Problemy rynku surowcowego mają zakres wieloletni i nie będą szybko rozwiązane. Moce wytwórcze rafinerii znacząco spadły a nie ma chętnych do inwestowania w przerób ropy naftowej – uważa Adam Czorniej, zarządzający w Skarbiec TFI
W wyniku regulacji unijnych moce wytwórcze europejskich rafinerii znacząco zmalały, co jest jedną z przyczyn wysokich cen paliw. Podobna sytuacja miała miejsce w USA. Niestety, ze względu na (stopniowe) odchodzenie od paliw kopalnych trudno będzie temu zaradzić – nie ma chętnych do inwestowania w przerób ropy naftowej, uważa Adam Czorniej, zarządzający funduszami Skarbiec TFI.
– Szereg regulacji europejskich przez lata dążył do tego, żeby rafinerie – czyli przetwórstwo ropy naftowej – było z rynków europejskich eliminowane. W tej chwili jedną z przyczyn wysokich cen paliw jest właśnie brak mocy przerobowych w rafineriach – jest ich mało, realizują gigantyczne marże. Problem polega na tym, że brakuje infrastruktury – powiedział Czorniej w rozmowie z ISBiznes.pl.
– Firmy paliwowe oceniają, że potrzeba dobrych kilku lat inwestycji idących w miliardy dolarów, żeby odtworzyć infrastrukturę, ale żadna z firm nie jest chętna na takie nakłady inwestycyjne, ponieważ pik zużycia paliw będzie na przestrzeni najbliższych 10 lat. Oznacza to, że projekty, które mają żywotność 50 lat nie byłyby w pełni wykorzystane – dodał.
Kwestie inflacji, wysokich stóp procentowych czy spadku aktywności gospodarczej to czynniki, które na rynek oddziaływają w krótkim terminie. Problemy rynku surowcowego mają zakres wieloletni i nie będą szybko rozwiązane.
– W tej chwili świat stara się odejść od wysokoemisyjnych źródeł pozyskiwania energii. Remedium na ten problem jest trwający proces zielonej transformacji. Ale tworzenie zielonej infrastruktury wiąże się z pozyskiwaniem surowców, na przykład miedzi czy litu, używanych w bateriach do aut elektrycznych, w sposób bardzo szkodliwy dla środowiska. Wzbudza to naturalnie niezadowolenie lokalnych społeczności, które jest wspierane szeregiem nowych regulacji prośrodowiskowych. Pojawiają się ograniczenia w dostępie do złóż metali. Zwolennicy tego typu działań wskazują na trwałe zniszczenia środowiskowe, utratę dostępu do wód, osuszanie się połaci towarzyszących kopalniom. Między innymi to powoduje, że obecnie procesy transformacyjne skazane będą na znacznie dłuższy przebieg – wskazał Czorniej.
Obecnie trwają prace regulacyjne nad tymi kwestiami – konsekwencja jest taka, że zielona transformacja mierzy się z problemami dostępności surowców, które służą jako element krytyczny do stworzenia infrastruktury.
– Te deficyty podażowe na rynkach metali przemysłowych – chodzi o miedź, ale też np. aluminium – mogą sprawić, że będą one dodatkowo podbijały i tak drogie surowce – podsumował zarządzający.






