W tym roku żadnych wakacji na rynkach nie będzie – ostrzegaliśmy lojalnie. No i wykrakaliśmy. Wydarzeń i zwrotów akcji tyle, że wystarczyłoby na scenariusz serialu sensacyjnego. W środku lata, agencja Fitch wstrząsnęła rynkami obniżając rating długoterminowy USA. A my opublikowaliśmy nasz najnowszy raport „Perspektywy rynkowe Pekao TFI”. Jego tradycyjna, papierowa wersja – trafiła właśnie do placówek Banku Pekao.
Agencja Fitch obniżyła rating długoterminowy USA z AAA do AA+ z powodu pogarszającego się stanu finansów i złych perspektyw na kolejne lata. To wydarzenie zdominowało pierwszy tydzień sierpnia 2023 r. Choć same przesłanki nie szokują, to termin zaskoczył. Spadł na rynki jak grom z jasnego nieba i nieźle, choć przejściowo namieszał (no, z tym jasnym niebem to oczywiście przesada, bo zagrożeń jest bez liku, ale akurat strzał z tego kierunku był niczym kubeł zimnej wody). Mówiąc po ludzku – choć USA zadłużają się od wielu lat w coraz bardziej kosmicznej skali, to sposób w jaki to robią faktycznie musi co najmniej zastanawiać. Przypomnijmy niedawny żenujący spektakl z limitem zadłużenia – ciekawy jako konkurencja dla streamingu seriali, ale kompromitujący dla USA. Nadmierne wydatki budżetowe prowadzą do wzrostu deficytu budżetowego USA. Deficyt „bieżący” (roczny) dokłada do długu, ale rosną także koszty jego obsługi (za sprawą wzrostu stóp na rynku).
Władze USA były ewidentnie oburzone decyzją Fitcha. A rynki – przestraszone. W środę 2 sierpnia akcje mocno potaniały, a indeksy rynków w Azji, Europie i USA zaliczyły nawet paroprocentowe spadki w jeden dzień. Spadły ceny obligacji, co oznaczało wzrost ich rentowności. Ale już w piątek obligacje odrobiły część strat a rentowności poszły w dół. Na razie, całe zamieszanie miało nieporównywalnie mniejszą skalę niż pierwsza taka słynna decyzja – gdy 5 sierpnia 2011 roku agencja S&P obniżyła rating USA, łamiąc rynkowe „taboo”. Wtedy doszło do gwałtownego przyspieszenia trwających już wcześniej mocnych spadków a rynek akcji w USA potrzebował pół roku, żeby odzyskać stracone poziomy (inna rzecz, że można było zarobić wchodząc właśnie w szczycie paniki). Wówczas jednak był to okres niemal zerowych stóp Fedu (ekstremalnych eksperymentów Fed pod wodzą Bernanke – wychodzenia z krachu roku 2007-2008). No i już kręcił się kolejny kryzys – zadłużenia najsłabszych krajów strefy euro. Było wiec zupełnie inaczej, ale oczywiście musimy mieć świadomość, że teraz mamy – na świecie – chyba nawet jeszcze więcej, trochę innych problemów…
No właśnie – o problemach, ale i o szansach dla poszczególnych głównych klas aktywów (obligacji, akcji) – opowiadamy w najnowszym raporcie „Perspektywy rynkowe Pekao TFI”. Internetowe wydanie jest już dostępne na naszej stronie internetowej http://www.pekaotfi.pl. A do placówek Banku Pekao trafiły właśnie jeszcze ciepłe, pachnące świeżością, tradycyjne – papierowe wersje naszej publikacji.
„Wysokie, a nawet może jeszcze podwyższane stopy procentowe. Sygnały wyraźnie słabnącej koniunktury w przemyśle i ze sporym opóźnieniem, ale jednak, słabnących usług. W tym wszystkim – dotychczas zaskakująco mocny rynek pracy. I oczekiwanie na odłożone w czasie, ale bardzo prawdopodobne, negatywne efekty skumulowanych podwyżek stóp z lat 2022-2023. Z realnym, choć chwilowo uśpionym, ryzykiem twardego lądowania gospodarek włącznie. I na tym tle – momentami zadziwiający optymizm części rynków akcji w pierwszym półroczu 2023 r. To tylko część bagażu, z jakim rozpoczęliśmy drugą połowę roku. Wbrew bieżącym modom, nie zmieniamy jednak naszych głównych tez inwestycyjnych. W perspektywie drugiego półrocza, pozytywnie patrzymy na obligacje skarbowe, w tym także polskie. A ewentualną akumulację akcji starannie wybranych spółek rozważymy przy korektach” – piszemy we wspomnianym raporcie.
Niewątpliwie, rok 2023 jest czasem trudnym dla kierujących się zdrowym rozsądkiem inwestorów – zauważamy w naszej publikacji. Inflacja spadała, ale nadal była bardzo wysoka. Stopy procentowe kluczowych banków centralnych rosły i – w chwili gdy przygotowywaliśmy nasze „Perspektywy” – mogły jeszcze rosnąć. Wskaźniki koniunktury w przemyśle – zwłaszcza w ważnej dla nas zachodniej Europie – ostrzegały, że jest coraz słabiej. Tymczasem akcje, po zimowej „nerwówce” i huśtawce, wiosną i z początkiem lata drożały, momentami niesione wręcz zadziwiającym optymizmem inwestorów, którzy jakby nie chcieli widzieć wcześniej wspomnianych zagrożeń. Stare powiedzenie giełdowe by „nie walczyć z Fedem” wystawione zostało na ciężką próbę. Na próbę wystawione zostało i nasze przekonanie, że czas tak trudny dla gospodarek nie jest zbyt szczęśliwym momentem na agresywne zwiększanie zaangażowania w akcje.
Ale pozostaliśmy i pozostajemy przy swoim zdaniu. Nasze główne tezy inwestycyjne z początku roku 2023 – pozostają bez zmian. Wbrew obecnej „modzie”, nie skreślamy niesympatycznego dla wszystkich nas, ale – naszym zdaniem – nadal realnego scenariusza „hard landingu” – twardego lądowania. Obawiamy się, że gospodarki, zwłaszcza tak mało elastyczne jako te zachodnioeuropejskie, mogą w pewnym momencie nie wytrzymać warunków narzucanych przez Europejski Bank Centralny. Ten, bowiem, spóźniony w walce z inflacją, i chyba przestraszony jej uporczywością, ewidentnie rzucił się w pościg za znikającym za horyzontem celem inflacyjnym.
Twarde lądowanie jest więc dla nas nie jakimś wydarzeniem z gatunku science-fiction, ale realnym ryzykiem. Realnym scenariuszem. Zresztą obawiamy się, że bez takiego gospodarczego „przesilenia”, bez pogorszenia sytuacji na rynkach pracy, bardzo trudno będzie myśleć o trwałym sprowadzeniu inflacji do celów banków centralnych. Bo mocny rynek pracy i presja płacowa na dłuższą metę utrudnią spadek inflacji. A skoro za realne uznajemy ryzyko „hard landingu” to z wielką ostrożnością podchodzimy do tych aktywów, które do podtrzymania notowań potrzebują przyspieszającego wyraźnie wzrostu gospodarczego. Czyli do rynku akcji, którego niemal euforyczne zachowanie – w naszym odczuciu – cokolwiek kłóci się zarówno z sytuacją bieżącą, jak – i co ważniejsze – z możliwym scenariuszami rozwoju sytuacji. Jeśli uznajemy ryzyko twardego lądowania za realne, to nie moglibyśmy ze spokojnym sercem zwiększać zaangażowania w akcje tam, gdzie nie jest to wpisane w filozofię danego funduszu. Oczywiście, mamy historycznie świetne fundusze typowo akcyjne, w których DNA była, jest i będzie ekspozycja na akcje. I które bardzo dobrze zarabiały na zwyżkach kursów i indeksów. Ale i w tych funduszach już teraz stawiamy na selekcję, strategie defensywne i dywidendowe. Z jednej strony – obawiamy się korekt na rynkach akcji, ale z drugiej – jeśli się wydarza, będziemy analizowali je pod kątem ewentualnego kupowania starannie przebranych i wybranych tańszych akcji na długi czas. Nie zamierzamy jednak „gonić rynku” i zwiększać zaangażowania po takich mocnych wzrostach kursów. Czekamy spokojnie na korekty i okazje do długoterminowych zakupów.
Naszą podstawową tezą inwestycyjną pozostaje jednak zamiar wykorzystania okazji, jaką rok 2023 dał inwestorom na rynkach obligacji. Nadal wysokie rentowności obligacji i realna perspektywa dalszego spadku inflacji w najbliższych kwartałach – to przesłanka za tym, by korzystać – póki można – z tych rynkowych okoliczności. Zwłaszcza, że nie są one dane na zawsze! Nasze mocne pozytywne nastawienie na stałokuponowe obligacje skarbowe było i jest założeniem taktycznym (na rok, góra – dwa lata). Nadal uważamy, że jest to czas na inwestowanie w te papiery, ale mamy świadomość, że np. za pół roku to zdecydowane nastawienie może nie być już tak aktualne, bo kończy się najłatwiejsza faza dezinflacji. Inflacja, po spadku do np. 4-5% rocznie może zakotwiczyć tam na dłużej, wahać się wokół tych poziomów lub nawet ponownie zacząć rosnąć. Takie otoczenie byłoby już znacznie trudniejsze dla obligacji stałokuponowych. Ale to – na razie – perspektywa wybiegająca poza horyzont tej edycji „Perspektyw” Pekao TFI.
Łukasz Kwiecień, Pekao TFI






