Analiza ISBiznes.pl: Cybertruck, czy to „samochód, który zabija ludzi”?

Cybertruck Tesli

Minęło już kilka tygodni od wielkiego show, podczas którego Elon Musk wjechał na podest  prezentacyjny Cybertruckiem, czemu towarzyszył ogromny aplauz publiczności. Emocje nieco opadły i głos rozsądku zaczął chyba przeważać. Nowy model Tesli, choć jest interesującym rozwiązaniem myśli motoryzacyjnej, ma gorących orędowników, jak i zapiekłych przeciwników. W tej drugiej grupie jest jeden z blogów, który zatytułował swój wpis „Jak zbudować samochód, który zabija ludzi”.

Wielki show w świecie motoryzacji za nami. 30 listopada br. w Austin odbyła się prezentacja od dawna oczekiwanego futurystycznego pojazdu, który nosi nazwę Cybertruck. Pokaz cieszył się olbrzymim zainteresowaniem. Nie tak łatwo było go zobaczyć osobiście na miejscu w teksańskiej gigafabryce Tesli. Bezpośredni dostęp mieli tylko akcjonariusze tej najbardziej rozpoznawalnej spółki wśród pojazdów elektrycznych. I to nie wszyscy. Chętnych inwestorów było tak wielu, że o uczestnictwie przesądziło losowanie. Całe szczęście, że pozostali mieli szansę na obserwowanie debiutu Cybertrucka za pomocą Internetu – relację znajdziesz TUTAJ.

Od momentu, gdy Elon Musk w 2023 r. wjechał przez bramkę G82 na podest prezentacyjny w teksańskiej fabryce do pierwszych prac prototypowych minęły lata. Słynny przedsiębiorca zachwalał Cybertrucka podczas pokazu jako pojazd, którego skonstruowanie, zdaniem ekspertów zdawało się niemożliwe. A jednak się udało. Choć po drodze nieco się zmieniło.

Ewolucja modeli Cybertrucka – jest przede wszystkim dużo drożej

Samochód Tesli nie należy z pewnością do najtańszych. Za Cybertrucka w wersji podstawowej (będę go nazywał „A”), trzeba wysupłać 61 tys. dol. – to tylnionapędówka z silnikiem elektrycznym, która trafi do salonów dopiero w 2025 roku. Odmiana pośrednia modelu, dwusilnikowa, z napędem na cztery koła (nazywam ją „A+”), to już wydatek rzędu 80 tys. dol. A o wiele głębiej przyjdzie sięgnąć do kieszeni, jeśli zamarzy się nam „wypasiona” wersja pojazdu, która została pieszczotliwie zapewne ochrzczona mianem Cyberbeast, czyli po prostu Bestia (nazwa zobowiązuje, więc określam ten typ jako „B”). Bestię napędzają trzy silniki elektryczne, które pozwalają rozpędzić auto do setki w czasie 2,6 sekundy. Przy niej „wysiada” m.in. Porsche 911 GT3 RS, choć Cyberbeast waży ok. 3 ton, czyli znacznie więcej niż ta kultowa „wyścigówka” rodem ze Stuttgartu. Bestyjka kosztuje 100 tys. dol.

Minęły cztery lata odkąd hucznie zapowiedziano pojawienie się nowego modelu spod znaku Tesli w kalifornijskim Los Angeles. Od tego czasu sporo się zmieniło w porównaniu z pierwotnymi deklaracjami. Przede wszystkim dotyczy to ceny. Jej wzrost dla modelu A wyniósł ponad 50% – z 39,9 tys. dol., dla modelu A+ ponad 60% – z 49,9 tys. dol., a dla modelu B prawie 64% – z 61 tys. dol. W efekcie wariant A kosztuje obecnie tyle, ile w 2019 r. Musk obiecywał, że będzie trzeba zapłacić z Bestię.

Sporo zmieniło się również w zakresie zasięgów, czyli odległości, jaką pojazd może pokonać bez potrzeby doładowania. Dla wariantu A zasięg pozostał wprawdzie bez zmian, lecz w przypadku Bestii skrócił się z 500 mil do 320 mil, a w przypadku A+ nieznacznie się wydłużył z 300 mil do 340 mil. W odróżnieniu od zapowiedzi z 2019 r. wszystkie wersje pojazdów marki Cybertruck są krótsze i niższe o kilka centymetrów. Czytelników ISBiznes.pl, którzy lubią studiować tego typu statystyki zachęcam do lektury na temat osiągów auta TUTAJ.

Źródło: Tesla

Stonowane nastroje panują

Efektowna oprawa towarzysząca show w Austin raczej nie doprowadziła do wylewu hurraoptymizmu wśród inwestorów. Od 30 listopada kurs akcji Tesli (ticker: TSLA) wzrósł o ok. 6%. W tym czasie benchmarkowy indeks akcji – S&P 500 – zyskał 4,4%. Różnica w sumie niewielka.

Cybertruck od początku budził emocje, ale teraz, po listopadowym pokazie, wydaje się, że dominują raczej stonowane nastroje. Można je dostrzec m.in. po ocenach analityków, a zwłaszcza tych, którzy są pozytywnie nastawieni do akcji Tesli.

„Spójrzmy prawdzie w oczy: Cybertruck nie będzie wyróżniał się na tle konkurencji pod względem osiągów, z wyjątkiem Bestii” – ocenił Pierre Ferragu, analityk New Street Research. Jego zdaniem, choć Cybertruck to bardzo istotny produkt dla Tesli, zapewniający dużą rozpoznawalność, kultowość i platformę do wprowadzania przełomowych innowacji, to jednak nie da znaczącego impulsu wynikom finansowym spółki w perspektywie średnioterminowej. Zgodził się z nim Dan Ives, ekspert Wedbush, który stwierdził, że Cybertruck nie przyczyni się do wyraźnej poprawy rezultatów finansowych Tesli w 2024 r. W ocenie Toma Narayana, z kanadyjskiego RBC, nie więcej niż 20% z mln rezerwacji Cybertrucka przerodzi się w sprzedaż.

To i tak dość optymistyczne założenie, gdyż może się okazać, iż ostateczna wartość parametru będzie dużo, dużo niższa. W końcu, gdy za rezerwacją stoi odpowiednio wysoka kwota, którą trzeba wyłożyć, a w razie rezygnacji ona przepadnie, to potencjalny nabywca o wiele rozsądniej powinien podejmować decyzję. W przypadku Cybertrucka to raptem 100 dol. Prawdopodobnie wielu rezerwujących, gdy emocje opadną, będzie w stanie spokojnie machnąć ręką i przeboleć stratę „stówki”.

Niektórzy obserwatorzy rynku motoryzacyjnego sądzą, że pokaz w gigafabryce Tesli może zachęcić nowych klientów do wysupłania pieniędzy na pojazd. To rozumowanie podpierają tym, że aktywność wyszukiwania nazwy „Tesla” podwoiła się ostatnio, a nazwy „Cybertruck” wzrosła przeszło jedenastokrotnie. Może to przyczynić się rzeczywiście do wzrostu popytu, lecz to jeszcze bardziej wątpliwy wskaźnik niż liczba rezerwacji.

Musk przyznał, że przez lata sprzedaż różnych modeli Cybertrucka nie poprawi istotnie sprzedaży czy zysków zarządzanego przez niego koncernu motoryzacyjnego. Zapowiedział również, że do 2025 r. Tesla nie będzie produkować pojazdów w tempie 250 tys. sztuk. Dojście do takiego wolumenu będzie stopniowe. Średnia oczekiwań analityków Goldman Sachs, Morgan Stanley i UBS dla najbliższego roku to jedynie 48,5 tys. sztuk. W następnym roku szacunki tych banków inwestycyjnych wahają się w przedziale 78-230 tys. egzemplarzy Cybertrucka.

I na to wpływ może mieć nie tylko zdolność produkcyjna Tesli, ale i polityka sprzedażowa. Adam Jones, analityk Morgan Stanley, sądzi, że w dającej się przewidzieć przyszłości wzorem innego producenta samochodów luksusowych – Ferrari, TSLA może celowo „dołować” podaż, aby rynek wciąż był „głodny” futurystycznego Cybertrucka. Dochodzą do tego jeszcze dwie kwestie, mogące oddziaływać na popyt. Po pierwsze – bezpieczeństwo.

Jak zbudować samochód, który zabija ludzi?

Cybertruck wygląda i ma inną konstrukcję niż samochody, które zwykle spotykamy na drogach. Ostre kąty, trapezoidalne nadwozie, obudowa ze stali nierdzewnej auta przypomina bardziej, to co widać na migawkach z pól bitewnych Ukrainy. A Hummer (może poza wersją H1), przy nim wygląda jak niewinna zabawka dla staruszek wybierających się na niedzielną mszę.

Amerykańskie Center for Auto Safety uznało, że Cybertruck jest niebezpieczny dla wszystkich innych uczestników ruchu. Precyzyjniej wypowiadał się na temat bezpieczeństwa nowego modelu Tesli Raul Arbelaez z Insurance Institute for Highway Safety (IIHS). W mediach społecznościowych rozpętała się krytyczna dyskusja na temat filmu pokazującego Cybertrucka uderzającego w ścianę. Konstrukcji zarzucano, że rzekomo nie ma strefy zgniotu. Zdaniem Arbelaeza nic w tym klipie nie wyglądało nadzwyczajnie, choć specjalista przyznał, że nie sformułowałby wiążącej opinii zanim nie zapoznałby się z zapisami z manekina i nie uzyskałby dostępu do precyzyjnych danych z crash-testu na temat tego, w jaki sposób konstrukcja pojazdu otaczała pasażera.

Tym, co martwi eksperta z IIHS są ostre krawędzie pojazdu, które mogą z łatwości przeciąć osobę w razie kontaktu. W jego opinii wyjątkowo kwadratowy, a do tego podwyższony przód Cybertrucka rodzi zwiększone ryzyko przy „czołówkach”, w szczególności z najbardziej bezbronnymi uczestnikami ruchu drogowego – chodzi o pieszych, rowerzystów czy osoby na wózkach inwalidzkich. Z badań IIHS wynika, że pojazdy o wyższym i bardziej pionowym przodzie znacznie częściej zabijają pieszych.

A już wiadro pomyj wylał poczytny blog motoryzacyjny – Streetblog USA, który zatytułował wpis „Jak zbudować samochód, który zabija ludzi: wersja Cybertruck” – z tą recenzją zapoznasz się TUTAJ.

Do listy wcześniej wymienionych wątpliwości dorzucił m.in. aspekt piorunującego przyspieszenia auta. „Firma twierdzi, że jest on w stanie rozpędzić się od zera do 60 mil na godzinę w 2,6 sekundy, co, jeśli to prawda, oznaczałoby, że ma szybsze przyspieszenie niż większość pojazdów NASCAR i Formuły 1, bez towarzyszącego mu ryku silnika, który ostrzegałby kogokolwiek, że nadjeżdża. Dodatkowo przedni reflektor jest pojedynczym paskiem światła, co wśród niektórych ekspertów rodzi obawy, że będzie oślepiać nadjeżdżających kierowców” – czytamy w wpisie na blogu.

Cybertruck jest niesłychanie zrywny. Ośmiocylindrowy widlak V-8 biorący udział w wyścigu NASCAR ma przyspieszenie do setki na poziomie 3,4 sekundy. Cybertruck ma porównywalny osiąg do bolida F-1. Jest jedno małe ale – najnowsze dziecko Tesli ma napęd elektryczny, a zatem – jak wsomniałem wcześniej – trzeba być bardzo czujnym, aby usłyszeć, że pojazd się zbliża. Albo mieć oczy dookoła głowy, co chyba, póki co, największym orędownikom fantastyki się chyba nie śniło. „Być może najbardziej denerwujące w Cybertrucku jest to, co pojazd sugeruje na temat tego, jak miliarderzy tacy jak Musk wyobrażają sobie przyszłość naszego świata – i jak chętnie wielu Amerykanów kupuje tę brutalną dystopię” – podsumował Streetblog USA.

Te wszystkie obawy o bezpieczeństwo Cybertrucka powodują, że, jak powiedział mi jeden z analityków branży motoryzacyjnej z Wall Street, w USA trwa debata w środowisku towarzystw ubezpieczeniowych, czy nie zakwalifikować auta jako tego, któremu towarzyszy podwyższone ryzyko szkodowości. Powstaje też pytanie, jak zareagują władze UE, które wymagają od wprowadzających pojazdy na rynek homologacji. Przed rokiem Musk w formie być może żartu powiedział w Berlinie, że „w Stanach Zjednoczonych wszystko jest domyślnie legalne, zaś w Europie domyślnie nielegalne”.

Każda potwora znajdzie swojego amatora

Kolejną rzeczą, którą warto uwzględniać, jest wygląd Cybertrucka. To raczej pojazd, który urzeknie swoim pięknem miłośników wybitnie nietuzinkowej urody. Albo tych, dla których wygląd nie ma w ogóle znaczenia. Popyt na auta, to nie tylko kwestia ceny i parametrów użytkowych, ale także tego, jak pojazd się prezentuje. W przestrzeni publicznej funkcjonują od lat różne rankingi, których celem jest ustalenie, jakie auto zasługuje na miano najbrzydszego. Posłużyłem się klasyfikacją zbudowaną przez The Sunday Times Driving. Zdaniem tego  brytyjskiego medium w trójce najmniej urodziwych aut są: Fiat Multipla, Volkswagen Type 181 i Nissan Cube. Cybertruck Tesli znalazł się na jedenastej pozycji w zestawieniu – z rankingem zapoznasz się TUTAJ.

Owszem, piękno Cybertrucka, przynajmniej mnie, nie urzeka, ale jak mawiają każda potwora… Zawsze się może zdarzyć większa tragedia. Być może redaktorzy The Sunday Times nie dostrzegli, że ostatnio odbyła się prezentacja pojazdu elektrycznego myśli rosyjskiej. Amber, jak go nazwano, przywodzi na myśl refleksję, w jakich warunkach pracowali konstruktorzy. Na X i Telegramie namiętnie dyskutowano o tym pojeździe. Jeden z internautów uspokajał, że nie ma poważnych obaw dla oczu, gdyż najwyraźniej budowniczy Ambera od razu pojęli, iż auto nie będzie zbyt intensywnie się poruszało po drogach, o czym mają świadczyć dwa haki holownicze zamontowane na przedzie.

Internet z miejsca okrzyknął wynalazek konstruktorów Politechniki Moskiewskiej najbrzydszym autem, jakie kiedykolwiek stworzono. Samokrytyka niejednokrotnie się liczy – opinie w sieci chyba zawstydziły pomysłodawców, gdyż zdjęcia pojazdu zostały błyskawicznie usunięte z mediów społecznościowych i strony www uczelni.

Rosyjski Amber, źródło: X

Dynamika wzrostu Tesli ma stygnąć

Tak, czy owak, nowa marka ze stajni Tesli nie będzie gamechangerem w najbliższym czasie. Zresztą policzmy to sami. W uproszczeniu zakładam, że w 2024 r. 50 tys. aut nowej marki opuści salony Tesli, a 1/3 z tego przypadnie na Bestię, zaś 2/3 na model A+. Łącznie sprzedaż wyniosłaby 4,3 mld dol. To odpowiada ledwo 5% przychodów ze sprzedaży uzyskanych w 2022 r. Tyle, co nic.

Wall Street ma tego świadomość i zakłada systematyczne „spłaszczanie się” dynamiki zysków firmy. Obecna wycena rynkowa akcji Tesli jest przy tym nieco powyżej konsensusu. Papiery tego producenta EV obserwuje 49 analityków. Konsensus ocenia, że akcje firmy są warte prawie 240 dol. w perspektywie najbliższych dwunastu miesięcy – kurs zamknięcia na sesji 21 grudnia zamknął się kwotą 254,5 dol.

21 ekspertów jest neutralnie nastawionych i zaleca trzymanie papierów Tesli. Tylu samo analityków ma optymistyczne nastawienie do atrakcyjności akcji korporacji (16 razy „kupuj” i 5 razy „przeważaj”). Gatunkiem, któremu grozi wyginięcie są najwyraźniej pesymiści. 7 analityków powątpiewa w atrakcyjność wyceny obecnej Tesli, z czego sześciu rekomenduje „sprzedaj”, a jeden wystawił ocenę „niedoważaj”. Nieczęsto zdarza się takie zróżnicowanie w ocenach analityków. Jest ono mocno widoczne w rozpiętości szacunków wartości godziwej spółki – najniższa wycena jednej akcji opiewa na 53 dol., zaś najwyższa na 380 dol.

Źródło: opracowanie własne na podstawie FactSet

Założenia analityków są prawdopodobnie jak najbardziej uzasadnione. Tempo wzrostu TSLA słabnie w oczach. O ile wygląda ono jeszcze zupełnie przyzwoicie, jeżeli analizuje się zaudytowane skonsolidowane wyniki roczne, to już trudno nie dostrzec, że spółka grzęźnie na mieliźnie, gdy przedmiotem obserwacji są rezultaty za ostatnie kwartały. Dość powiedzieć, że od pięciu kwartałów przychody ze sprzedaży oscylują w przedziale nieco ponad 20 mld dol. A jeszcze bardziej niepokojące jest to, że zyski regularnie spadają. Tesla opublikuje raport roczny za 2023 r. niespełna kilka tygodni po jego zakończeniu – dojdzie do tego 24 stycznia 2024. Może być ciekawie.

Źródło: opracowanie własne na podstawie FactSet
Źródło: opracowanie własne na podstawie FactSet