Pekao TFI: Inflacja, inflacja i… jeszcze raz inflacja

Pauza w podwyżkach stóp procentowych, euro też bezradne wobec inflacji oraz promyki nadziei na rynkach ryzykownych aktywów

Inflacja w strefie euro wzrosła w październiku do 10,6% r/r i jest zaledwie 0,9 p.p. niższa niż średnia dla całej Unii Europejskiej. Warto zwrócić uwagę na to, że mówimy tu o średniej. Rozbieżność inflacji w europejskiej wspólnocie walutowej jest ogromna pomiędzy krajami: Francja, Hiszpania – ok. 7% r/r, Niemcy, Austria – ok. 11%, po Litwę, Łotwę i Estonię z inflacją ok. 22%. Nie będziemy wnikać w szczegóły tych rozbieżności, bo składa się na nie mnóstwo elementów, od zależności energetycznych, przez strukturę rynku pracy, demografii, gospodarki, po decyzje wydatkowe polityków. Skwitujemy tylko krótko – samo posiadanie euro nie jest antidotum na dzisiejszą inflację. W tej inflacyjnej ciemności pojawiają się jednak pierwsze promienie światła. Po pierwsze, ceny dla producentów z miesiąca na miesiąc spadły bardzo mocno w Niemczech. We wrześniu były one 2,3% wyższe niż w sierpniu, ale w październiku spadły aż o 4,2% w porównaniu do września. To zasługa drastycznej przeceny na rynku kontraktów na gaz. Zapewne próżno oczekiwać poprawienia „na drugą nóżkę” i kolejnego spadku cen o takim zasięgu…, ale fala mrozu w tym roku przyszła wyjątkowo późno, magazyny w Europie są całkiem nieźle zapełnione, a meteorolodzy wróżą wyjątkowo łagodną zimę. Zobaczymy jak będzie, ale faktem jest, że warunki pogodowe w tych realiach geopolitycznych będą miały dużo większe niż w poprzednich latach przełożenie na sytuację gospodarczą i narrację rynkową. Niemieccy eksperci ostrzegają w swoich mediach o możliwości wystąpienia przerw w dostawie prądu w zimie. Już teraz przez Niemcy przetacza się fala protestów antywojennych podszytych wysokimi cenami energii.

Z dobrych wiadomości – ceny ropy znów flirtują z 80 dolarami za baryłkę. Jednak, nawet jeśli ceny paliw miałyby dalej spadać, bądź chociaż zatrzymać się przy obecnych poziomach, to zajmie to trochę czasu, zanim „przesiąkną” do statystyk inflacyjnych. Inflacja w Polsce jest wciąż uporczywa – wrosła 17,9% r/r i 1,8% m/m. Nas martwi bardziej ten miesięczny odczyt, bo w statystyce rocznej już dawno pogodziliśmy się z tym, że zobaczymy dwójkę z przodu. Tymczasem, członkowie RPP komunikowali w wywiadach w ubiegłym tygodniu, że nadszedł czas na pauzę w podwyżkach stóp procentowych. Dzieje się to na tle niedawno wystosowanego listu otwartego byłych prezesów NBP i byłych członków RPP, w którym to ostrzegali przed zbyt wczesnym gołębim zwrotem w polityce pieniężnej. Jednocześnie w ramach obecnej RPP trwa konflikt, w którym mianowani przez opozycję z ramienia Senatu członkowie RPP krytykują sposób prowadzenia polityki pieniężnej, opiniowania budżetu (RPP oceniła scenariusz dla budżetu w 2023 r. optymistyczniej niż Ministerstwo Finansów w swoich założeniach), a także pojawia się z ich strony zarzut o utrudnianie dostępu członkom Rady  do analiz NBP. Naszym zdaniem ciężko oczekiwać kolejnych podwyżek stóp procentowych w nadchodzącym roku wyborczym. Kluczowym parametrem mogącym wymusić zmianę stanowiska RPP jest wg nas kurs walutowy. Ostatnio polski złoty wykazał się dużą stabilnością, nawet w momencie dużych nerwów i braku jednolitego przekazu po tragicznych wybuchach w Przewodowie. Na pewno naszej walucie pomagało euro umacniające się do dolara amerykańskiego. Oczekujemy jednak dużej zmienności na parze EUR/USD, która może prowadzić do gwałtownych epizodów osłabiania się PLN. Pozostajemy zwolennikami stosowania dywersyfikacji walutowej.

Ryzyko powrotu ponad 5 zł za dolara jest tym bardziej wg nas realne, że amerykańscy decydenci monetarni dwoili się i troili w ostatnich dniach, by ostudzić oczekiwania inwestorów na zawrócenie polityki pieniężnej w USA na kurs łagodzenia. Przeciwnie, prezesi lokalnych oddziałów Fed, z Jamesem Bullardem na czele, dawali do zrozumienia, że jeden słabszy odczyt inflacji „wiosny nie czyni”. Ba, Pan Bullard rysował scenariusz, w którym stopy w USA miałyby dojść przynajmniej do 5% (dziś jest to 4%). Takie jastrzębie zrywy Fed i jego członków mogą wg nas jeszcze nieraz pokrzyżować nadzieje inwestorów na odwilż. My trzymamy się maksymy „nie walcz z Fedem”. A ten po zeszłym tygodniu dostał kolejne dane o tym, że aktywność gospodarcza nie chce hamować, a Amerykanie wciąż dużo wydają – w ujęciu m/m solidny wzrost sprzedaży detalicznej i jedynie kosmetyczne wyhamowanie produkcji przemysłowej. My z ostatnich przekazów Fedu czytamy, że walka z inflacją wymagać będzie pogorszenia na rynku pracy, spadku wartości aktywów gospodarstw domowych, by w efekcie spadła konsumpcja. Oznaczałoby to dalsze dociskanie pedału hamulca przez Fed – coś, o czym rynki wolałyby dziś nie słyszeć. 

Nie oznacza to jednak, że perspektywy dla ryzykownych aktywów, np. akcji, są jednoznacznie negatywne. Sam fakt, że nastroje giełdowe są skrajnie złe już jest w naszej ocenie argumentem dla byków. Pozytywnym zaskoczeniem było także omawiane tydzień temu spotkanie Xi Jinpinga i Joe Bidena, dające nadzieje na ocieplenie relacji Waszyngton – Pekin. Legendarni inwestorzy – Buffet i Munger – na czele Berkshire Hathaway najwyraźniej podzielają tę nadzieję. Opublikowane sprawozdania tego holdingu za trzeci kwartał ujawniły dużą inwestycję w akcje tajwańskiego producenta półprzewodników TSMC. Naszym zdaniem obecne ryzyko geopolityczne powinno coraz mniej odciskać się na notowaniach akcji. Do tego takie trudne okresy jak obecne są koniecznym mechanizmem samooczyszczającym dla rynków finansowych. Bessa wymiata biznesy oderwane od rzeczywistości, a przywraca przestrzeń na polu rywalizacji o kapitał dla tych o zdrowych fundamentach. Wreszcie, jeśli spojrzymy pod maskę indeksów giełdowych, to zobaczymy ogromne różnice na poziomie sektorowym. Patrząc na rynek amerykański, ponad 30% straty od początku roku wciąż widać w notowaniach spółek komunikacyjnych, IT, konsumenckich, czy szeroko pojętych nieruchomościowych. Ale już ceny akcji spółek ochrony zdrowia, przemysłowych, finansowych, czy materiałowych są „jedynie” 10% pod wodą. Wychodząc z bessy możemy zdziwić się, które cylindry w silniku pod maską pracują najwydajniej. 

Maciej Pielok, dyrektor ds. strategii inwestycyjnej Pekao TFI