Unia Europejska natychmiast powinna zwiększyć skalę sekwencjonowania genomu szczepów wirusa COVID-19, wprowadzić monitorowanie ścieków, zwłaszcza z lotnisk w celu wykrycia nowych wariantów bądź szczepu Sars-CoV-2 – napisała w liście do szefów państw UE, komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, Stella Kyriakides. Monitorowanie ścieków z lotnisk rozważa się w USA. Wirusolodzy i epidemiolodzy są podzieleni – jedni doradzają by czekać, drudzy aby zacząć działać natychmiast. Jednak wszyscy nie bardzo wierzą w oficjalne dane chińskie.
List Stelli Kyriakides zawiera stwierdzenia, że Unia Europejska powinna „wzmóc czujność”, ponieważ liczba zakażeń w Chinach lawinowo narasta, chińskie władze zniosły wszelkie zakazy podróżowania i przemieszczania się, a wiarygodne dane epidemiologiczne i testy dotyczące tamtejszych szczepów i wariantów wirusa Sars-CoV-2 są dość rzadkie.
Eksperci Komisji przypominają przy tym sprawę z Kalifornii , gdzie naukowcy, poprzez badanie próbek ścieków komunalnych w San Diego wykryli obecność wariantów Alpha, Delta, Epsilon i Omicron na 14 dni przed ich pojawieniem się w wymazach z nosa.
Komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności wezwała do natychmiastowej oceny praktyk sekwencjonowania wirusa, zaś przy stwierdzeniu, że tego typu badań jest mniej, natychmiastowe ich zwiększenie. Ważne jest też, jej zdaniem, rozpoczęcie lub kontynuowanie nadzoru ścieków, w tym szczegółowego ścieków z lotnisk, zwłaszcza tych największych.
List komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, był efektem internetowej konferencji ponad 100 przedstawicieli członków UE, unijnych agencji ds. zdrowia i Światowej Organizacji Zdrowia w celu omówienia sposobów radzenia sobie z wybuchem epidemii w Chinach.
Sprawą nagłego wzrostu zachorowań na COVID-19 w Chinach zainteresowała się po tym spotkaniu Światowa Organizacja Zdrowia WHO. Jak napisał na Twitterze jej dyrektor generalny, Tedros Adhanom Ghebreyesus WHO „zdecydowanie potrzebuje więcej informacji, aby ocenić ostatni wzrost infekcji w Chinach”.
Oczekuje się, że eksperci ds. zdrowia z Unii Europejskiej i WHO zorganizują spotkanie w sprawie działań w obliczu kryzysu COVID-19 w Chinach przyszłym tygodniu. Chiński resort zdrowia odpowiedział pozytywnie na sugestie WHO, jego eksperci mają połączyć się z ekspertami WHO w celu zorganizowania telekonferencji.
Tymczasem amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) rozważa pobieranie próbek ścieków pobranych zarówno z lotnisk jak i samolotów latających na trasach międzykontynentalnych zwłaszcza z Azji. Eksperci z CDC uważają to za lepsze rozwiązanie niż testowanie podróżnych na lotniskach, co daje czasem błędne odczyty. Podobnie sądzi Europejskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (ECDC) w Sztokholmie, które zaleca wprowadzenie takich samych testów na największych lotniskach Europy.
Obecnie Stany Zjednoczone, Korea Południowa, Indie, Włochy, Japonia i Tajwan nałożyły na podróżnych z Chin obowiązek testowania na COVID-19 na lotnisku przylotowym. Rząd włoski wezwał przy tym wszystkie kraje unijne do podjęcia takich samych działań i obowiązkowego testowania podróżnych z Chin, jednak większość resortów zdrowia krajów UE, w tym polskie Ministerstwo Zdrowia, stwierdziło iż nie widzi takiej potrzeby. Według Stelli Kyriakides, niektórzy członkowie Unii (miała to być m.in Dania i Szwecja) zaproponowali wyrywkowe testowanie takich podróżnych.
Na włoski apel odpowiedziała pozytywnie Hiszpania, która ma wprowadzić obowiązkowe testy lub świadectwo pobrania kilku dawek szczepionki przeciw COVID-19 dla podróżnych z Chin, przy czym w tym ostatnim przypadku jest spory problem. Nieoficjalnie bowiem wirusolodzy i epidemiolodzy, np. z Francji twierdzą, że podobnie jak rosyjska szczepionka Sputnik V, chiński Sinovac był szczepionką dająca bardzo niski stopień zabezpieczenia przed wirusem, działa bowiem tylko na jego najstarsze szczepy L i G, na młodsze jak Delta i Omicron, szczepionka ta dawała niewielką odporność. Sinovac podobnie jak Sputnik V był też bardzo rzadko aktualizowany.
Według Sverige Radio, ECDC stwierdziła przy tym, że na razie nie widzi potrzeby nakładania ostrych ograniczeń na podróżnych z Chin, bowiem według przedstawionych do tej pory chińskich danych panują tam szczepy u warianty koronawirusa, które znane są już w Unii Europejskiej, „a obywatele UE mieli stosunkowo wysoki poziom wyszczepień”.
Z kolei, jak powiedział agencji Reuters dr Michael Osterholm, ekspert od chorób zakaźnych na University of Minnesota, ograniczenia w podróżowaniu, takie jak obowiązkowe testy, jak dotąd nie zdołały znacząco ograniczyć rozprzestrzeniania się COVID-19.
„Te ograniczenia wydają się być niezbędne z politycznego punktu widzenia. Myślę, że zostały wprowadzone, bo każdy rząd boi się oskarżenia o to, że nie robi wystarczająco dużo, aby chronić swoich obywateli, jeśli tego nie zrobi” – zauważył. Osterholm i inni wirusolodzy twierdzą, że jest mało prawdopodobne, aby obowiązkowe testy przed podróżą do Stanów Zjednoczonych powstrzymały nowe warianty koronawirusa przed ekspansją.
„Zamykanie granic lub przeprowadzanie testów granicznych naprawdę nie ma większego znaczenia. Może spowolnić to o kilka dni” – stwierdził Osterholm, dodając, że wirus prawdopodobnie rozprzestrzeni się na całym świecie i może zakazić ludzi w Europie lub gdzie indziej, którzy mogą następnie przenieść go do USA.
Jednak BBC przypomina analizy zespołu włosko-amerykańskiego, który zbadał szybkość międzykontynentalnego rozprzestrzeniania się wirusa o wysokiej zakaźności na podstawie pandemicznego wirusa grupy w 2009 r., który też pochodził z regionu Chin zbliżonego geograficznie do prowincji Houbei, gdzie wyewoluował COVID-19. Okazało się, że przy otwartym ruchu lotniczym jest on w stanie przenieść się do Europy w ciągu 48 godzin, do USA najdalej w 56 godzin. Wirusowym „hubem” są przy tym dwa porty lotnicze – Hartsfield-Jackson Atlanta International Airport w USA i Heathrow pod Londynem. Obecna sytuacja polityczna, tj. Brexit spowodowała, że czas przedostania się wirusa do krajów Unii Europejskiej i do USA zrównały się – twierdzą epidemiolodzy.
Z kolei agencja AP podała, że w USA rozszerzono program sekwencjonowania genomu na lotniskach, wprowadzając go do portów lotniczych w Seattle i Los Angeles i zwiększając tym samym całkowitą liczbę lotnisk zbierających informacje z testów ze ścieków do siedmiu. Jednak eksperci w ogóle są sceptyczni co do reprezentatywności próbek z lotniskowych ścieków. Jak stwierdził dr Eric Topol, ekspert ds. genomiki i dyrektor Scripps Research Translational Institute w La Jolla w Kalifornii, najlepszym rozwiązaniem byłoby testowanie ścieków z linii lotniczych, zwłaszcza z samolotów realizujących połączenie międzykontynentalne. Jak stwierdził: „dałoby to jaśniejszy obraz mutacji wirusa, biorąc pod uwagę brak przejrzystości danych z Chin”, zaś ścieki z samolotów z Chin trzeba jak najszybciej usuwać i prowadzić ich dekontaminację. Dodał, że Stany Zjednoczone powinny natychmiast poprawić swoją taktykę nadzoru epidemiologicznego, „ponieważ Chiny niechętnie dzielą się swoimi danymi genomowymi”.
Z kolei rzeczniczka CDC Kristen Nordlund przyznała na Twitterze, że analiza ścieków z linii lotniczych jest jedną z kilku opcji, rozważanych przez Centrum, by spowolnić proces przenikania ewentualnych nowych wariantów i szczepów koronawiurusa do Stanów Zjednoczonych. „Poprzedni nadzór nad ściekami COVID-19 okazał się cennym narzędziem, a nadzór nad ściekami w samolotach może potencjalnie stanowić podobną opcję” – napisała.
Centrum bowiem narzeka na brak przejrzystości danych na temat COVID-19 w Chinach i stwierdza, że po uwolnieniu ograniczeń podróżowania wirus dostanie się do całej, liczącej 1,4 mld ludzi „niedostatecznie zaszczepionej i wcześniej nienarażonej populacji”.
Według agencji AFP badania naukowców francuskich wykazały, że wymóg negatywnych testów na COVID przed lotami międzynarodowymi nie chroni żadnego kraju przed rozprzestrzenianiem się nowych wariantów. Naukowcy ci znaleźli wariant Omicron w ściekach z dwóch samolotów pasażerskich, które leciały z Etiopii do Francji w grudniu 2021 r., mimo że pasażerowie musieli przejść testy na COVID przed wejściem na pokład.
Jednak David Dowdy, epidemiolog chorób zakaźnych w Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health, powiedział agencji Reuters, że co prawda zwiększenie nadzoru genomowego jest ważne, a pobieranie próbek ścieków z samolotów może być pomocne, ale testy wymagają czasu.
„Myślę, że powinniśmy być ostrożni wobec oczekiwań, że te dane naprawdę poinformują nas o możliwości reagowania (na zagrożenie-red.)” – powiedział.
Wszystkie te działania spowodowane są naciskami na środowisko wirusologów i epidemiologów, zarówno przez czynniki rządowe, jak i biznes krajów UE i USA. Jak twierdzą naukowcy na kontach na Twitterze czują się „jak saperzy”. „Jeśli zrobimy błąd i zareagujemy za wcześnie, możemy zabić gospodarkę Zachodu, jeśli zareagujemy za późno, zabijemy ją na pewno i przyczynimy się do ciężkich zachorowań a nawet śmierci wielu ludzi” – napisał na koncie prowadzonym pod pseudonimem naukowiec związany z Karolińska Institutet (KI) w Sztokholmie. Tymczasem wirusolodzy podejrzewają, że Chińczycy nie mówią prawdy co do działających u nich szczepów i wariantów wirusa. „Wzór zakażeń jest inny niż dotąd. Albo Chińczycy nie mają dostatecznych danych, albo zdają sobie sprawę, że jest to nowy wariant lub nawet szczep, ale nie mogą nic zrobić” – stwierdził naukowiec z KI.
„Jeśli pojawił się nowy wariant, Unia będzie musiała go wcześnie wykryć, aby móc szybko zareagować” – napisała komisarz Kyriakides w swoim liście.
Tymczasem chiński resort zdrowia stwierdził, że krytyka statystyk chińskich dotyczących COVID jest bezpodstawna i zbagatelizował ryzyko nowych wariantów, twierdząc, że naukowcy chińscy spodziewają się, że mutacje będą bardziej zakaźne, ale mniej dotkliwe w przebiegu zachorowań. Przeczą temu jednak dane zebrane przez media, mówiące, że śmiertelność w Chinach lawinowo rośnie.






