Polski rynek słodyczy i przekąsek jest bardzo dojrzały, a konsumenci bardzo świadomi. Pomimo perturbacji m.in. inflacji, wzrostu kosztów surowców i logistyki, rynek stale rośnie. W trudnym dla branży 2022 r. jego wartość wzrosła o ok. 12%, a wolumenowo o 5%. – Szacujemy, że bardzo podobnie wygląda sytuacja w segmencie premium, który ze swej natury jest mniej podatny na zawirowania gospodarcze – mówi ISBiznes.pl Markus Knopf, prezes International Brands Trading.
International Brands Trading jest jednym z największych w Polsce dystrybutorów światowych marek słodyczy i słonych przekąsek premium z kontynentów azjatyckiego i Ameryki Północnej. Importer słodyczy premium współpracuje z m.in. drugim co do wielkości producentem ciastek na świecie, Pladis (jest wyłącznym dystrybutorem marek koncernu w Polsce) oraz jest dystrybutorem takich marek jak m.in.: ciastka Mc Vitie’s czy słodko-słone precelki Flipz.
Centra dystrybucyjne i magazyny spółki znajdują się w Polsce, Niemczech i Malezji. Spółka współpracuje z dużymi sieciami supermarketów oraz największymi sieciami sklepów spożywczych w Polsce. Współpracuje z takimi sieciami jak np. Lidl, Auchan, Żabka czy Biedronka. Celem jest plasowanie produktów Pladis we wszystkich obecnych w Polsce sieciach handlowych. IBT prowadzi też rozmowy w sprawie dostępności jej produktów w wybranych sieciach stacji benzynowych. Przygotowuje się także do obecności w kanałach e-commerce jak Frisco.pl czy Barbora.pl.
Operując na rynkach unijnych i poza UE spółka obserwuje pierwsze sygnały, mogące świadczyć o powrocie do sytuacji sprzed kryzysu wywołanego m.in. wojną w Ukrainie.
Barbara Woźniak (BW), ISBiznes.pl: Jak IBT postrzega kondycję branży słodyczy i przekąsek w Polsce? I jak ta kondycja wygląda na tle innych krajów europejskich, a także pozaeuropejskich, jak np. USA? Czy polski rynek stawia przed grupą IBT więcej wyzwań niż inne rynki czy wprost przeciwnie?
Markus Knopf (MK), prezes International Brands Trading: Polski rynek słodyczy i przekąsek jest bardzo dojrzały, a konsumenci są bardzo świadomi swoich decyzji zakupowych. Jest to rynek bardzo podobny do rynku niemieckiego – gdzie również prowadzimy działalność – i charakteryzuje się: innowacyjnością produktów, stabilną dostępnością i stabilnością cenową. Wymaga od nas dobrego balansu między tymi trzema wyzwaniami.
Z kolei rynek w USA już jest nieco inny, skala biznesu jest większa, a tym samym ciężej jest wejść do sieci handlowych. Dlatego, chcąc mocniej się tam rozwijać, myślimy o akwizycji w USA. Są to jednak plany na kolejne lata. Na dziś skupiamy się na naszych dwóch najważniejszych rynkach, czyli polskim i niemieckim.
BW: Czy polski rynek słodyczy i przekąsek rośnie? Myślę nie tylko o wartości, ale też wolumenach. Czy w dobie wysokiej inflacji Polacy rezygnują z takich drobnych przyjemności?
MK: Pomimo perturbacji, jakie dotknęły rynek, można śmiało powiedzieć, że stale rośnie. W tak trudnym dla branży 2022 r. jego wartość wzrosła o ok. 12%. Wolumenowo mówimy nawet o 5% wzrostu. Szacujemy, że bardzo podobnie wygląda sytuacja w segmencie premium, który ze swej natury jest mniej podatny na zawirowania gospodarcze.
Oczywiście, jesteśmy bardzo zadowoleni z tego faktu. Okazało się, że nasze specyficzne, nawet niszowe produkty, bardzo dobrze się sprzedają. Konsumenci chętnie po nie sięgają, szukając smaków, jakie poznali np. na urlopach czy wyjazdach zagranicznych, co jeszcze parę lat temu nie było tak oczywiste.
COVID i inflacja spowodowały, że na polskim rynku słodyczy i przekąsek chwilowo wzmocniły się marki własne. Konsumenci szukali oszczędności, jednak nie stało się tak w przypadku słodyczy i przekąsek premium. Na tym nie oszczędzają. Chcą podarować sobie tę odrobinę luksusu i jest to pewien stały punkt w ich wydatkach.
W trakcie pandemii na polskim rynku przez chwilę nastąpiło spowolnienie sprzedaży, jednak potem znów przyspieszyła. Obecnie sprzedaż naszych produktów znów bardzo dynamicznie rośnie i widzimy tu nadal ogromny potencjał.
BW: A jak na branżę dystrybucji słodyczy wpłynęło obecne spowolnienie gospodarki i sytuacja geopolityczna? Czy te czynniki mocno zachwiały dystrybucją np. w Polsce?
MK: Na pewno były to – i wciąż są – duże wyzwania dla branży. Inflacja wpływa na dostępność produktów, która może być zagrożona przez wzrost cen surowców. Mocno wzrosły też koszty logistyki, choć w tym obszarze sytuacja zdaje się normalizować.
Część dystrybutorów ucierpiała z powodu tych czynników. Nam jednak udało się podejść do tego rozsądnie i to przewidzieć. Nie podwyższaliśmy zbyt mocno cen, a jednocześnie udało nam się mocno urosnąć. Zależało nam bowiem na co najmniej utrzymaniu wolumenów. Nie był to też dla nas pierwszy kryzys. Również pandemia przygotowała nas do tego typu wyzwań.
BW: Jak w takim razie wyglądał 2022 rok pod kątem wyników finansowych? Jaka była dynamika przychodów grupy IBT i zysków, jak mocno wzrosły koszty i jakie były te podwyżki cen w przypadku IBT?
MK: Rośniemy stabilnie, ale dynamika z roku na rok jest coraz większa. W 2019 r. grupa zanotowała przychody w wysokości 4,4 mln euro. W 2020 r. było to już 5,4 mln euro. Rok 2021 zamknęliśmy w grupie z przychodami na poziomie 8,4 mln euro. Jeśli chodzi o rok ubiegły, choć ze względu na różnice w terminach rozliczeń roku obrachunkowego w Polsce i Niemczech, nie dysponujemy jeszcze pełnymi danymi, powinniśmy osiągnąć wynik prawie 10,4 mln euro. Rok 2023 chcemy zamknąć na poziomie 20 mln euro.
Z wyników jesteśmy bardzo zadowoleni. Koszty oczywiście poszły w górę, co – mówiąc kolokwialnie – wzięliśmy na klatę i podnieśliśmy nasze ceny tylko w nieznacznym stopniu, a przy najważniejszych SKU nawet były one stabilne. W czasie pandemii mocno wzrosły np. koszty logistyki przez drastyczny wzrost cen kontenerów, z ok. 4 tys. do 25 tys. dol., ale teraz powoli wraca to do normy. Pokryliśmy te wydatki sami. Jednocześnie staraliśmy się też optymalizować i konsolidować koszty, dzięki czemu udało nam się wygenerować oszczędności. Okazało się, że spokój popłacił.
Producenci też musieli podnieść ceny ponieważ podrożały surowce. Jednak w przypadku takich gigantów jak Pladis, sytuacja jest bardzo stabilna. Firma bardzo efektywnie zarządza kosztami i ma wszystko dopięte w swoich budżetach. Ogromnymi kontraktami zabezpieczyła dostawy surowców, co pomogło jej w trudnej sytuacji, a tym samym pozwala w miarę stabilnie utrzymać też nasze ceny.
BW: Jakie są plany rozwoju IBT na polskim rynku? Jakiej wielkości inwestycje są planowane? I czy oprócz ostatnich umów partnerskich z Pladis czy Nick’s planowane są kolejne, czy IBT będzie się raczej skupiać na razie na rozwoju dystrybucji produktów tych dwóch firm?
MK: Polski i niemiecki rynek rozwija się bardzo dobrze. Mają ogromny potencjał, którego jeszcze nie wykorzystaliśmy. Dlatego skupimy się na Polsce i Niemczech pod kątem rozwoju. Z pewnością wiodącym rynkiem nadal będzie dla nas Polska. Jeśli chodzi o partnerów, na razie skupimy się na rozwoju oferty Pladis. Jest to duże przedsięwzięcie z ogromnym potencjałem. Na tę chwilę skupiamy się na ofercie Pladis. Jeśli uznamy, że wykorzystaliśmy potencjał, będziemy robili kolejne kroki.
BW: Polska to ok. 60% przychodów grupy IBT, a Niemcy ok. 30%. Jak będzie wyglądał ten podział w kolejnych latach? Czy IBT chce zwiększać udział Niemiec w przychodach?
MK: W tym roku ten podział pozostanie podobny i planujemy osiągnąć ok. 100 mln zł przychodów, z czego ok. 60 mln zł w Polsce, a ok. 30 mln w Niemczech.
BW: Czy IBT szuka celów do przejęcia na polskim rynku, tak jak ma to miejsce w USA? Jeśli tak to w jakim obszarze – czy tylko dystrybucja – i jakiej wielkości firma wchodzi w grę?
MK: Działamy prężnie na rynku dystrybucji i pochłania to dużo pracy. Nie zmienia to faktu, że poszukujemy w USA firmy, która mogłaby uzupełnić nasze portfolio. Posiadamy bardzo dobrze rozbudowany łańcuch dostaw w Azji, a w USA mamy jeszcze trochę do zrobienia. W tym kontekście zastanawiamy się, aby dołączyć do naszej grupy firmę, która jest dobrze usytuowana na rynku w USA. Prowadzimy już takie rozmowy. Interesują nas firmy, które działają na rynku amerykańskim, ale też mają w swoim portfolio produkty z Europy.
Czy później jesteśmy w stanie zrobić kolejną akwizycję, np. w Polsce? Czas pokaże. Jest to kwestia kolejnych lat. W tej chwili w Polsce najważniejsza dla nas jest ścieżka skupienia się na rozwoju dystrybucji. Na razie nie jest to moment na akwizycję w Polsce, gdzie nasze struktury są optymalne i w pełni skalowalne, wedle naszych potrzeb.
BW: A jak wygląda sprawa rozbudowy sieci dystrybucji w Polsce? Jakie są plany?
MK: Mamy dobrze rozbudowaną sieć dystrybucji w Polsce, ale nasz dział sprzedaży cały czas rośnie. Chcemy jeszcze bardziej zwiększyć nasz potencjał, np. na rynku nowoczesnym, e-commerce, gdzie mamy jeszcze ogromne możliwości, ale też na rynku tradycyjnym. Będziemy zatem inwestować przede wszystkim w ludzi i dział sprzedaży.
BW: Jak grupa chce finansować swój rozwój w Polsce i poza Polską? Czy jest w stanie robić to ze środków własnych?
MK: Dotychczasowy rozwój umożliwiały nam środki własne, a także dodatkowe narzędzia w postaci kredytów czy umów z bankami. Jednak gdyby pojawił się strategiczny partner i chciałby włączyć się w nasz biznes pod kątem inwestycji, rozszerzenia sieci czy kontaktów, jesteśmy otwarci i nie zamykalibyśmy się na taką opcję. Choć aktualnie nie jest nam to dla nas niezbędne.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
O rynku przekąsek piszemy też TUTAJ.






