest pozbawiona ryzyka” i może generować zarówno straty, jak i zyski i może być tylko oceniana jako część szerszego portfolio firmy i w dłuższej perspektywie, co tłumaczy, dlaczego nie należy publikować zysków działów handlowych. Zdanie to podziela większość kadry zarządzającej wszystkich europejskich koncernów naftowych.

Jednak zarówno przed nimi, jak i przed ich amerykańskimi rywalami staje inny problem. Te czynniki, które dotąd hamowały wzrost cen w trakcie wojny w Zatoce mogą już nie wystarczyć, jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta do czerwca br. – tak wynika z analizy Morgan Stanley, w której zauważono ze na rynku ropy toczy się „wyścig z czasem”.

Jak napisali analitycy firmy, kierowani przez Martijna Ratsa, mimo utraty prawie miliarda baryłek, kontrakty terminowe nie osiągnęły poziomów z 2022 roku, ponieważ rynek wszedł w kryzys z pewnymi buforami. Chiny spowolniły import, a USA zaczęły wysyłać więcej ropy, zaś na rynku nie było paniki, bowiem inwestorzy wciąż oczekiwali ponownego otwarcia Ormuz.

Jeśli Cieśnina pozostanie zamknięta na dłużej, czynniki te przestaną odgrywać swoją hamującą rolę i „wystąpi napięcie”. Co prawda Chiny raczej nie potrzebują obecnie dużych zakupów, ale „zdolność USA do utrzymania tak wysokiego poziomu eksportu jest trudna do oszacowania, ale wydaje się, że jest pod większą presją”.

Na razie ani przez moment kontrakty terminowe nie osiągnęły szczytów znanych z okresu po inwazji Rosji na Ukrainę. Tak więc Morgan Stanley w scenariuszu bazowym zakłada otwarcie Cieśniny Ormuz zanim Stany Zjednoczone będą musiały ograniczyć eksport, a Chiny będą musiały zacząć importować ropę.

„Trasa ma znaczenie: scenariusz bazowy zakłada ponowne otwarcie w czerwcu, przy częściowo nienaruszonym buforze USA i Chin; zamknięcie rynku do końca czerwca, a nawet lipca, to reżim, w którym cena ropy Brent będzie musiała odrobić straty, których do tej pory udało się uniknąć” – napisali analitycy Morgan Stanley odnosząc się do kontraktów terminowych na globalny benchmark ropy naftowej.

Na razie wciąż aktualny jest scenariusz bazowy, w którym cena ropy Brent (Dated Brent) – fizycznego markera cen ropy – jest przewidywana na 110 dolarów za baryłkę w tym kwartale, 100 dolarów w ciągu kolejnych trzech miesięcy i 90 dolarów między październikiem a grudniem, przy niezmienionych prognozach.

Scenariusz oparty na dłuższym zamknięciu wykazuje ceny na poziomie 130-150 dolarów.

„Wzrost eksportu Stanów Zjednoczonych o 3,8 mln baryłek dziennie i ograniczenie importu Chin o 5,5 mln baryłek dziennie uchroniły resztę świata przed niedoborem 9,3 mln baryłek dziennie – bardzo znaczącą kwotą” – napisali analitycy.

11 maja kontrakty terminowe na ropę Brent po 4,6% wzroście zatrzymały się na poziomie 105,99 dolarów za baryłkę, spadając pod koniec sesji do 104,80 dolarów.

Jak zauważyli jednak analitycy, nawet jeśli przepływy przez Ormuz zostaną wznowione już w tym tygodniu, strata na dostawach drogą morską może się podwoić – będzie to długoterminowy efekt konfliktu.

„Nawet jeśli cieśnina zostanie ponownie otwarta jutro, czas potrzebny na ponowne uruchomienie złóż, naprawę rafinerii i zmianę tonażu tankowców oznacza, że ​​rynek jest na dobrej drodze do utraty kolejnego miliarda baryłek do końca 2026 roku” – napisali analitycy Morgan Stanley w prognozie.