Dzieje się na rynkach! Kto zarobił? A kto stracił?

Giełdowy tydzień 10-14 lipca był równie gorący jak pogoda. Nieco głębszy od oczekiwań spadek inflacji w USA naprawdę zatrząsł rynkami. Amerykańskie akcje i obligacje drożały. Ale za nimi poszły także akcje na innych giełdach. Warszawa także wyskoczyła chyżo w górę. W Polsce, za sprawą nadziei na wyraźny dalszy spadek inflacji rosły także ceny obligacji skarbowych. W efekcie tych wszystkich ruchów wzrosły wyraźnie wyceny także wielu naszych funduszy inwestycyjnych. Kto zarobił? A kto stracił? I jak się zaczął kolejny tydzień?

Hitem giełdowego tygodnia 10 – 14 lipca 2023 r. była publikacja lepszych od oczekiwań danych o amerykańskiej inflacji w czerwcu. Lepszych, bo pokazujących szybszy spadek inflacji. I tak roczne tempo inflacji detalicznej (CPI) spadło do 3%, a inflacja bazowa – do 4,8%. To nadal wyżej niż chce amerykański bank centralny, ale to ewidentne tłumienie inflacji bardzo ucieszyło inwestorów. Mają oni bowiem nadzieję, że Fed nie będzie musiał już zbyt mocno podwyższać stóp. Szansa na nieodległe zakończenie cyklu podwyżek stóp wywołała chwilowo wręcz euforię na rynkach. Akcje, nie tylko w USA, drożały wyraźnie. Tak samo obligacje, co oznaczało, że spadała ich rentowność.

W omawianym tygodniu mocno pospadały rentowności polskich obligacji skarbowych, co było pochodną wzrostu kursów tych obligacji. To napędziło wzrosty wycen funduszy obligacyjnych, takich jak np. Pekao Obligacji Dynamiczna Alokacja 2 czy Pekao Dłużny Aktywny. Przyczyniało się także do wzrostu wyceny komponentu (części) obligacyjnej w funduszach mieszanych. Na ruchu tym zarabiał także np. Pekao Kompas.

Akcje i obligacje zyskiwały. Kto więc tracił? No cóż, w pobitym polu pozostał ponownie amerykański dolar. Jego notowania spadły poniżej 4 złotych. A to oznacza, że – w przeliczeniu na złote – na tych ruchach walutowych tracili posiadacze oszczędności i inwestycji dolarowych właśnie. Zresztą, gdy popatrzymy na wykres notowań dolara w złotych (USD/PLN) z ostatnich kilkunastu miesięcy, to trzeba przyznać, że właściciele owych dolarowych kapitałów muszą przeżywać duży stres. Przypomnijmy bowiem, że w październiku ub.r. za dolara płacono ok. 5 złotych. Spadek już do 4 złotych oznaczał zmniejszenie wartości tych oszczędności w przeliczeniu na polską walutę o 20 procent… Określenie „twarda waluta” przybrało więc dość ironiczny i gorzki charakter. A inwestorzy poznali niedobry smak ryzyka walutowego. Ale sprawa wygląda inaczej, jeśli ktoś świadomie lokuje i inwestuje właśnie w dolarze by zdywersyfikować swoje oszczędności. Czyli chce mieć dolary jako zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych wydarzeń (co zresztą okazało się bardzo trafną taktyką, gdy Rosja napadła na Ukrainę w lutym 2022 r. i świat szalał ze strachu szukając bezpiecznego schronienia właśnie w dolarze). Przedstawiony scenariusz stanowi oszacowanie przyszłych wyników w oparciu o aktualne warunki rynkowe, i nie jest dokładnym wskaźnikiem. Uzyskany wynik będzie się różnić w zależności od funkcjonowania rynku i okresu posiadania inwestycji.

Sukcesy Fed w walce z inflacją w USA i nadzieje na nieodległe zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych w USA są, naszym zdaniem, potencjalnie korzystne dla funduszy inwestujących w obligacje amerykańskie. Rentowności amerykańskich obligacji, mimo ich spadku w ostatnim czasie, pozostają relatywnie wysokie, co daje szanse na zarabianie na amerykańskich papierach i funduszach w nie inwestujących. Należy jednak pamiętać, że przy wszelkich inwestycjach na rynkach zagranicznych i w walutach obcych, koniecznie trzeba mieć świadomość ryzyka walutowego.     

Reasumując: spadek inflacji, perspektywa rychłego zakończenia cyklu podwyżek stóp (USA) i oczekiwanie na obniżki (Polska) to dobre otoczenie dla funduszy obligacji. Optymistyczna reakcja rynków akcji była korzystna dla funduszy akcji, niemniej tu przypominamy o ryzykach, jakie niesie np. nieznana jeszcze pełna skala reakcji gospodarek na życie na „wysokiej stopie” (procentowej). Jak już sygnalizowaliśmy, my widzimy ryzyka korekt spadkowych na rynkach akcji.

Ostatni tydzień i dni to jednak nie tylko wspomniane tematy inflacji i stóp procentowych. I tak, na początku nowego tygodnia, 17 lipca, znowu zainteresowanie wzbudziły nowe dane z chińskiej gospodarki. PKB Chin w drugim kwartale wzrosło w tempie rocznym +6,3%. To szybciej niż w pierwszym kwartale (wtedy było to +4,5% rocznie) i generalnie – na tle globalnym i biorąc pod uwagę skalę tej gospodarki – szybko. Ale – wolniej od oczekiwań, bo te mówiły o wzroście rocznym +7,1% (według Bloomberga). W samym czerwcu produkcja przemysłowa w Chinach wzrosła r/r szybciej od oczekiwań. Jednak to te słabsze od oczekiwań dane o PKB już są pożywką do kolejnych, coraz bardziej niecierpliwych dyskusji o tym czy, i ewentualnie kiedy, będzie jakiś „stymulus” – tj. wsparcie ze strony rządu i/lub banku centralnego dla koniunktury. Czekają na to nie tylko inwestorzy funduszy lokujących w chińskie spółki, ale także ci na rynkach surowców. Od tego jak żwawa jest koniunktura w Chinach zależy wszak w dużej mierze np. popyt na surowce i metale, jak np. miedź. A to już ma znaczenie nie tylko dla funduszy surowcowych, ale i tych, które lokują w akcje producentów, np. miedzi. Tym samym – tempo wzrostu w Chinach – ma wpływ na stan portfela także drobnych inwestorów funduszowych na całym świecie, w tym – w Polsce.

Łukasz Kwiecień, Pekao TFI