ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
środa, 17 czerwca, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Czy Twój zarządzający aktywami jest pierworodnym?

Czy Twój zarządzający aktywami jest pierworodnym?

Wielu inwestorów przed ulokowaniem pieniędzy w funduszu szuka kryterium, które pomoże im wybrać ten najlepszy. Historyczne wyniki, jak słusznie wskazują fundusze, nie stanowią gwarancji przyszłych rezultatów. A czy ktoś zastanawia się, czy zarządzający jest pierworodnym czy też osobą dalszą w hierarchii urodzeń w jego rodzinie? Raczej nie, a warto na to zwracać uwagę. Pierworodni mają lepsze wyniki zarządzania i podejmują mniejsze ryzyko

Wiele osób mających nadwyżki finansowe, które chce ulokować na rynku kapitałowym, jest uznawanych za roztropne, jeżeli przed decyzją inwestycyjną bada dotychczasowe dokonania funduszu. Zwykle w centrum uwagi są historyczne wyniki zarządzania w perspektywie ostatnich kilku lat. Niewiele one dowodzą, ponieważ prawdopodobieństwo dobrej passy w tak długim szeregu czasowym jest znikome.

Niektórzy zwracają też uwagę, jaki zarządzający w ramach funduszu będzie opiekował się naszymi pieniędzmi. To już bardziej zaawansowana forma analizy – w końcu to na nim ostatecznie będzie spoczywać odpowiedzialność za sukces. Na rynku pojawiają się co jakiś czas zarządzający, którzy uzyskują ponadprzeciętne rezultaty, a jeżeli temu towarzyszy splendor medialny i jeszcze wszechobecne peany pod adresem tej osoby, to strumień nowych inwestorów może spływać niczym masa wody w Niagarze.

Konia z rzędem jednak temu, kto przyglądając się osobie zarządzającego analizuje, jak jest on usytuowany rodzinnie pod względem kolejności urodzenia. Dokładniej rzecz biorąc: po pierwsze, czy ma on rodzeństwo (bez względu na płeć). I co najważniejsze: czy jest pierworodnym dzieckiem, czy też następnym w kolejności (np. drugim, trzecim). Okazuje się, że to się liczy w świecie inwestycji. Zarządzający, którzy są pierworodnymi lokują bowiem lepiej kapitał w porównaniu z osobami urodzonymi w dalszej kolejności.

Pierwszemu najwięcej uwagi, a reszta sama się wychowa

Dyskusja w kręgach psychologów i psychiatrów na temat związku osobowości z kolejnością urodzenia liczy sobie już wiele dekad, a zapoczątkowali ją prawdopodobnie prawie wiek temu Sigmund Freud i Adolf Adler. Dla jasności – Freud był pierworodnym dzieckiem, zaś Adler drugim z kolei (wśród trójki dzieci). To być może „ustawiło” ich poglądy. Adler utrzymywał, że pierwsze i trzecie dziecko cierpią na nerwice spowodowane ich ciągłą walką o sukces i wyższość, podczas gdy dzieci środkowe (drugie w kolejności) są zdrowsze, spokojne i mniej zbuntowane. Nietrudno zgadnąć, że Freud był odmiennej opinii. Pozostawmy jednak rozważania psychoanalizy jej zwolennikom.

Później świętować triumf zaczęły modele ewolucyjne. Zgodnie z nimi rodzeństwo konkuruje o zasoby rodzicielskie i rozwija strategie „przetrwania” poprzez zwiększanie uwagi rodzica za pomocą wypełniania różnych nisz w rodzinie. Pierworodny wypełnia bardziej tradycyjną niszę, będąc odpowiedzialnym, dominującym wzorem do naśladowania, który martwi się o zadowolenie rodziców. Dalsze w kolejności dzieci wypełniają z kolei niszę buntowniczości – są bardziej oryginalne i towarzyskie.

Naturalnie naukowcy zastanawiali się nie tylko nad osobowością – na celownik wzięli też inteligencję. W tym przypadku debata jest jeszcze starsza, ponieważ została zapoczątkowana w drugiej połowie XIX wieku. Francis Galton odkrył, że wśród wybitnych angielskich naukowców nadreprezentowani są pierworodni synowie. Powiązał to z prawem primogenitury, które zakładało, że rodziny najbardziej dbają o pierworodnych synów (pierwotnie prawo to dotyczyło kręgów monarszych i oznaczało pierwszeństwo w dziedziczeniu tronu i majątku). Galton zauważył, że angielskie familie pierworodnym synom poświęcają najwięcej uwagi w wychowaniu, zapewniają najlepsze odżywianie i edukację. Dorzucił do tego hipotezę, że pierworodni dostają najwięcej obowiązków, co może sprzyjać w ich rozwoju intelektualnym.

Później, (druga poł. XX wieku), do głosu doszła teoria konfluencji. Wynika z niej, że pozycja porządkowa każdego dziecka określa poziom stymulacji intelektualnej w młodych latach, a tym samym ich późniejszą inteligencję. Bazuje ona na przyjęciu, że z każdym kolejnym dzieckiem, które pojawia się w rodzinie, ogólne środowisko intelektualne zostaje „rozcieńczone”. Zresztą to trochę odnosi się do obiegowej opinii wielu rodziców, że pierwszemu potomkowi poświęca się najwięcej uwagi, a reszta jak przyjdzie na świat „sama” się wychowa i rozwinie pod kątem intelektualnym.

Jeszcze inną hipotezę zgłosili Thomas Gualtieri i Robert Hicks w 1985 r. Uznali oni, że poziom matczynych przeciwciał wzrasta wraz z kolejną ciążą, co może wpływać na mózg płodu, a w efekcie prowadzić do niższego poziomu inteligencji dzieci urodzonych w późniejszym czasie.

Jeżeli ktoś nie jest pierworodnym nie powinien się jednak nadmiernie martwić o swoją inteligencję, bo nie jest tak źle. W 2015 r. Rodica Ioana Damian i Brent W. Roberts opublikowali na łamach Journal of Research in Personality wyniki badań przeprowadzonych na 377 tys. amerykańskich uczniach szkół średnich. Owszem, wyszło z niego, że pierworodni mają wyższe IQ. Tyle, że ich przewaga nad pozostałymi dziećmi wynosi 1 punkt. Analiza dowiodła, że pierworodni mają tendencję do bycia bardziej ekstrawertycznymi, zgodnymi w obyciu, sumiennymi i noszącymi w sobie mniejsze pokłady lęku niż później urodzone dzieci, ale znowu różnica była niewielka. Naukowcy przyznali jednak, że bogatsze rodziny zazwyczaj posiadają mniej dzieci, a zatem cechuje je wyższy odsetek pierworodnych, którzy mają dostęp do większej ilości zasobów, co może wpływać na ich IQ lub osobowość.

Tylko, co to wszystko ma wspólnego z zarządzaniem aktywami? Czasami nadmierna inteligencja czy cechy osobowościowe uznawane za pożądane nie służą osiąganiu dobrych wyników w inwestowaniu. Wręcz mogą szkodzić. Takich przypadków jest na pęczki.

Ryzyko słowem kluczem

Liczne badania pokazały, że kolejność narodzin wpływa na skłonność do podejmowania ryzyka w różnych aspektach życia. Wynika z nich, że osoby urodzone później, a zatem nie pierworodni, mają inklinacje do ryzykownych zachowań w okresie dorastania. Chętniej zajmują się ryzykownymi sportami, podejmują większe ryzyko w trakcie gier towarzyskich, charakteryzuje je silniejsza chęć posiadania większej liczby partnerów seksualnych. Do tego cechują je zachowania związane z poszukiwaniem nowości w zakresie wewnętrznych doznań – pod tą zawoalowaną frazą kryje się po prostu zainteresowanie sięganiem po substancje psychoaktywne. Prawdopodobnie, gdyby któryś z inwestorów zamierzający powierzyć swoje ciężko zarobione pieniądze funduszowi dowiedział się, że jego potencjalny zarządzający jest wyposażony w takie cechy, dwa razy by się zastanowił, zanim zdecydowałby się wpłacić gotówkę.

Sprawą roli kolejności urodzenia w odniesieniu do wyników amerykańskich zarządzających zajęli się Vikas Agarwal, Alexander Cochardt i Vitaly Orlov, którzy opublikowali rezultaty swojego badania w sierpniu tego roku – znajdziesz je TUTAJ.

„Stwierdzamy, że zarządzający, którzy urodzili się później w hierarchii rodzeństwa podejmują większe ryzyko inwestycyjne w porównaniu z menedżerami urodzonymi jako pierworodni, a do tego osiągają gorsze wyniki. Motywowani poszukiwaniem sensacji, później urodzeni zarządzający inwestują przy użyciu ekstremalnych stylów, posiadają więcej akcji spekulacyjnych, cechuje ich więcej naruszeń cywilnych i regulacyjnych w porównaniu z menedżerami wcześniejszej kolejności urodzenia. Podsumowując, nasze ustalenia sugerują, że wywołane przez kolejność urodzenia tendencje do poszukiwania wrażeń wywodzą się z rywalizacji rodzeństwa o ograniczone zasoby rodzicielskie w dzieciństwie, kształtują zachowania handlowe i wykraczają poza zarządzanie portfelem” – napisali autorzy badania.

Zanim przejdziemy do dokładniejszych statystyk, które stoją za powyższym cytatem, jeszcze jedno ważne spostrzeżenie płynące z badania. Jego twórcy nie dostrzegli tego, że towarzystwa funduszy wybierają zarządzających pod kątem kolejności w hierarchii urodzenia. Zapewne stoi za tym polityczna poprawność, bo jak tu pytać podczas spotkania rekrutacyjnego, którym jest pani/pan dzieckiem z kolei w rodzinie. Albo jeszcze lepiej – zamieścić w ogłoszeniu zachęcającym do aplikowania o stanowisko, że fundusz poszukuje zarządzającego, który jest pierworodnym. Być może odszkodowanie, która firma musiałaby zapłacić z tytułu nierównego traktowania, przewyższyłoby wieloletnie wynagrodzenie dla nowego zarządzającego.

Próba analityczna objęła samodzielnie zarządzających szeroko zdywersyfikowanych funduszy akcyjnych inwestujących w papiery amerykańskie o aktywach nie niższych niż 1 mln dol. Badanie objęło ponad 2 tys. zarządzających i dotyczyło lat 1962-2017.

Wnioski są następujące: zarządzający, który jest drugim w kolejności dzieckiem w rodzinie osiąga średnio gorsze o 0,6% rocznie wyniki niż zarządzający-pierworodny. Płeć nie ma znaczenia (wprawdzie tylko 7% zarządzających uwzględnionych w badaniu stanowiły kobiety, a to mogło wpłynąć na reprezentatywność). Efekt gorszych rezultatów ze względu na hierarchię urodzenia jest praktycznie taki sam dla kobiet i mężczyzn – bez wątpienia brak tam statystycznej istotności. Im zarządzający był dalej w kolejności urodzenia, tym bardziej skłonny był brać większe ryzyko całkowite (rozumiane jako odchylenie standardowe miesięcznych stóp zwrotu w danym roku). Wraz z każdym dalszym stopniem w hierarchii urodzeń rosło ono o 0,37 pkt proc. rocznie w porównaniu z pierworodnymi.

Autorzy przeanalizowali też inne aspekty, chcąc odseparować od nich jednowymiarową czynnikowo hipotezę wpływu kolejności urodzenia na efekty zarządzania. Nie znaleźli m. in. potwierdzenia, że śmierć rodzica wpływa na postawy ryzykowne zarządzających, choć istnieje jedno opracowanie, które wskazuje, że efekt żałoby utrzymujący się do roku od tragicznego zdarzenia negatywnie oddziałuje na podejście do ryzyka. Ustalili też, że na stosunek do ryzyka nie ma wpływu status małżeński – czy zarządzający jest rozwiedziony czy też nie.