Minister spraw zagranicznych Qin Gang grozi USA konfliktem i konfrontacją. Chiny usiłują się wręcz przedstawić jako protektor Rosji i zyskać jak najwięcej gospodarczo na konflikcie na Ukrainie. Tymczasem sygnały dochodzące z Moskwy świadczą o tym, iż stosunki między Rosją a Chinami wcale nie są tak harmonijne, jak w oficjalnych komunikatach.
– Stanu Zjednoczone mają wypaczony stosunek do Chin, który powinny zmienić, bowiem inaczej czeka je konflikt i konfrontacja z Chinami – tak stwierdził w swoim przemówieniu na dorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (NPC) szef chińskiego resortu spraw zagranicznych Qin Gang, dodając że obecnie USA „powstrzymują i tłumią aktywność Chin (…), i nie jest to uczciwa, oparta za zdrowych zasadach konkurencja”. Jak stwierdził na późniejszej konferencji prasowej „postrzeganie Chin przez USA jest poważnie zniekształcone. Uważają Chiny za swojego głównego rywala i największe wyzwanie geopolityczne. To jak źle zapięty pierwszy guzik w koszuli” – dodał.
Stosunki USA i Chin, i tak od dekady stopniowo się pogarszające, stały się lodowate po uchwalonej przez Kongres i administrację prezydenta Bidena ustawie Chip and Science Act, która praktycznie odcięła dostęp Chin do nowoczesnych technologii procesorowych i utrudniła produkcję półprzewodników w tym kraju oraz po zestrzeleniu u wschodniego wybrzeża USA balonu, który według Chińczyków był balonem meteorologicznym, natomiast według Amerykanów systemem do analizowania amerykańskiej łączności wojskowej. Qin Gang stwierdził, że Chiny są „oczernianie i atakowane”, ale nie mogą się bronić. „To jest po prostu niemożliwe. Jeśli Stany Zjednoczone nie nacisną na hamulce i nadal będą podążać złą drogą, żadna ilość barier nie zapobiegnie wypadnięciu z toru zwykłych stosunków, co przerodzi się w konflikt i konfrontację, a kto poniesie katastrofalne konsekwencje?” – dodał retorycznie szef resortu spraw zagranicznych. Stwierdził też, że rywalizacja chińsko- amerykańska jest jak wyścig dwóch olimpijczyków.
„Jeśli jedna strona, zamiast skupiać się na dawaniu z siebie wszystkiego, zawsze stara się podciąć drugiej nogi, nawet do tego stopnia, że musiałaby wejść na Igrzyska Paraolimpijskie, to nie jest to uczciwa konkurencja” – zauważył.
Qin Gang były ambasador Chin w Waszyngtonie i zaufany doradca ds. spraw zagranicznych, podobnie jak Wang Yi dyrektor Biura Komisji Spraw Zagranicznych, czyli najwyższy rangą chiński dyplomata, zaraz po szefie resortu, to zdecydowanie polityczny jastrząb. Takich tonów wobec USA nie było w Chinach od ostatniego dużego kryzysu w 1970 r. przed „pingpongową dyplomacją” Nixona. Nie jest to jednak kwestia ostatnich miesięcy – zmiana tonu zaczęła być widoczna jeszcze przed pandemią w 2020 r.
Tymczasem Qin Gang bronił w metaforyczny sposób takich działań nazywając je „dyplomacją wojowników”. „Kiedy szakale i wilki blokują drogę, a głodne wilki nas atakują, chińscy dyplomaci muszą wtedy tańczyć z wilkami, aby chronić i bronić naszego domu i kraju” – stwierdził. Dodał przy tym, że problemem jest wojna w Ukrainie, bowiem „niewidzialna ręka” naciska na jej eskalację, bowiem „służy określonym celom geopolitycznym”. Przypomniał, że Chiny zawarły z Rosją partnerstwo „bez ograniczeń” w zeszłym roku, na kilka tygodni przed inwazją na Ukrainę i powtórzył stanowisko chińskie, a właściwie rosyjskie, że wojnie winne są „działania NATO”. Zaprzeczył jednak oskarżeniom USA, iż Chiny dostarczą broń Rosji. Dodał jednak, że stosunki z tym krajem stają się dla Państwa Środka bardzo ważne, bowiem „świat staje się niespokojny i wielobiegunowy”, a stosunki pomiędzy prezydentem Xi Jinpingiem a jego rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem są „doskonałe”.
Wiele jednak wskazuje na to, że dyplomacja chińska po raz pierwszy zaliczyła co najmniej dwie poważne wpadki w stosunkach z Moskwą. Pierwszym był „chiński plan pokojowy” mający stanowić podstawę do rokowań kończących wojnę na Ukrainie. Był tak słaby i do tego stopnia uwzględniający żądania Moskwy, że jak napisał singapurski The Straits Times „Chiny mogły sobie darować dokument, który wyglądał jakby napisano go na Kremlu a chiński rząd go tylko podpisał”. Drugim problemem stała się wizyta „dyplomaty nr. 1” Chin, czyli Wang Yi, w Moskwie przed dwoma tygodniami. Miał on usunąć wszelkie rozbieżności we wzajemnych stosunkach i uzyskać informacje co do dalszych zamiarów Moskwy w wojnie w Ukrainie i polityce wobec Zachodu. Tymczasem w poniedziałek, 6 marca, z Pekinu wyciekła wiadomość, że z niespodziewaną i nieplanowaną wcześniej wizytą w Moskwie do końca marca ma się pojawić Xi Jinping. Wygląda więc na to, że Wang Yi nie uzyskał od rosyjskich przyjaciół zbyt wielu informacji albo po prostu go zbyli.
Tymczasem Chiny mają wielkie plany gospodarcze. Juan miałby się stać trzecią lub drugą walutą rozliczeniową w światowym handlu międzynarodowym. Na razie zyskuje on popularność w Rosji po tym jak w 2022 r. po inwazji na Ukrainę zachodnie sankcje objęły rosyjskie banki oraz wiele ich spółek praktycznie zamykając przed nimi możliwość rozliczania się w euro i dolarach czy frankach szwajcarskich. Qin pośrednio poparł ten plan stwierdzając, że Rosja i Chiny powinny używać we wzajemnych rozliczeniach takiej waluty, która jest skuteczna, bezpieczna i wiarygodna. A zachodnie sankcje, które objęły rosyjskie banki i instytucje finansowe pokazują, że „waluty nie powinny być atutem jednostronnych sankcji, a tym bardziej kamuflażem dla zastraszania lub przymusu”. Na razie jednak w juanach realizowane są płatności za rosyjski gaz i ropę, zaś moskiewskie banki obsługujące te transakcje skarżą się na nieoficjalnych forach internetowych, że „piracki” kurs juana stosowany przez Chińczyków sprawia, iż „zarabiają oni na tych transakcjach podwójnie”.






