To premier Włoch Giorgia Meloni stoi za kontrowersyjnym projektem wprowadzenia podatku od ponadnormatywnych nadzwyczajnych zysków bankowych. Stwierdziła też oficjalnie, że „zrobi to ponownie” wprowadzając jeszcze raz projekt takiego podatku.
Premier Włoch stwierdziła, iż ma „największy szacunek dla systemu bankowego” i nie ma „zamiaru uderzać w banki”. Dodała jednak, że jej zdaniem taki podatek jest niezbędny, bo „była nierównowaga”.
„To była inicjatywa, której chciałam. Oczywiście, że zrobiłabym to ponownie. Minister gospodarki Giancarlo Giorgetti był w pełni w to zaangażowany. System bankowy szybko podniósł oprocentowanie kredytów hipotecznych, ale pozostawił stawki dla oszczędzających na niezmienionym poziomie, powodując wielkie problemy (klientów indywidualnych – red.)” – powiedziała premier w wywiadzie dla gazet Corriere della sera, La Repubblica i La Stampa.
7 sierpnia rząd ogłosił nowy 40-procentowy podatek od nadzwyczajnych zysków banków, wywołując zamieszanie na giełdach następnego dnia. Potem jednak stwierdzono, że podatek zostanie ograniczony do 0,1% aktywów i dochodów z instrumentów. 10 sierpnia Moody’s stwierdził, że jeśli chodzi o kredyty „środek ten pozostaje ujemny, a w sobotę 12 sierpnia Financial Times opisał ten ruch jako „katastrofalny” i „największy jak dotąd błąd rządu”.
Wicepremier i tymczasowy lider koalicyjnego partnera rządu Forza Italia (FI), Antonio Tajani, również skrytykował ten ruch mówiąc, że nie był on omawiany przed posiedzeniem rządu, na którym został zatwierdzony.
„Te rzeczy można było zrobić lepiej, teraz musimy zachować naszą międzynarodową wiarygodność i uspokoić inwestorów” – stwierdził Tajani w wywiadzie dla Il Foglio w sobotę.
„Z pewnością może być problem z metodą. W mniejszym stopniu zaangażowałam większość parlamentarną, bo powiedzmy, że nie chodziło o to, żeby wyjść za daleko. To bardzo szczególna i delikatna sprawa, w której podjęłam się interwencji” – podsumowała Meloni.
Jednak bardzo dobrze zazwyczaj poinformowani analitycy Bloomberg zauważają, że mało możliwe, by „jakiegoś podatku podobnego do takiej regulacji udało się uniknąć”. Zwracają uwagę, że o tym podatku mówi się już w całej Skandynawii, Francji, takie postulaty wysuwają też „poważne siły polityczne” w Niemczech, wobec czego wprowadzenie takiego podatku w Europie „może być tylko kwestią czasu”.






