Analiza ISBiznes.pl: Wielkie NATO-wskie wzmożenie (amunicyjne)

Przed krajami NATO wielkie wyzwanie – trzeba przywrócić wielkoskalową produkcję amunicji zwłaszcza artyleryjskiej, zwiększyć wydatki na obronność na poziom ponad 2% PKB, być może nawet do 4% i zrobić to szybko. Tyle, że w tym celu praktycznie trzeba odbudować dużą część przemysłu zbrojeniowego.

Po zakończonym ostatnio brukselskim spotkaniu ministrów obrony krajów NATO jego uczestnicy prezentowali ostrożny optymizm.

„Omawialiśmy postęp uczyniony od Madrytu i mapę drogową do Wilna, gdzie sojusznicy będą uzgadniać nowe zobowiązania w zakresie obrony. Istotne są zwłaszcza: poprawa zdolności produkcyjnych i odbudowa zapasów amunicji. Jesteśmy skupieni na przekazywaniu nie tylko samego sprzętu wojskowego, ale i zdolności – szkolenia, manewru, obsługi, logistyki – co da Ukraińcom szansę pełnego jego wykorzystania” – tak podsumował rozmowy sekretarz obrony USA Lloyd Austin.

„To było dobre, ważne spotkanie” – stwierdził lakonicznie minister obrony Niemiec Boris Pistorius. Zdecydowanie więcej ujawnił sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg stwierdzając, iż sojusznicy  podjęli decyzje dotyczące wzmocnienia elementów odstraszania i obrony, jednocześnie uzgadniając nowe wytyczne dla planowania obronnego. Podobnie jak Austin, stwierdził, że członkowie NATO zdecydowali o zwiększeniu dostaw sprzętu i amunicji dla Ukrainy oraz o odbudowie zapasów samego NATO.

„Rozpoczynamy dyskusję na temat nowego poziomu wydatków obronnych, teraz zaczęliśmy ten temat, nie skończyliśmy rozmów, ale już obecnie wiadomo – jeśli 10 lat temu zobowiązywaliśmy się do wydatkowania 2% PKB na obronę, a wiele się od tego czasu zmieniło, to obecnie trzeba wydawać więcej. Teraz 2% trzeba traktować jako minimum, nie maksimum i skupić się na rozwijaniu zdolności obronnych” – dodał Stoltenberg. W kuluarach mówiono już o „wojennych 4%, jako możliwym poziomie wydatków”.

Owe dość tonujące omówienia spotkania w Brukseli mają swoje źródło w alarmie, jaki podniósł generał David Petraeus. Petraeus to emerytowany generał armii dowodzący w 2003 r. w czasie wojny w Iraku siłami wielonarodowymi, dowódca Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie, wysoki oficer z ogromnym doświadczeniem bojowym. W trakcie przemówienia w Atlantic Council stwierdził, iż „nie wolno tracić czasu i trzeba szybko dostarczyć Ukraińcom amunicję i sprzęt, te dostawy będą kluczowe”.

„Trzeba naprawdę skoncentrować się na szybkim dostarczaniu amunicji, sprzętu i dostaw wyposażenia na Ukrainę, aby umożliwić im (Ukraińcom – red.) prowadzenie udanych operacji obronnych” – powiedział Petraeus. W perspektywie średnioterminowej Petraeus widzi konieczność terminowego transferu czołgów, amunicji precyzyjnej dalekiego zasięgu, sprzętu obrony przeciwlotniczej i kołowych pojazdów opancerzonych.

„Wszystko to ma kluczowe znaczenie, aby Ukraina była gotowa do maja, na początku czerwca. Za każdym razem, gdy zdecydują się przeprowadzić własną kontrofensywę, muszą mieć do tego środki” – zauważył.

Krojenie salami, czyli jak wydatki na obronność po kawałku zabierano

Tymczasem sojusz ma zasadniczy problem. Lata kryzysów finansowych, polityki zaciskania pasa, tzw. „austerity”, a także wiary w fukuyamowski „koniec historii” i zwyczajne planowanie od wyborów do wyborów, powodowało, że zgodnie w całej Europie resortami, które oddawały budżetowe pieniądze i żyły na kroplówkach były Ministerstwa Obrony Narodowej.

Zresztą przebieg wojen w Iraku w 2003 r. i działań w Afganistanie nie wyrwał rządów europejskich z letargu w tym względzie. Przyszła wojna miała być wojną chirurgicznych uderzeń w centra dowodzenia, stanowiska obrony przeciwlotniczej, rejony ześrodkowania i koncentracji wojsk, obezwładnianiem szpic pancernych wroga. Miało tego dokonywać lotnictwo, śmigłowce wsparcia pola walki, Siły Specjalne, a artyleria tylko wspomagać działania. W końcu magazyny amunicji artyleryjskiej były pełne – zapas na dwa miesiące intensywnych działań uznawano za wystarczający. Teraz, po niemal roku inwazji Rosji na Ukrainę i intensywnego wsparcia Sił Zbrojnych Ukrainy ze strony Zachodu, magazyny logistyczne w Niemczech, Wlk. Brytanii i częściowo Francji są opróżnione, podobnie zresztą jak amerykańskie magazyny w Europie. Brakuje głównie amunicji artyleryjskiej 155 mm, problemy są z amunicja rakietową podstawowych kalibrów jak np. M26, M30/31, nie mówiąc o amunicji precyzyjnej, niskie okazują się także stany amunicji czołgowej 120 mm oraz granatów moździerzowych wszystkich kalibrów. Jak się okazuje także stany amunicji średniokalibrowej nie są zadowalające.

W dodatku jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę 24 lutego ubiegłego roku wielu krajom NATO nie udało się osiągnąć celów Sojuszu w zakresie gromadzenia zapasów. Bieżące potrzeby gospodarcze powodowały, że środki budżetowe przeznaczone na ten cel, trafiały do innych działów gospodarki. Jednak, jak się okazało, wojna w Ukrainie stała się cmentarzyskiem wszystkich przedwojennych idei prowadzenia działań wojennych – tempo zużycia amunicji artyleryjskiej i sposób jej użycia często przypominały bitwę pod Verdun w 1916 r. Wojska rosyjskie przy nasileniu działań potrafiły wystrzelić dziennie 15-18 tysięcy pocisków artyleryjskich wszystkich kalibrów, Ukraińcy wystrzeliwali ich 10 tys.

Okazało się, że jeśli Ukraina ma być rytmicznie i bez groźnych dla jej zdolności obronnych przerw zaopatrywana w amunicję, kraje Zachodu muszą odbudować zdolności swojego przemysłu zbrojeniowego oraz nie dopuścić do dalszego spadku wydajności i pojawiania się problemów w łańcuchu dostaw, co zaczęło być widoczne zwłaszcza w grudniu 2022 r.

„Gdyby Europa walczyła z Rosją, niektórym krajom skończyłaby się amunicja w ciągu kilku dni” – powiedział agencji Reuters europejski dyplomata. Jeden z wysokich urzędników NATO stwierdził, że właśnie zakończono badanie pozostałych w składach krajów Paktu zapasów amunicji.

„Cele amunicyjne NATO, które wyznaczyliśmy, a każdy sojusznik miał określony cel, nie były w większości osiągane (przed wojną – red.)” – powiedział urzędnik. Jego zdaniem konieczne będzie podniesienie docelowego poziomu rezerw amunicji dla członków NATO, bowiem obecnie magazyny są niemal puste.

„Byłbym absolutnie oszołomiony, gdyby cele (…) nie zostały zwiększone” – dodał. Oczywiście jest tajne ile – nawet mniej więcej – pocisków znajduje się w składach i magazynach NATO. Podobnie dzieje się w przypadku innych zapasów, specyficznych dla każdego państwa i każdej armii NATO, według celów wyznaczonych w Sojuszu. Sojusz bowiem korzysta ze zdolności obronnych swoich członków, według wcześniejszych ustaleń w ramach Paktu, np. dany sojusznik wystawia w ramach NATO dywizję pancerną, w pełnym wyposażeniu (10-30 tys. żołnierzy), z jednostkami ognia na określonym poziomie intensywności konfliktu przez ustalony czas, bez uzupełniania stanów i zapasów. Zwykle liczba tych związków taktycznych jest różna, zależna od wielkości i siły militarnej danego kraju. Oznacza to konieczność spełnienia także planu finansowego koniecznego do utworzenia i utrzymania w gotowości takich brygad i dywizji. Tymczasem, jak ustalił Reuters, Niemcom do spełnienia NATO-wskich wymogów jeszcze sprzed rosyjskiej inwazji brakowało 20 mld euro i dotyczyło to amunicji i techniki pancernej. Według Bloomberga mogło to być nawet 25 mld euro. W nieco lepszym stanie były zobowiązania francuskie, choć znowu – braki były w technice pancernej. Niewiele lepszy był stan zobowiązań brytyjskich, gdzie jednym procesem postępującym była redukcja liczebności i możliwości bojowych Wojsk Lądowych, proces, który trzeba będzie teraz odwrócić.

„Z królem Karolem wróciły wspomnienia. Powróciliśmy bowiem do stanu Wojsk Terytorialnych z czasów środka panowania królowej Wiktorii. Ministerstwo Obrony stara się po Brexicie byśmy się czuli naprawdę jak w tamtych czasach” – powiedział złośliwie BBC analityk militarny z prestiżowej Royal Military Academy Sandhurst.

Według DPA i Reuters największe braki istnieją w dziedzinie amunicji artyleryjskiej zwłaszcza 155 mm, amunicji rakietowej wszystkich kalibrów, efektorów obrony przeciwlotniczej używanych w systemach obrony powietrznej jak IRIS-T i Patriot oraz amunicji średniokalibrowej dla np. systemów obrony przeciwlotniczej Gepard. Jest to amunicja intensywnie używana przez wojska ukraińskie. Jest pewne, że w lipcu, w trakcie spotkania NATO na Litwie zostaną ustalone nowe cele w zakresie gromadzenia amunicji i innych zapasów.

Przemysł, który żył od umowy do umowy

Niemniej przyczyną problemu jest nie tylko mizeria finansowa europejskich resortów obrony. Przemysł zbrojeniowy zarówno Europy, jak i USA żył od zamówienia do zamówienia, w międzyczasie tylko podtrzymując zdolności produkcyjne, co ujawniła wojna w Ukrainie. Nie ma więc szybko uruchamianych zdolności wytwórczych, niezbędnych do szybkiego zwiększenia produkcji. Zbyt wiele linii produkcyjnych zniknęło w latach gospodarczego austerity.

Decydująca w tym względzie, bo wyznaczająca zręby przyszłej strategii Sojuszu, będzie odbywająca się właśnie Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium. Wiadomo jest jednak jednoznacznie – na Wschodzie Sojusz ma wroga, a być może nawet dwóch wrogów, bowiem Chiny na razie z niewielkimi zastrzeżeniami popierają Rosję w ataku na Ukrainę.

W efekcie państwa Sojuszu, a najbardziej Stany Zjednoczone i Francja zaczęły wywierać presję na firmy obronne, aby zwiększyły produkcję. 24 stycznia New York Times poinformował, że Waszyngton zamierza podnieść miesięczny cel produkcyjny pocisków artyleryjskich z 14 400 przed wojną do 90 000. Departament Stanu i Pentagon twierdzą, że jak do tej pory Stany Zjednoczone dostarczyły od początku wojny Kijowowi broń o wartości około 30 mld dol., w tym ponad milion pocisków kalibru 155 mm. USA jest największym dostawcą broni dla Sił Zbrojnych Ukrainy.

Jak pisze agencja AFP, we Francji prezydent Emmanuel Macron jeszcze w lipcu 2022 r. nakazał firmom posiadającym kontrakty wojskowe na produkcję sprzętu i wyposażenia opracowanie strategii „gospodarki wojennej”, aby przyspieszyć produkcję wszystkiego, od amunicji artyleryjskiej po haubice i inny sprzęt wojskowy. Oczywiście konkretne dane dotyczące francuskiej produkcji amunicji pozostają tajne, wiadomo jednak, że na rok 2023 resort obrony zakontraktował amunicję wartości 2 mld euro, przy czym dostawy wartości 1,1 mld euro mają być zrealizowane do końca roku. Jest to m.in. 10 000 pocisków kalibru 155 mm firmy Nexter Systems, jedynego francuskiego dostawcy amunicji wielkokalibrowej. Wiadomo przy tym, że dostawy te, jak i zamówienia, mogą być w obecnych warunkach zwiększone. Według wojskowych rozmówców agencji AFP „czas pokoju się skończył, pora się obudzić i politycy wreszcie to dostrzegli”.

Rzeczywiście plany gospodarki wojennej z lipca u.br. zaczynają przynosić owoce. Haubica Caesar, której konstrukcja trwała dwa lata, jest teraz produkowana w 18 miesięcy. A czas ten ma być skrócony do roku „i mniej” – wynika z francuskich źródeł wojskowych. Czas produkcji amunicji artyleryjskiej spadł z  dziewięciu miesięcy do trzech. Francuzi podpisali także porozumienia z Australią o wspólnej produkcji amunicji, nie ukrywając, że będzie ona przeznaczona dla Ukrainy. Australijczycy dostarczą prochy wielobazowe, których produkcja we Francji jest zbyt niska, co umożliwi Nexter szybszą produkcję amunicji 155 mm. Pierwsze kilka tysięcy pocisków trafi na Ukrainę do końca marca.

„To nie wszystko. Rozglądamy się po innych krajach, aby zobaczyć, jak możemy powielić tego rodzaju model” – powiedział francuski urzędnik agencji Reuters.

Jak widać, najszybciej pozbierali się Francuzi i Amerykanie. USA oficjalnie ogłosiły, że w ciągu 18 miesięcy ich produkcja tylko amunicji wielkokalibrowej wzrośnie do 900 tys. jednostek rocznie. Innym krajom członkom Sojuszu takie przyspieszenie się nie udało.

Niemcy, gdzie kanclerz Olaf Scholz kilka dni po inwazji ogłosił utworzenie specjalnego funduszu w wysokości 100 mld euro na modernizację wojska, poczyniły niewielkie postępy w uzupełnianiu zapasów broni i amunicji. Co ciekawe, Niemcy chcą być jednocześnie jednym z większych dostawców sprzętu i amunicji dla Ukraińców.

 „Do końca ubiegłego roku nie otrzymaliśmy żadnych znaczących zamówień. Pomimo specjalnego funduszu w wysokości 100 mld euro spoglądaliśmy, jak ministerstwo obrony zarządzało niedoborami przez cały 2022 r. Nie było wystarczająco dużo pieniędzy na zakup amunicji, ani w specjalnym funduszu, ani w budżecie obronnym” – powiedział agencji Reuters szef Związku Niemieckiego Przemysłu Bezpieczeństwa i Obronności Hans Christoph Atzpodien.

Według nieoficjalnych informacji zdobytych przez Bloomberg, niemieckie zapóźnienie w stosunku do innych zachodnioeuropejskich członków NATO w osiąganiu celów Sojuszu może wynosić nawet dwa lata! Marie-Agnes Strack-Zimmermann, przewodnicząca komisji obrony niemieckiego parlamentu i zarazem wspierająca rządzącą koalicję Scholza, nazwała 2022 „straconym rokiem” i ubolewała nad brakiem przezorności w zamawianiu sprzętu. Dzieje się tak, choć niektórzy producenci sprzętu wojskowego i amunicji wprost mówią, że dysponują jeszcze wolnymi mocami produkcyjnymi.

Rheinmetall, partner koncernu KMW, znany z produkcji armaty 120 mm do czołgu Leopard 2, poinformował, że jest gotowy zwiększyć produkcję pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm z 60-70 tys. w 2022 roku do 450 – 500 tys. rocznie „w stosunkowo niedługim czasie”. Jak zauważył dyrektor generalny firmy Armin Papperger Rheinmetall zostałby wtedy największym producentem tej amunicji. Koncern prowadzi też rozmowy z amerykańskim koncernem Lockheed Martin, wytwórcą  M270 MLRS i M142 HiMARS o budowie wspólnego zakładu produkcyjnego w Niemczech. Na razie rząd Niemiec jednak nie zajął stanowiska w tej sprawie.

Jednak nie tylko Niemcy notują potężne opóźnienia. Także w Wlk. Brytanii, kraju, który stał się jednym z głównych dostawców broni i amunicji dla Ukrainy, opozycja wyraziła głośno niepokój po tym, jak dostarczono Ukrainie 30 systemów artyleryjskich AS90. John Healey, szef polityki obronnej głównej opozycyjnej Partii Pracy, powiedział agencji Reuters, że to jedna trzecia całego brytyjskiego stanu sprzętowego i nie zrobiono nic, aby je zastąpić.

„Potrzebujemy strategii gromadzenia zapasów, która dotyczy konieczności dalszego wspierania Ukrainy, ale także wymogu uzupełnienia naszych własnych sił na przyszłość” – dodał. Rzecznik ministerstwa obrony powiedział, że trwają starania o szybką dostawę nowych systemów artyleryjskich. Tu warto przypomnieć, że w Wlk. Brytanii właśnie trwa przetarg w ramach tzw. Mobile Fires Platform na armatohaubicę dla Royal Artillery, która może zastąpić AS90. Biorą w nim udział koreańskie K9 kupione przez Polskę, w wariancie K9A2. Oferuje je Team Thunder (Hanwha Defense, Lockheed Martin UK, Leonardo, Pearson Engineering, Horstman Defense Systems i Soucy Defense). Rywalem K9A2 jest niemiecka armatohaubica na podwoziu kołowym Boxer RCH. Koreańczycy zagwarantowali Brytyjczykom w razie zwycięstwa produkcję K9A2 w Wlk. Brytanii oraz dostarczenie 50% wozów z własnej bieżącej produkcji, by mieli czym uzupełnić stany nadszarpnięte wysyłką AS90 do Ukrainy.

Jednak wysiłki zmierzające do szybkiego zwiększenia produkcji obronnej w państwach NATO hamowane są także przez czynniki obiektywne. Pierwszym z nich jest widoczny niedobór półprzewodników, koniecznych do systemów elektronicznych samolotów czy systemów kierowania walką czołgów podstawowych, braki niektórych surowców (zwłaszcza metali ziem rzadkich), czy niedobory wysoko wykwalifikowanych specjalistów dla przemysłu obronnego. Według nieoficjalnych informacji zdobytych zarówno przez analityków, jak i przez media, konieczna jest też modernizacja linii produkcyjnych tak, aby możliwa była szybka produkcja masowa i zarazem standaryzacja. Obecnie produkcja w partiach zależnie od kontraktu sprawiła według informacji Reuters, że „produkcja amunicji stała się trochę rzemieślnicza i w stylu Amazona”, jak miał powiedzieć agencji wysoki urzędnik NATO. Ratunkiem ma być łączenie krajów w grupy zakupowe, zamawiające duże ilości amunicji i konkretny sprzęt wojskowy w większych partiach, co pozwoli utrzymać duże linie produkcyjne pracujące w systemie ciągłym. Pierwsze kontrakty tego typu przewidywane są już wiosną br. Tyle, że poziom zapełnienia składów NATO bynajmniej nie wzrośnie. Informatorzy agencji AFP, AP, Reuters i Bloomberg są zgodni: „wszystko co uda się nam wyprodukować pojedzie jak najszybciej na Ukrainę”.

„Nie uważam, że w ciągu najbliższego roku poziom naszych zapasów znacznie wzrośnie” – powiedział Reuters wysoki urzędnik NATO.

„Musimy być przygotowani, że ta wojna może potrwać długo, nawet kilka lat” – ostrzegł państwa członkowskie sekretarz generalny NATO, Jens Stoltenberg.