ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
środa, 17 czerwca, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Analiza ISBiznes.pl: Problematyczne Patrioty

Analiza ISBiznes.pl: Problematyczne Patrioty

MIM-104 Patriot jest obecnie najlepszym i jednocześnie najbardziej uniwersalnym systemem przeciwlotniczym na świecie. Propozycja, by trafił do Ukraińców na pewno wzmocniłaby ich obronę przeciwlotniczą. Tyle, że w obecnych warunkach jest wręcz niemożliwa do realizacji, a o dyslokacji baterii Patriot zdecyduje nie Warszawa czy Berlin, ale Waszyngton

W MON powtarzana jest dość złośliwa plotka, że cała sprawa Patriotów ma początek w wielkim pechu ministra Obrony Narodowej, Mariusza Błaszczaka. 14 października bowiem, uzasadniając nie przystąpienie Polski do programu wspólnej europejskiej tarczy antyrakietowej, szef resortu napisał na Twitterze: „zbudowaliśmy wielowarstwowy system obrony przeciwlotniczej. Mamy pioruny, zestawy Pilica, małą narew i patrioty. Dzięki staraniom rządu PiS nasze niebo jest bezpieczne. Nie musimy przystępować do proponowanych przez Niemcy programów zakładających budowę mniej zaawansowanego systemu”. Tymczasem 15 listopada na suszarnię  w Przewodowie spadł uszkodzony pocisk 5W55 ukraińskiego zestawu przeciwlotniczego S-300 PM Favorit, zabijając dwie osoby i niszcząc część wyposażenia, m.in. wagę.

Zarówno politycznym, jak i wojskowym problemem stała się więc obrona przeciwlotnicza Polski. Nie ma co ukrywać, wbrew tweetowi ministra nie jest ona w najlepszym stanie. Część radiotechniczna korzysta z polskich rozwiązań i jednocześnie  jest włączona w system rozpoznania członków Paktu Północnoatlantyckiego, oparty między innymi na powietrznych punktach monitorowania i dowodzenia AWACS oraz naziemnych rozwiązaniach radarowych, jak znajdujący się 40 km od Przewodowa,  w Łabuniach NATO-wski radar stacjonarny RAT-31DL FADR o wielkości anteny 11×7 metra. Gorzej z komponentem naziemnym. Obecnie jest on modernizowany, a mimo oświadczeń ministra Błaszczaka, elementy systemu mała Narew i Wisła dopiero są lub będą przyjmowane na wyposażenie, zaś do pełnej gotowości bojowej daleka jeszcze droga.

Rzeczywistość jest bardziej siermiężna. Poza własnymi rozwiązaniami bardzo krótkiego zasięgu VSHORAD jak Grom i Piorun, przy czym te ostatnie reprezentują w swojej niszy klasę wręcz światową, jednostki obrony przeciwlotniczej oparte są na zestawach S-125 Newa SC zmodyfikowanych na przełomie wieków, zestawach dalekiego zasięgu S-200 Wega, wychodzących już z użycia zestawach 2K12 Kub oraz mobilnych zestawach 9K33 Osa. Efektory ich, czyli same rakiety nie dość, że zostały wytworzone w technologii z lat 70., to jeszcze z wyjątkiem pocisków 9M33M3/9A33BM3 do zestawów Osa zostały wyprodukowane przed 1990 rokiem. Mogą chronić tylko punktowo, w przypadku niektórych zestawów, jak Newa, możliwość trafienia jest iluzoryczna wynosząc 15%, co oznacza, że w cel trafi średnio co 8 wystrzelona rakieta. Nic więc dziwnego, że uzupełnienie naszej obrony przeciwlotniczej jednostkami z USA i Wlk. Brytanii przebywającymi w Polsce rotacyjnie, jest traktowane jako znaczne wzmocnienie obrony powietrznej. Ale chronią one głównie własne jednostki bojowe.

Niemiecka propozycja

Nic dziwi więc, że w tej sytuacji bardzo pozytywnie została odebrana propozycja niemieckiej minister obrony Christine Lambert, złożona niemal zaraz po tragedii w Przewodowie. Zaproponowała ona dyslokację do Polski baterii MiM-104 Patriot dla uzupełnienia polskiej obrony powietrznej, która miałaby stacjonować we wschodniej Polsce. Minister Błaszczak na początku przyjął ten nieoczekiwany prezent z wielkim zadowoleniem. „Z satysfakcją przyjąłem propozycję niemieckiej minister obrony dot. rozmieszczenia w naszym kraju dodatkowych wyrzutni rakiet Patriot. Podczas dzisiejszej rozmowy telefonicznej ze stroną niemiecką, zaproponuję by system stacjonował przy granicy z Ukrainą”. Niemiecka propozycja rozwiązywała problem pokrycia choćby śladową obroną przeciwlotniczą tzw. południowej ćwiartki, z którą w systemie obrony powietrznej zawsze był kłopot. Tymczasem okazało się, że z obu stron doszło do swoistego qui pro quo.

Jak udało się dowiedzieć ISBiznes.pl, propozycja minister Lambrecht była konsultowana z „czynnikami politycznymi” w rządzącej partii, ale nie z kanclerzem Olafem Scholzem czy z niemieckim Sztabem Generalnym, gdzie wzbudziła konsternację. 12 baterii MIM-104, jakimi dysponują Niemcy, obecnie ze względu na wojnę w Ukrainie przechodzi cykl ćwiczeń, rozważana jest też ich modernizacja do standardu odpowiadającego najnowszym MIM-104F z instalacją systemu obserwacji 360 stopni.

Co właściwie jednak Niemcy zaoferowali Polsce w sensie technicznym? Bundeswehra jest pierwszym po US Army użytkownikiem systemu MIM-104 Patriot. Był ówcześnie, czyli pod koniec lat 80., najbardziej zaawansowanym systemem obrony przeciwlotniczej na świecie i jednocześnie najbardziej uniwersalnym. Służył zarówno do obrony przeciwrakietowej jak i przeciwlotniczej, a niedaleko Monachium, w Schrobenhausen zbudowano ośrodek badawczo-rozwojowy, który miał zajmować się rozwojem i modernizacją systemu oraz wypracowaniem standardów jego utrzymania i serwisowania, zwłaszcza, że pierwsza wersja z tzw. pociskami A i B pełna była „chorób wieku dziecięcego” z typową dla nowych systemów przeciwlotniczych niewielką celnością i sporą awaryjnością. Jednak wszystko zmienił wprowadzony na początku lat 90. pakiet modernizacyjny PDB-3 oraz pociski PAC-2. Był to skokowy wzrost możliwości systemu przy usunięciu jego głównych wad i zdecydowanym wzroście celności.

Dalsze losy modernizacji systemu w Niemczech opisuje analityk bezpieczeństwa Polityka Insight, Marek Świerczyński: „W 1993 r. Bundeswehra i U.S. Army zawarły porozumienie o dalszej modernizacji niemieckich Patriotów, które Niemcy nazwały Kampfwertanpassung (KWA-1 i KWA-2). Proces KWA-1 nastąpił w latach 1997-2000 i obejmował m. in. instalację oprogramowania PDB-4 i Link16. Ważniejszy był etap KWA-2, od roku 2001, który miał zmienić niemieckie Patrioty w system antybalistyczny za sprawą wprowadzenia nowej generacji pocisków przechwytujących PAC-3 (jeszcze nie MSE a CRI). Do antybalistycznej roli wytypowano 12 FU (jednostek ogniowych) z 24 w linii wówczas. „Rollout” niemieckiego Patriota PAC-3 nastąpił w 2008 r.” – napisał na Twitterze.

Jednak na tym nie koniec. W 2019 r. Niemcy zakupiły 50 szt. najnowocześniejszych efektorów – pocisków PAD-3MSE. W 2021 r. zdecydowały o utrzymaniu systemu w linii przynajmniej do 2030 r., modernizacji do standardu odpowiadającemu najnowszemu MiM-103F z pociskami PAC-3MSE i prawdopodobnie tańszymi PAAC-4. Prace te są obecnie realizowane przy 12 posiadanych przez Niemcy bateriach systemu. Nawet jedna bateria obecnie znacząco podniosłaby możliwości obrony przeciwlotniczej na obszarze, gdzie miałaby być rozmieszczona. Według oficjalnych informacji Bundeswehry, system po modernizacji ma zasięg do 68 km, może obserwować jednocześnie do 50 celów powietrznych i zwalczać 5 z nich w tym pociski balistyczne, w kącie 120 stopni.

Polski (nieudany) gambit

Propozycja minister Lambrecht, mimo iż jak stwierdzają niemieccy analitycy była „politycznie właściwa”, była też „wojskowo kłopotliwa”. Po cichu liczono, że przynajmniej dyslokację baterii uda się przeciągnąć w czasie. I rzeczywiście, szybko po stronie polskiej nastąpił nieoczekiwany zwrot.

23 listopada wicepremier, szef MON napisał na Twitterze: „Po kolejnych atakach rakietowych Rosji, zwróciłem się do strony niemieckiej, aby proponowane Polsce baterie Patriot zostały przekazane na Ukrainę i rozstawione przy zachodniej granicy. To pozwoli uchronić Ukrainę przed kolejnymi ofiarami i blackoutem i zwiększy bezpieczeństwo przy naszej wschodniej granicy”.

Propozycja ministra Błaszczaka została niemal entuzjastycznie przyjęta w Ukrainie, bowiem zrozumiano ją jako skokowy wzrost możliwości obrony powietrznej tego kraju, zawierała przy tym pewną pułapkę na dla NATO, co jednak Ukraińcom wcale nie przeszkadzało. Spowodowała za to konsternację już nie tylko w Polsce, ale w Niemczech czy nawet w USA. Miała bowiem kilka istotnych wad.

Po pierwsze, MIM-104 – niezależnie od wersji – jest systemem amerykańskim, nie niemieckim. Do obecnej chwili wszyscy jego użytkownicy w ramach NATO decyzje o dyslokacji konsultowali z Amerykanami. Drugi, i to zdecydowanie poważniejszy problem dotyczył tego, kto był miał na Ukrainie tak przeniesiony system obsługiwać. Nie mogli by to być żołnierze Bundeswehry. Ich pojawienie się na Ukrainie oznaczałoby, że NATO wchodzi do wojny Ukrainy z Rosją i staje się ona wojną Rosji z NATO.

Tymczasem wyszkolenie żołnierzy ukraińskich mogłoby trwać długo. Szkolenie polskiej obsługi baterii Patriot trwa od 2020 r., pierwsza bateria osiągnie gotowość w ramach NATO w końcu 2023 r. Odpalenia testowe odbywają się na poligonie White Sands w USA. Ewentualnie szkolenie ukraińskiej obsługi można skrócić o połowę, ponieważ wiele zadań bojowych dla NATO-wskich baterii Patriot realizowanych jest w ramach sieci rozpoznania, monitorowania i obrony Paktu, w tym sieci NATINAMDS. Ukraińskie Patrioty nie będą w nią włączone, więcej – przed wysłaniem na Ukrainę, trzeba z systemu wymontować sporo komponentów elektronicznych, które nie mogą opuścić granic Paktu, co oczywiście spowoduje także spadek skuteczności działania ukraińskich baterii MIM-104. 

Pierwsza bateria ukraińskich Patriotów gotowość bojową mogłaby więc osiągnąć dopiero w 2024 r. Co jednak do tego czasu i gdzie Ukraińcy mieliby dokonywać odpaleń testowych „swoich” Patriotów? Ewentualną możliwością jest poligon na Krecie, ale z kolei tu zaczyna się kolejna kwestia – kto miałby właściwie szkolić? Ani Niemcy, ani Polacy (którzy się dopiero uczą), nie mają certyfikacji amerykańskiej do międzynarodowych szkoleń na tym systemie. Pozostają Amerykanie, którzy jak dotąd o całej inicjatywnie się nie wypowiedzieli, choć być może ten moment nadejdzie. Christine Lambrecht odbyła bowiem rozmowę telefoniczną z sekretarzem obrony USA Lloydem Jamesem Austinem III, gdzie poruszono temat polskiej propozycji. Tymczasem sekretarz generalny NATO, Jens Stoltenberg, w dość delfickiej wypowiedzi oświadczył, że decyzja o dyslokacji sprzętu bojowego zależy od kraju,  który sprzęt posiada ale decyzja być zgodna z NATO i ponieważ NATO nie jest stroną w wojnie ukraińsko-rosyjskiej i na Ukrainie nie ma i nie będzie żołnierzy NATO. Po tej wypowiedzi zapewne odezwie się Waszyngton i to on zdecyduje oficjalnie czy zakulisowo o ewentualnych Patriotach dla Ukrainy. Tyle, że zapewne bez polskiego czy niemieckiego pośrednictwa.