Upały odbijają się na europejskiej gospodarce – rośnie presja na ceny żywności, łańcuchy dostaw i na koniec na mocno zadłużone gospodarki, stwarzając kolejny problem dla rynków finansowych, które i tak są obciążone energetycznymi skutkami wojny z Iranem. Inwestorzy zaczynają dodawać do swoich wskaźników makroekonomicznych nowy wskaźnik – możliwości wystąpienia w danym sezonie ekstremalnych temperatur. Coraz gorzej miewa się także europejska energetyka.
Oficjalnie wciąż jako główne ryzyko dla światowej gospodarki wymienia się problemy wokół łańcucha dostaw koncentrującego się na Cieśninie Ormuz i innych szlakach handlowych zakłóconych przez wojnę z Iranem. Jednak Europa dodatkowo ma własne problemy.
Pierwszym z nich są wyjątkowo niskie poziomu wody na głównych szlakach transportowych, jak Ren. Ren jest takim szlakiem, jak twierdzą historycy, archeolodzy i klimatolodzy, od co najmniej kilku tysięcy lat. Obecnie, według ING, rzeką przewozi się rocznie około 285 mln ton ładunków. Transport Renem obejmuje około 80% towarów przewożonych śródlądowymi drogami wodnymi Niemiec jako najlepsze połączenie kluczowych ośrodków przemysłowych. Tymczasem część przewozów towarowych została zawieszona, podczas gdy inne barki działają z ograniczonym ładunkiem, co podnosi koszty transportu.
Starszy ekonomista europejski w Nomura, Andrzej Szczepaniak, przyznał, że codziennie sprawdza poziom wody w Kaub, jednym z najpłytszych punktów na Renie. Zakłócenia transportowe bowiem grożą zwiększeniem presji inflacyjnej. Fale upałów, susze i pożary w całej Europie uderzają również w rolnictwo wzbudzając obawy o dostawy i ceny żywności. Już obecnie w Wielkiej Brytanii duże sieci supermarketów ostrzegają przed kolejnym szokiem cenowym żywności.
„Z pewnością odczujemy inflację cen żywności” – stwierdził w nocie Paul Jackson, globalny strateg rynkowy w Invesco, przypominając dodatkowo o negatywnym wpływie zjawiska pogodowego El Niño, które prawdopodobnie nasili presję inflacyjną na żywność na całym świecie.
Jak dodał, El Niño i pokłosie wojny w Zatoce, jeśli ceny energii ponownie wzrosną, mogą być „podwójnym ciosem” dla banków centralnych.
Europejski Bank Centralny i Bank Anglii mówią już oficjalne o konieczności zrównoważenia ryzyka inflacyjnego wynikającego z ekstremalnych upałów z potencjalnym obciążeniem dla wzrostu gospodarczego. Rynki zaczynają uwzględniać w cenach co najmniej jedną kolejną podwyżkę stóp procentowych EBC do końca roku.
Analitycy EBC powołują się na niedawne wspólne opracowanie Uniwersytetu w Mannheim i Banku Centralnego, gdzie oszacowano, że zeszłego lata fale upałów, susze i powodzie zmniejszyły produkcję gospodarczą Europy o 0,3%, zaś prognozy wskazują, że skumulowane straty mogą wzrosnąć do 0,8% do 2029 roku. Problemy z niskim utrzymującym się poziomem wody mogą dodatkowo negatywnie wpłynąć na produkcję przemysłową i wzrost gospodarczy.
„Jesteśmy na niepokojącym poziomie (z Renem); jednak prawdopodobnie nie jesteśmy na etapie, na którym mógłby on negatywnie wpłynąć na PKB” – powiedział Reuters Szczepaniak z Nomury, zaznaczając przy tym, że prognozy dotyczące utrzymującej się suszy w Niemczech nadal budzą obawy.
Rynki zaczynają wyceniać ryzyka klimatyczne, czego sygnałem jest szybki wzrost obligacji katastroficznych, które przenoszą ryzyko katastrof z ubezpieczycieli i reasekuratorów na inwestorów. Inwestorzy otrzymują regularne płatności, ale mogą stracić część lub całość kapitału w przypadku wystąpienia zdarzenia losowego, takiego jak huragan lub trzęsienie ziemi. Morningstar szacuje, że fundusze obligacji katastroficznych zarządzają obecnie aktywami o wartości prawie 38 mld dolarów, co w porównaniu z czerwcem 2023 roku stanowi wzrost o ponad 70% i należy spodziewać się ich dalszego dynamicznego wzrostu, zwłaszcza po tegorocznym lecie.
Europa bowiem, najszybciej ocieplający się kontynent świata, została także spustoszona tego lata przez pożary lasów, szczególnie we Francji i Hiszpanii. Jak zauważają analitycy Morningstar, pożary lasów i powodzie stanowią coraz większą część ryzyka objętego ubezpieczeniem, jako że ubezpieczyciele szukają ochrony przed stratami wynikającymi z tych zdarzeń. To zaczyna być znowu problemem dla emitentów i inwestorów, ponieważ ryzyko katastrof jest trudne do modelowania. Zaczynają się więc pytania do instytutów naukowych, a analitycy zapytywani przez AFP zauważają już tylko półżartem, że za kilka lat na rynku pojawi się nowy zawód „klimatolog-analityk wycen ryzyka klimatycznego”.
„Kluczowym pytaniem w tej dziedzinie jest to, czy częstotliwość występowania klęsk żywiołowych można nadal wiarygodnie ekstrapolować na podstawie długich serii danych historycznych, czy też zaczynają pojawiać się nowe i nieoczekiwane wzorce” – konstatują analitycy Morningstar.
Popyt na instrumenty pochodne związane z pogodą w Europie gwałtownie wzrósł w tym roku, ponieważ firmy, od ośrodków narciarskich po przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, szukają ochrony przed falami upałów, ochłodzeniami, powodziami i suszami.
Dane CME pokazują, że wolumen obrotu europejskimi kontraktami terminowymi na pogodę wzrósł o prawie 30% w 2026 roku. Tymczasem w Japonii i USA obrót tego typu kontraktami także wzrósł, ale był i tak niewielki.
Ruszył także powiązany z pogodą rynek konsumenta. Dane Google Trends pokazują, że liczba wyszukiwań hasła „klimatyzacja” gwałtownie wzrosła w całej Europie, zaś sprzedawcy detaliczni, tacy jak Curry’s i Carrefour, odnotowali duży popyt na wentylatory i klimatyzatory w najgorętszych okresach lata. Producenci AGD, jak włoski De’Longhi, odnotowali w swoich najnowszych wynikach „znaczny wzrost” sprzedaży produktów chłodniczych. Dla De’Longhi był on dwucyfrowy, przewyższając tym samym jego podstawową działalność w segmencie kawy. Europa zaczyna być szybko rosnącym rynkiem klimatyzacji oferując możliwości rozwoju dla dominujących w tym sektorze producentów, głównie azjatyckich i amerykańskich.
Komisja Europejska szacuje, że liczba klimatyzatorów pokojowych w UE przekroczy 100 mln do 2030 roku w porównaniu z 57 mln w 2020 roku i niespełna 7 mln w 1990 roku. Popyt i użytkowanie zaczynają być na tyle powszechne, że koszty klimatyzacji są obecnie uwzględniane w statystykach cen konsumpcyjnych w UE.
Co gorsza, fala gwałtownych upałów osłabiła jedne z najbardziej niezawodnych źródeł energii elektrycznej w Europie zmuszając kontynent do większego polegania na importowanych paliwach kopalnych i zmiennej energii odnawialnej.
Francuskie elektrownie jądrowe chłodzone rzekami odnotowały tego lata rekordową liczbę przerw w dostawie prądu spowodowanych upałami. Wiele tych siłowni wykorzystuje wodę rzeczną do chłodzenia zanim cieplejsza woda zostanie zrzucona z powrotem do rzeki. Przepisy ochrony środowiska ograniczają te zrzuty, gdy temperatury są już wysokie, zmuszając reaktory do zmniejszenia mocy. Dyrektor generalny Électricité de France, Bernard Fontana, powiedział, że reaktor Chooz 1 na rzece Mozie wyłączono od 8 sierpnia, aby spełnić wymogi międzyrządowego porozumienia z Belgią, które wymaga minimalnego przepływu wody w rzece. Dodał, że reaktor Chooz 2 jest wyłączony już od połowy lipca. Jeden z reaktorów w elektrowni jądrowej Cattenom nad Mozelą w pobliżu Luksemburga również ma zostać wyłączony 8 sierpnia. PAKS – jedyna elektrownia jądrowa na Węgrzech – także stoi w obliczu wyłączenia z powodu spadku poziomu rzek.
Według danych ICIS, tylko w czerwcu i lipcu Francja straciła ponad 3,7 TWh energii jądrowej z powodu ograniczeń temperaturowych, co stanowi ponad dwukrotność poprzedniego rekordu z 2018 roku. Chociaż ogólna produkcja energii utrzymywała się na poziomie zbliżonym do ostatnich lat, produkcja w EJ gwałtownie spadała w okresach ekstremalnych upałów zmniejszając dostawy w miarę szczytowego zapotrzebowania na energię elektryczną do klimatyzacji.
Elektrownie wodne w Alpach i regionie nordyckim – kluczowe źródło energii na żądanie i o niskiej emisji dwutlenku węgla – zostały sparaliżowane przez upalną i suchą pogodę. Zbiorniki hydroelektrowni wysychają. Jeśli nie zostaną one uzupełnione przed zimą, Europa może wejść w szczyt sezonu grzewczego bez jednego z najważniejszych źródeł elastycznej energii elektrycznej w czasie, gdy zapasy gazu są niższe niż zwykle.
Kryzys ten powiększył i tak szeroko zakrojony program konserwacji i napraw, który zatrzymał pracę znacznej części francuskich elektrowni jądrowych oraz spowodował historycznie niską produkcję energii wodnej. W związku z prognozowanymi na sierpień upalnymi dniami zakłócenia mogą jeszcze bardziej podnieść ceny energii, przez co Europejczycy będą musieli płacić wyższe rachunki za prąd, aby tylko się ochłodzić.
Dodatkowo problemy zależnych od wody źródeł energii zbiegają się ze wzrostem cen gazu ziemnego i węgla po tym, jak zerwanie zawieszenia broni między USA a Iranem ponownie drastycznie ograniczyło ruch przez Cieśninę Ormuz. Sytuacja zaczyna przypominać tę z 2022 roku, kiedy to po inwazji na Ukrainę manipulacje Rosji na rynku ropy naftowej i gazu ziemnego doprowadziły do astronomicznego wzrostu cen energii.
„Francja podnosi ceny na sąsiednich rynkach Europy. Potencjalnie czeka nas kolejna fala upałów, a może ich być jeszcze więcej. Biorąc pod uwagę skutki obecnych fal, na rynku panują obawy, że będzie tylko gorzej” – powiedział Bloomberg Matthew Jones, szef działu analiz energetycznych w ICIS.
Jak twierdzi Katinka Bogaard, dyrektor zarządzająca Volt Power Analytics w Oslo, w Norwegii, zdecydowanie największym producencie energii wodnej w Europie, zbiorniki napełniają się w tempie najwolniejszym od 20 lat. Winę za to ponosi kombinacja czynników: niższe niż przeciętne opady śniegu zeszłej zimy; niezwykle ciepła wiosna i gorące lato, które już stopiło ograniczoną pokrywę śnieżną; oraz utrzymująca się susza, która spowodowała zbyt niski odpływ wody, aby uzupełnić zbiorniki. Według danych norweskiego operatora sieci Statnett, południowa Norwegia wyeksportowała w tym roku tylko 3,8 TWh do Niemiec, Anglii, Danii i Holandii.
„Płacimy teraz ceny zimowe, co jest nowością. Jeśli wystąpią ekstremalne opady, możemy doprowadzić poziom wody do poziomu zbliżonego do normalnego. Ale tego właśnie potrzebujemy, aby wrócić do normalnej sytuacji” – powiedziała Bogaard w wywiadzie dla norweskich mediów.
„Niezależnie od tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, te duże deficyty hydroenergetyczne w Norwegii będą utrzymywać ceny na wysokim poziomie. Zbiorniki prawdopodobnie nie zostaną wystarczająco napełnione zimą. To bardzo niepokojące dla rynku” – ostrzegł w Bloomberg TV Christopher Kurish, zarządzający portfelem w duńskiej firmie zajmującej się obrotem energią elektryczną Mind Energy.
Teoretycznie coraz bardziej scalona powiązana europejska sieć energetyczna ma amortyzować lokalne wstrząsy umożliwiając przepływ energii elektrycznej z regionów z nadwyżkami do tych, które borykają się z niedoborami. I tak w obecnym roku Norwegia importowała tanią energię słoneczną z Niemiec w południe, gdy produkcja przewyższała popyt. Tyle że obecnie, gdy wszyscy mają problemy, bufor ten słabnie. Ceny energii mogą wzrosnąć na całym kontynencie, bowiem nie ma już kraju z tanią energią elektryczną, która mogłaby uzupełnić niedobory.
„Modlimy się o deszcz. Dużo deszczu i niech najlepiej pada spokojnie przez cały miesiąc” – powiedział jeden z inżynierów elektrowni jądrowej Cattenom.






