Legimi, jednej z najważniejszych firm na rynku e-booków i audiobooków, zostały postawione przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta zarzut jednostronnej zmiany warunków umowy z klientami po utworzeniu tzw. Katalogu Klubowego, gdzie za dostęp do każdej książki nawet użytkownicy abonamentowi muszą dodatkowo płacić. Firma twierdzi, iż chce współpracować z UOKiK, ale zarzuty określa mianem „braku lepszej komunikacji z klientami”.
Legimi jest uznawana za firmę pionierską i zarazem obecnego lidera na rynku e-booków i audiobooków. Działa w modelu subskrypcyjnym porównywanym z Netflixem. Jednak ostatni okres nie jest dla notowanej na New Connect spółki najlepszy. W 2025 roku baza kliencka skurczyła się do 264 tys., zaś przychody spadły o 10% do 108,3 mln zł. W I i II kwartale obecnego roku firmie też nie wiodło się najlepiej – w II kw. skonsolidowane przychody grupy wyniosły 25,35 mln zł, co oznaczało spadek o 7,67% licząc rok do roku, zaś strata netto wyniosła 2,7 mln zł przy ujemnej EBDITA wynoszącej -1,8 mln zł. Firma stwierdziła, iż to efekt domykania kosztów długoterminowych projektów technologicznych i oświadczyła, że spółka „przechodzi obecnie przez intensywny proces transformacji biznesowej”. Co ciekawe, nie zmniejszono przy tym nakładów na marketing, twierdząc, że może to pomóc w odbudowie bazy abonentów.
Jako sukces i zarazem drogę do wyjścia z dotychczasowych problemów przedstawiono wejście w rolę globalnego partnera dystrybucyjnego Spotify w segmencie audiobooków w obecnym miesiącu. Dla użytkowników Spotify Premium powołana w tym celu spółka Legimi Content ma udostępnić bazę ponad 20 tys. polskich tytułów, zaś do końca 2026 roku ta integracja ma objąć 180 rynków na świecie, co pozwoli – jak ma nadzieję kierownictwo firmy – zarabiać Legimi poza własną dystrybucją w roli hubu dystrybucyjnego dla wydawców.
Tymczasem za firmą ciągną się problemy jeszcze od 2024 roku, kiedy to po nowelizacji prawa autorskiego spółka weszła w konflikt z niektórymi wydawcami w kwestii opłat za udostępnianie ich publikacji. W efekcie w październiku 2024 r. Legimi wprowadziła Katalog Klubowy, do którego przeniosło część ebooków i audiobooków dotychczas dostępnych bez dodatkowych opłat w abonamencie.
Był to tzw. Katalog Premium i subskrybenci, którzy chcieli nadal korzystać z tych publikacji musieli dopłacić 14,99 zł za każdą z nich. Zmiana objęła również osoby, które miały już aktywne abonamenty, w tym wykupione z góry na określony czas. Dziwnym trafem objęła także pozycje najbardziej poszukiwane przez klientów. Rozliczenia z wydawcami i przychody firmy to uratowało, ale od tej pory Legimi zaczęła tracić subskrybentów.
Całej sprawie, jak i mechanizmowi zamówień w spółce, przyjrzał się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stwierdzając, że Legimi jednostronnie zmieniła warunki trwających umów. Urząd też miał problemy z tzw. darmowym okresem próbnym. Okazało się bowiem, że podobnie jak w niektórych firmach gier online po wciśnięciu przycisku „Zamawiam” klient nie wiedział, że bez rezygnacji z usługi po trzech dniach rozpocznie się płatny abonament. Ale nigdzie nie wyspecyfikowano informacji, że przycisk oznacza zgodę na zawarcie umowy abonamentowej po upływie okresu próbnego, czego wymagają przepisy. Informacja taka nie znalazła się przy przycisku, ale dopiero dalej, w warunkach umowy na innych podstronach strony zamówień.
W efekcie prezes UOKiK postawił spółce kierowanej przez Mikołaja Małaczyńskiego zarzuty naruszania zbiorowych interesów konsumentów, bowiem po sprawdzeniu obowiązującego w październiku 2024 roku regulaminu subskrypcji okazało się, że nie przewidywał on zmiany zawartości katalogu. Pozwalał na jego modyfikację, np. wycofywanie poszczególnych książek, ale nie na wyłączenie części publikacji z abonamentu i przenoszenie ich do odrębnego, dodatkowo płatnego, katalogu. Jak stwierdził więc prezes UOKiK, firma zmieniła po cichu zakres usługi łamiąc jej ustalone wcześniej warunki, za co klienci przecież zapłacili.
„W książkach lubimy nieoczekiwane zwroty akcji, w umowach już nie. Płacąc abonament mamy prawo wiedzieć, co otrzymamy w zamian. Przedsiębiorca nie może w trakcie umowy pisać zasad na nowo, zwłaszcza kosztem klientów” – tak skomentował decyzję o ogłoszeniu postępowania prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
„Legimi S.A. przyjmuje do wiadomości zarzuty przedstawione przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i traktuje je z pełną powagą. Spółka zamierza w pełni współpracować z Urzędem i dołoży wszelkich starań, aby wyjaśnić wskazane kwestie. Nasi czytelnicy są dla nas najważniejsi. Zależy nam, aby każdy użytkownik Legimi czuł się u nas dobrze traktowany i miał pełną jasność co do warunków korzystania z usługi. Niezależnie od oceny prawnej zarzutów, uwagi Urzędu traktujemy jako ważną wskazówkę, jak możemy lepiej komunikować się z naszymi czytelnikami. W ocenie Legimi obie kwestie budzą wątpliwości prawne, dlatego zamierzamy przedstawić Prezesowi UOKiK nasze stanowisko. Mimo tych wątpliwości zmieniliśmy oznaczenie przycisku zamówienia jeszcze przed wszczęciem postępowania” – stwierdziła spółka w odpowiedzi na oświadczenie UOKiK o rozpoczęciu postępowania.
Firmie może grozić kara do 10% rocznego obrotu, jeśli zarzuty się potwierdzą. Biorąc pod uwagę zeszły rok mogłoby to być nawet 10,5-11 mln zł.
Jak powiedział ISBiznes.pl analityk jednego z polskich funduszy inwestycyjnych działających na New Connect, komunikat Legimi wskazuje, iż spółka zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że postępowanie UOKiK może się zakończyć dla niej „przykrą koniecznością zapłacenia kary i plamą na wizerunku”.
„To jest takie >>wiemy, że wtopiliśmy, ale usiądźmy i rozmawiajmy<<” – dodał.






