Z zapowiadanych w USA wielkich centrów danych, których budowa miała rozpocząć się jeszcze w 2026 roku prace ruszyły przy ledwo połowie, analitycy zaczynają mówić, że planowana moc obliczeniowa „mogła być przeszacowana”, zaś najbardziej ekstrawaganckie ich projekty są po cichu porzucane.
Firmy centrów danych sztucznej inteligencji w tym największe korporacje technologiczne wciąż zapowiadają nowe projekty centrów AI. Jednak prace przy już zaplanowanych zaczęły się tylko w połowie z nich. Jak stwierdza firma analityki biznesowej Jefferies po podliczeniu wszystkich programów budowy centrów danych sztucznej inteligencji w USA okazuje się, że do 2032 roku w tym kraju miałaby działać infrastruktura o mocy 160 GW.
Tyle że, jak stwierdza portal branżowy The Register z raportu Jefferies, wynika, że opóźnienia są powszechne – więcej – nikt się nimi nie przejmuje. W budowie ma być tylko niecałe 12 GW mocy z planowanych na ten rok 24 GW. Jeszcze gorsza sytuacja dotyczy perspektywy 2027/2028, ponieważ znaczna część inwestycji, obejmujących nawet 80% planowanej mocy, prawdopodobnie jeszcze się nie rozpoczęła.
Teoretycznie przyczyny opóźnień są znane – to problemy z planowaniem przestrzennym oraz wszystkimi pozwoleniami, opóźnienia w przyłączaniu mocy i kłopoty z pozyskaniem źródeł energii odpowiedniej wielkości, niedobory siły roboczej na danym terenie oraz długotrwałe podpisywanie umów z użytkownikami końcowymi.
Opóźnienia w przyłączeniach do sieci są najbardziej widoczne, bowiem sięgają nawet siedmiu lat, co już spowodowało, że Sekretarz Energii USA nakazał Federalnej Komisji Regulacji Energetyki (FERC), wdrożenie nowych przepisów w celu przyspieszenia procesu dla klientów, takich jak centra danych.
Ale analitycy Jefferies zwracają uwagę też i na inny czynnik – obliczenia mocy centrów są dublowane, ponieważ operatorzy hiperskalerów jednocześnie zwracają się do różnych firm energetycznych. Analitycy sądzą więc, że większość z zaplanowanej na lata 2026-2028 mocy centrów danych w ogóle się nie zmaterializuje. Raport podkreśla także, iż niektóre oczekiwania inwestorów są kompletnie nierealistyczne i nie biorą pod uwagę rzeczywistych ograniczeń związanych z siłą roboczą i możliwościami sieci, w efekcie czego rzeczywista moc centrów danych na lata 2027-2028 wyniesie 15-20 GW a nie planowane 40 GW.
Analitycy sugerują wręcz, że ogłaszana inwestycyjnie moc danych nie powinna być brana pod uwagę jako rzeczywiste możliwości wzrostu obciążenia sieci i obróbki danych. Powołują się na umowy odbioru, szybkość uzyskiwania zezwoleń budowlanych, sposób i szybkość pozyskiwania finansowania oraz realistyczne harmonogramy budowy jako wskaźniki lepsze od informacji inwestycyjnych.
Raport omawia też strategie operatorów centrów, które mają ominąć ograniczenia sieciowe. Najczęściej stosowanym jest model hybrydowy, w którym centrum ma pobierać z sieci tyle ile się da, potem przełączać na wytwarzanie energii na miejscu z własnych źródeł. To co prawda pozwala ominąć ograniczenia mocy, ale znakomicie podnosi koszty, bo trzeba obok centrum wybudować własną siłownię – OZE lub innego typu. Są też modele całkowicie „za licznikiem”, czyli od początku budujące własne elektrownie, ale wtedy inwestycja rozciąga się mocno w czasie, nie mówiąc już o kosztach.
Jefferies zauważa, że efektem tych wszystkich problemów może być powstanie o połowę mniejszych niż planowano centrów danych AI a ponadto plany inwestycyjne już obecnie przesuwają się w kierunku regionów z atrakcyjniejszymi opcjami połączeń i pozwoleń, jak Teksas, w którym ogłoszono o projektach nowych centrów o mocy 14 GW tylko w II kw. obecnego roku. Jednak nie jest jasne, ile z nich się naprawdę zrealizuje.
Tymczasem najbardziej ekstrawaganckie pomysły centrów danych sztucznej inteligencji, nawet planowanych przez największe korporacje technologiczne są po cichu porzucane.
„Projekt Natick” firmy Microsoft, niegdyś reklamowany jako potencjalny przełom dla branży centrów danych, miał zrewolucjonizować kwestię centrów AI, ale już niemal dwa lata temu, w 2024 roku miał zostać po cichu porzucony z powodu braku popytu ze strony klientów i nieopłacalności. Natick miał być siecią podwodnych centrów danych na płytkich wodach szelfowych przy samym brzegu.
„Chociaż obecnie nie mamy centrów danych na wodzie, będziemy nadal wykorzystywać Projekt Natick, jako platformę badawczą do eksploracji, testowania i walidacji nowych koncepcji dotyczących niezawodności i zrównoważonego rozwoju centrów danych” – stwierdził w wypowiedzi dla Reuters rzecznik Microsoftu.
Analitycy mówią jednak wprost, iż można było przewidzieć, że podwodne centra danych mogą być łatwiejsze do zasilania w energię, ale znacznie droższe niż budowane na lądzie i choć koszty te mogły spaść wraz ze wzrostem skali wymagałoby to inwestycji rzędu dziesiątek miliardów dolarów.
Co ciekawe, Microsoft udowodnił, że podwodne centra danych mogą działać. Jednak klienci nie byli nimi zainteresowani, nie szukali możliwości ich skalowania, zamiast tego koncentrując się na rozbudowie centrów naziemnych, czysto konwencjonalnych, ale umożliwiających tańsze i szybsze modernizacje w miarę przyspieszania rozwoju sztucznej inteligencji.
Tymczasem specjaliści ds. centrów danych stwierdzili, iż można było się tego spodziewać – wszystkie projekty centrów danych wyniesionych jakikolwiek sposób opierają się bowiem na jednostkach modułowych, których wdrożenie jest trudne, kosztowne i nie można ich rozbudować, naprawić ani ulepszyć. Dotyczy to nawet bardziej orbitalnych centrów danych, które planowały wszystkie firmy zajmujące się transportem kosmicznym – od SpaceX po Blue Origin.
Jak stwierdził Roy Chua, założyciel firmy badawczej AvidThink, problemy z kosmicznymi centrami danych byłyby jeszcze większe niż z podwodnymi, bowiem odezwałyby się wtedy nierozstrzygnięte kwestie dotyczące chłodzenia centrów danych na orbicie, wysokich kosztów startów rakiet oraz wpływu trudnych warunków panujących w kosmosie na układy AI.
Tymczasem takimi centrami danych zainteresowane było najbardziej SpaceX, a właściwie sam Elon Musk, ze względu na firmę sztucznej inteligencji xAI, którą chce rozwijać w tandemie ze swoją firmą transportu kosmicznego. Jednak proponowana przez SpaceX konstrukcja na orbicie otrzymała wśród analityków określenie „zamkniętej puszki bazy danych” z bardzo ograniczoną skalowalnością, ponieważ nie wymyślono jaki sposób łączyć i rozbudowywać takie centra danych o dodatkowe moduły. Inżynierowie z NASA nieoficjalnie twierdzą, że taki proces byłby możliwy, ale byłby też niesamowicie kosztowny co spowodowałoby, że tak stworzone centra AI byłyby po prostu nierentowne, tym bardziej, że na porządku dziennym stanęłoby sprowadzanie z orbity tych modułów które doznały awarii.
Analitycy z MoffettNathanson, niezależnej amerykańskiej firmy zajmującej się badaniami kapitałowymi, stwierdzili w nocie badawczej w lutym br., że plan Muska, zakładający umieszczenie miliona satelitów – małych centrów AI – na orbicie wokółziemskiej pochłonie biliony dolarów. Jak dodali, aby centra danych w kosmosie stały się komercyjnie opłacalne, koszty wystrzelenia musiałyby spaść z obecnych kilku tysięcy dolarów za kilogram do kilkuset dolarów za kilogram.
„Problem nie polega na tym, czy coś może działać, ale na tym, czy jest to opłacalne ekonomicznie w porównaniu z po prostu budowaniem centrów o większej pojemności na ziemi” – zauważył Tim Farrar, niezależny analityk branży satelitarnej w TMF Associates.
Oczywiście Elon Musk twierdził, iż jest w stanie pokonać takie przeszkody, jak narażenie na promieniowanie, zarządzanie systemem odprowadzania ciepła w próżni i konieczność modernizacji oraz wymiany sprzętu m.in. poprzez znaczne obniżenie kosztów startów i opracowanie bardziej odpornych układów AI.
Dalej, jak twierdzą analitycy, jest część planu Muska, którą nazwać można różnie „wizjonerstwem” lub „fantazją sci-fi” zależnie od tego czy chodzi o projekty dotyczące przyszłości, czy wydatków finansowych. Otóż według szefa SpaceX popyt nie będzie stanowił problemu, ponieważ zasoby energetyczne Ziemi szybko się wyczerpią, sztuczna inteligencja będzie konieczna do zarządzania zasobami świata, liczba robotów przewyższy liczbę ludzi, wszystkie samochody będą jeździć samodzielnie, a podróże kosmiczne staną się rutyną.
„Pomysł, że po prostu nie możemy rozwiązać problemów na Ziemi, takich jak niedobory energii i problemy środowiskowe, wydaje mi się nierealistycznie negatywny w stosunku do Ziemi, próbując sprawić, by wszystko wydawało się lepsze w kosmosie” – powiedział Farrar.
Wizje Muska opierają się na nowym modelu Starship, rakiecie nowej generacji SpaceX, która ma być w pełni wielokrotnego użytku i przenosić znacznie większe ładunki niż rakiety Falcon. Tyle że próby Starship idą powoli, program ma wieloletnie opóźnienia i od 2023 roku doświadczył poważnych niepowodzeń w niektórych z 11 suborbitalnych lotów testowych. Analitycy z MoffettNathanson policzyli, że realizacja planu Muska wymagałaby 3000 startów Starship rocznie, czyli ośmiu dziennie.
Co ciekawe, orbitalne centra danych to nie tylko pomysł ekscentrycznego szefa SpaceX. Także kosmiczna firma Jeffa Bezosa, Blue Origin, również wspiera orbitalne centra danych. W marcu br. ujawniła ona koncepcję Project Sunrise – zasilania energią słoneczną z orbity małych centrów danych sztucznej inteligencji połączonych z „dużą” infrastrukturą takich centrów na Ziemi.
Jak stwierdził w wypowiedzi dla Reuters Claude Rousseau, dyrektor ds. badań w Analysys Mason, który śledzi rynki satelitarne, jeśli powstaną kosmiczne centra danych, nie tylko zresztą sztucznej inteligencji, to będą one uzupełniać te naziemne.
„Jestem głęboko przekonany, że w dającej się przewidzieć przyszłości kosmiczne centra danych nie będą mogły zastąpić naziemnych centrów danych” – dodał Rousseau, zauważając, że będzie to niszowa branża obsługująca infrastrukturę orbitalną, taką jak wojskowe konstelacje satelitów i stacje kosmiczne.
Jak stwierdzili analitycy francuskich banków, amerykańskie orbitalne centra danych to „czyste sci-fi przy obecnym poziomie zaawansowania technicznego” przytaczając problemy jakie istnieją z Międzynarodową Stacją Kosmiczną, na tyle nierozwiązywalne, że USA zdecydowało o deorbitacji i spaleniu ISS w atmosferze, mimo iż większość stacji jest sprawna i mogłaby jeszcze służyć dekady, awaryjne są tylko moduły rosyjskie. Jak dodali, właśnie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna już obsługuje eksperymentalne systemy zaprojektowane do przetwarzania danych na orbicie i zmniejszania zależności od przepustowości łącza.
W lutowym podcaście All‑In, prezes Nvidii Jensen Huang, stwierdził, iż z ekonomicznego punktu widzenia orbitalne centra danych AI są nieatrakcyjne.
„Zdecydowanie powinniśmy najpierw pracować na Ziemi, ponieważ już tu jesteśmy” – powiedział Huang, dodając, że orbitalna infrastrukturę AI jest „długoterminowym wyzwaniem inżynieryjnym, a nie krótkoterminowym rozwiązaniem”.
Z kolei Roy Chua kierujący AvidThink uważa projekt orbitalnych i podwodnych centrów danych za próbę ucieczki przed ważniejszymi problemami z centrami danych AI na Ziemi, poprzez „stworzenie nowych trudniejszych wyzwań”, co nie może się udać.
„Jest wiele problemów, które musimy rozwiązać na Ziemi zanim trafią one do kosmosu” – zauważył Chua, wskazując, że jest to np. wzrost wydajności układów AI, lepszy recykling wody oraz szersze wykorzystanie energii słonecznej i modułowej generacji energii jądrowej.






