Praktyczne zamknięcie granicy przed importem z Ukrainy i obowiązkowe promocje – tak rząd węgierski widzi program tamowania inflacji, która w marcu ogólnie wyniosła 25,2%, natomiast w przypadku żywności dobiła do 43%.
Jak stwierdził szef kancelarii premiera minister Gergely Gulyás, aby złagodzić presję rynkową na węgierskich rolników, rząd tego kraju zamknie granicę przed miodem i produktami mięsnymi z Ukrainy. Oznacza to, że lista produktów objętych zakazem importu z Ukrainy wydłużyła się do 25 grup towarowych, obejmując zboża, mięsa: wieprzowe, drobiowe, cielęce, wołowe, baraninę, jagnięcinę i kozinę oraz produkty mięsne z nich, nasiona roślin oleistych, mąkę, miód i produkty z niego oraz olej jadalny. Obecny zakaz ma działać do 30 czerwca br., ale może zostać przedłużony. Ponadto rząd węgierski będzie wymagał monitorowania przesyłek z krajów trzecich pod kątem zawartości tych produktów, by upewnić się, że nie pochodzą one z Ukrainy.
Minister Gulyás stwierdził, że pomimo zakazu importu tranzyt ukraińskich produktów przez Węgry będzie dozwolony, ale takie transporty mają być śledzone elektronicznie i patrolami, gdy będą przemieszczać się przez terytorium Węgier.
Według ministra, zakaz importu jest odpowiedzią rządu na nadmiar ukraińskich produktów rolnych na węgierskim rynku, co uniemożliwia miejscowym rolnikom utrzymanie konkurencyjności.
„W ostatnich tygodniach i miesiącach widzieliśmy, jak zrujnowało to węgierski rynek rolny. Cieszymy się, że możemy pomóc Ukrainie, ale musimy jasno zrozumieć, że solidarność nie może zrujnować węgierskich rolników, węgierskiej gospodarki, a zwłaszcza węgierskiego rolnictwa” – powiedział Gulyás.
Jak dodał Gergely Gulyás, nie tylko Węgry podjęły takie kroki. Podobne działania wdrożyły Polska, Bułgaria i Słowacja a planuje je Rumunia. To kraje, których rolnictwo „także ucierpiało wskutek zalewu ukraińskich produktów rolnych”.
Jednak, po osiągniętym porozumieniu na temat tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę import rolny innych produktów z Ukrainy został praktycznie odblokowany, choć strony polska i ukraińska pracują nad mechanizmem monitorowania go, by nie dopuścić do podobnych problemów jakie wystąpiły z ukraińskim zbożem na polskim rynku.
19 kwietnia UE zasygnalizowała, że jest gotowa wesprzeć rolników w krajach sąsiadujących z Ukrainą. Propozycje Komisji Europejskiej obejmują początkowy pakiet w wysokości 56,3 mln euro dla najbardziej dotkniętych rolników w krajach bezpośrednio graniczących z Ukrainą i drugi pakiet w wysokości 100 mln euro.
Planem na zmniejszenie dolegliwości inflacji jest obowiązkowe wprowadzenie zniżek na różne produkty spożywcze przez sieci handlowe. Ma to spowodować ograniczenie najwyższego w UE rocznego wzrostu cen żywności, który na Węgrzech wyniósł 43%.
Produkty spożywcze będą podzielone na 20 kategorii, w każdej kategorii sklep będzie musiał oferować co najmniej jeden produkt z każdej kategorii z 10% rabatem od najniższej ceny tego produktu w ciągu ostatnich 30 dni. Według rzeczniczki rządu Alexandry Szentkirályi te regulacje mają dotyczyć największych sieci handlowych, a nie mniejszych sprzedawców.
„Osiąganie najwyższych zysków i dochodów w historii w tych czasach nie jest celem łańcuchów żywnościowych. W tych trudnych czasach nie ma miejsca na spekulacje” – powiedział Szentkirályi. Dodała, że rozporządzenie to wejdzie w życie nie później niż 1 lipca.
Analitycy, jak dr Dominik Hejj, zwracają uwagę, iż chodzi głównie o węgierskie sieci handlowe.
„Na #Węgry w ramach dalszej polityki gospodarki centralnie sterowanej, państwo zobliguje sieci handlowe (spożywcze) do obligatoryjnych promocji. To głównie dotyczy węgierskich sieci, bo niemieckie już ten zabieg stosują na Węgrzech od dawna” – stwierdził dr Hejj na TT.
Jak jednak zauważają analitycy rynku węgierskiego, to właśnie niemieckie sieci handlowe Aldi i Lidl, które stosują tego typu promocje są oskarżane o „drenowanie kieszeni Węgrów”, mimo iż największy wzrost cen jest widoczny i odczuwalny w małych sklepach i na bazarach. Jak dodają, rozporządzenie rządowe będzie martwe, ponieważ sieci stać, by sprzedawać produkty marki własnej po bardzo niskich cenach. Polityka taka zresztą jest sprzeczna z regulacjami UE, które zabraniają nierównego traktowania różnych firm działających w ten samej branży.






