Donald Trump stwierdził, że porozumiał się z Władimirem Putinem w sprawie dostaw oleju napędowego z Rosja do USA. Jego administracja zniosła sankcje na rosyjskie paliwo. Wywołało to oburzenie Ukrainy I Unii Europejskiej oraz sprzeciw ze strony Kongresu. Umowa prawdopodobnie dojdzie do skutku choć nie wpłynie na rynek paliwowy w USA przed wyborami do Kongresu, na co prezydent USA miał nadzieję.
Zaczęło się od stwierdzenia w mediach społecznościowych przez Trumpa, iż odbył on „bardzo udaną” rozmowę z prezydentem Władimirem Putinem, podczas której ustalono, że Rosja natychmiast dostarczy na rynek amerykański ponad 300 tysięcy ton oleju napędowego, co odpowiada około 2,25 mln baryłek paliwa. Dla porównania, USA eksportują około 1,5 mln baryłek oleju napędowego dziennie.
Trump ogłosił też harmonogram dostaw: 2,25 mln baryłek w październiku, 3,75 mln w listopadzie oraz 7,5 mln „bezpośrednio po tym”. Umowa ta miała zostać rozszerzona nawet do 13,5 mln baryłek, ale jak poinformował później amerykański prezydent: „biorąc pod uwagę stan rosyjskich rafinerii, Rosja dostarczy następnie w krótkim czasie 3 mln ton oleju napędowego” (co odpowiada około 22,5 mln baryłek).
„To ogromne ilości ropy trafiające do naszego kraju i chcę podziękować prezydentowi Putinowi. I to jest olej napędowy – dokładnie to, czego chcemy” – powiedział Trump dziennikarzom w Białym Domu w piątek.
Po rozmowie przedstawiciel Putina, Kiriłł Dmitrijew, pochwalił we wpisie na platformie X współpracę między Rosją a USA. Dmitrijew już na początku września br. apelował do administracji Trumpa o przyznanie największym rosyjskim koncernom naftowym zezwoleń na eksport oleju napędowego na rynek amerykański.
Jako powód wymieniał fakt, że ceny oleju napędowego – wykorzystywanego w rolnictwie, ogrzewnictwie i transporcie ciężarowym – zbliżają się w USA do rekordowych poziomów. Tymczasem 3 listopada zaczynają się wybory połówkowe do Kongresu USA – zdecydują one czy Republikanie utrzymają niewielką przewagę. Jednak administracja Trumpa i on sam są fatalnie oceniani za politykę gospodarczą – według ostatnich ankiet aż 62% Amerykanów uważa, że jest on odpowiedzialny za wzrost cen paliw.
„Niższe ceny dla Amerykanów, a zwłaszcza dla naszych wspaniałych rolników, hodowców i kierowców ciężarówek, są moim najwyższym priorytetem” – powiedział Trump na spotkaniu wyborczym.
Ceny oleju napędowego są istotnym czynnikiem pobudzającym inflację. Wzrosły one o 70%, ale nie wskutek wojny Rosji z Ukrainą, ale po 28 lutego br., kiedy to USA i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem. Istotne stało się zwłaszcza zablokowanie Zatoki Perskiej, którą przepływało 20% światowej ropy oraz jej destylatów, co spowodowało poważne globalne problemy z podażą paliw.
Jak wynika z danych organizacji motoryzacyjnej AAA, ceny wciąż pozostają wysokie mimo działań Trumpa mających na celu zwiększenie podaży tego paliwa: wywierania presji na sojuszników, by uwolnili rezerwy strategiczne oraz rozszerzenia dostępu do zwolnionego z podatku oleju napędowego barwionego na czerwono, używanego zazwyczaj w maszynach rolniczych.
Spodziewano się dużego spadku cen oleju napędowego po ogłoszeniu umowy z Rosją, ale notowania kontraktów terminowych spadły o prawie 5% osiągając poziom 4,64 dolara za galon, zaś potem wzrosły o 2%, co oznacza faktycznie jedynie 3% spadek.
Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na wszystkie rosyjskie firmy naftowe w związku inwazją Moskwy na Ukrainę 24 lutego 2022 roku. Obecnie eksport oleju napędowego może przynieść Moskwie 7 mld dolarów czystego zysku, co uratowałoby znajdujący się na skraju załamania rosyjski budżet i pomogłoby Putinowi w kontynuowaniu wojny z Ukrainą.
Nic więc dziwnego, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostro skrytykował to porozumienie, zwłaszcza że ogłoszono je, kiedy ukraińska delegacja przebywała w USA, by omawiać możliwości zakończenia konfliktu.
„Prezenty dla Putina nie przyniosą pokoju ani żadnych korzyści cywilizowanemu światu. Rosja „odpłaci” za ten olej napędowy kolejnymi aktami terroru i podstępem. Pozwalanie Rosji na sprzedaż produktów naftowych to inwestycja w wojnę, którą należy zakończyć, a nie przedłużać […]. Ukraina nie będzie podpalać rosyjskich rafinerii, jeśli Rosja nie będzie niszczyć naszej infrastruktury energetycznej. Takie porozumienie proponujemy Ameryce i wierzymy, że Stany Zjednoczone mają wystarczające możliwości, by doprowadzić do takiego kompromisu” – napisał na platformie X.
Jednak gdy dziennikarz w trakcie konferencji w Białym Domu przytoczył Trumpowi słowa Zełenskiego, prezydent USA odpowiedział: „Jesteśmy silnym partnerem”.
„Świat potrzebuje ropy, a olej napędowy jest tym, czego nam trzeba. Dlatego bardzo cieszymy się, że go otrzymamy” – dodał Trump.
Zełenski starał się utrzymać poparcie Trumpa w obliczu prowadzonych przez Rosję nieustannych ataków na ukraińską infrastrukturę cywilną. Jednak piątkowe spotkanie ukraińskich negocjatorów z amerykańskimi wysłannikami, Jaredem Kushnerem i Steve’em Witkoffem, w Stanach Zjednoczonych zakończyło się „przed czasem i na niczym” według nieoficjalnych informacji agencji AP.
Wicepremier Rosji odpowiedzialny za energetykę, Aleksandr Nowak, potwierdził też gotowość Rosji do dostarczenia takiej ilości paliwa, przy czym partia 7,5 mln baryłek ma zostać przekazana w grudniu. Jak dodał, Rosja „pozytywnie ocenia kroki podjęte przez USA” i jest gotowa w przyszłości koordynować działania ze Stanami Zjednoczonymi” w celu stworzenia bardziej przewidywalnego rynku energetycznego”. Kreml także opublikował oświadczenie, w którym zacytowano słowa Putina o gotowości Rosji do „dostarczania ropy i produktów naftowych na rynek amerykański oraz rynki światowe”, zaś wicepremier Nowak wydał rozporządzenie o zniesieniu ograniczeń eksportowych ze skutkiem natychmiastowym.
Co ciekawe, od lipca Rosja utrzymywała wprowadzony przez siebie zakaz eksportu oleju napędowego będący następstwem wielomiesięcznych, dotkliwych ataków dronów na rosyjskie rafinerie. Zanim wiosną tego roku nasiliły się ataki ukraińskich dronów na rafinerie w odwecie za ataki rosyjskie na ukraińskie miasta, większość rosyjskiego eksportu drogą morską trafiała do krajów europejskich spoza Unii Europejskiej, a także do Afryki, Azji i Brazylii.
Porozumienie spotkało się z krytyką kongresmanów, w tym członka Partii Republikańskiej, kongresmena Dona Bacona, który stwierdził, że zamiast znosić restrykcje należy raczej wprowadzić w życie kolejne sankcje niedawno przyjęte przez Kongres według tzw. ustawy Grahama.
„To moment, by wykorzystać te sankcje do zdławienia wojennej machiny Putina, a nie by nagradzać dyktatora przekazując mu kolejne środki, podczas gdy wciąż atakuje on i zabija ukraińskich cywilów” – napisał w serwisie X.
Bacon poszedł jeszcze dalej. Wraz z kongresmanem Brianem Fitzpatrickiem, także republikaninem, chce przedstawić projekt ustawy „Ronald Reagan Peace Through Strength Act” (Ustawa im. Ronalda Reagana o pokoju dzięki sile), zakazującej podmiotom amerykańskim zakupu rosyjskiej ropy. Już wiadomo, że projekt poprą Demokraci w Izbie i Senacie, co czyni go ponadpartyjnym.
Porozumienie z Rosją skrytykował bowiem także lider Demokratów w Senacie USA, Chuck Schumer. „Trump zawiera pakt z diabłem próbując ratować swoją chwiejną pozycję polityczną w obliczu szokująco wysokich cen oleju napędowego” – stwierdził Schumer we wpisie na platformie X.
Brain Fitzpatrick podejmie próbę doprowadzenia do głosowania nad projektem nowej ustawy na forum Izby. Jak twierdzi amerykanista i politolog Rafał Michalski, projekt może przejść, jeśli Demokraci nie przepiszą go po prostu do ustawy budżetowej zmuszając prezydenta do podpisania, ale praktyczne jego skutki zaczną być odczuwane dopiero na przełomie roku w związku z okresem trwania procesu legislacyjnego.
Jak napisała na platformie X przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, w wyniku rosyjskich ataków na Ukrainę w ciągu zaledwie kilku ostatnich dni zginęły dziesiątki osób. Kijów zmaga się z przerwami w dostawie prądu, a rosyjskie ataki wymierzone są m.in. w szpitale i szkoły.
Obecnie zaś Departament Skarbu USA wydał zezwolenie na import rosyjskiego oleju napędowego do 7 kwietnia. Donald Trump oświadczył, że Rosja dostarczy kolejne 500 tys. ton w listopadzie, a następny 1 mln ton „bezpośrednio po tym”. Jak dodał, olejne dostawy miałyby nastąpić „w zależności od stanu rosyjskich rafinerii” uszkodzonych w wyniku ukraińskich ataków. Zażądał też od Ukrainy by zaprzestała kompletnie ataków na infrastrukturę transportową i rosyjskie rafinerie. Lekceważąc to kompletnie Ukraina zaatakowała rafinerie w Samarze i Rostowie oraz terminal eksportowy przeładunku ropy.
Zdaniem analityków rynku paliw całe porozumienie nie doprowadzi do trwałego spadku cen paliw. Jak twierdził na X Rory Johnston, analityk rynku ropy i założyciel portalu CommodityContext.com, „trudno przecenić jak bardzo ta sprawa jest nieistotna”, bowiem Rosja przy nieatakowanych rafineriach mogłaby eksportować więcej niż zapisano w umowie.
„To z pewnością nie jest rozwiązanie problemu, ale dodatkowe źródło wsparcia dla rynku oleju napędowego, na którym panuje duża presja podażowa” – zauważył Jim Mitchell, analityk firmy doradczej Wood Mackenzie.
Jednak analitycy z City twierdzą, iż wsparcie to „jest niemal wyłącznie PR-owe, rynek takich ilości w ogóle nie poczuje”.
Ponadto, jak zauważył Ryan McKay, starszy analityk ds. rynku surowców w TD Securities, nie wiadomo czy po ukraińskich atakach rosyjska infrastruktura energetyczna jest w wystarczająco dobrym stanie.
„Największą niewiadomą jest to, czy rafinerie będą w stanie tego dokonać […], jednak nawet jeśli ta ropa trafi na rynek jej wpływ będzie znikomy” – stwierdził McKay. Jak dodał, dotyczy to zwłaszcza pierwszej transzy zaplanowanej na październik obejmującej zaledwie 2,5 mln baryłek, co stanowi około 10% miesięcznego wolumenu rosyjskiego eksportu sprzed nasilenia działań wojennych na Ukrainie.
„Te dostawy mogą pomóc, ale nie ma pewności czy w pełni dojdą do skutku, a nawet jeśli tak się stanie, mogą okazać się niewystarczające lub spóźnione. Nagłówki prasowe mogą początkowo wpłynąć na ceny, ale nie jest to proste rozwiązanie problemu” – powiedziała Rebecca Babin, starsza specjalistka ds. handlu energią w CIBC Private Wealth Group.
Według Bloomberga, prezydent USA ma wydać dyrektywę dla szefów niektórych amerykańskich resortów nakazującą znalezienie sposobów na opanowanie cen oleju napędowego. Ma to być prezydenckie memorandum nakazujące znalezienie sposobów na obejście lokalnych i stanowych przepisów blokujących produkcję energii oraz wykorzystanie ustawy o produkcji obronnej (Defense Production Act – DPA) z czasów zimnej wojny w celu zwiększenia wydobycia ropy i produkcji paliw.
Przy zastosowaniu DPA prezydent może zatwierdzać udzielanie pożyczek lub gwarancji kredytowych wspieranych przez państwo w celu zwiększenia krajowej produkcji kluczowych surowców bądź materiałów oraz nakazywać nadawanie priorytetu kontraktom rządowym na niezbędne towary. Wykorzystanie DPA było już rozważane przez ekipę w Białym Domu, kiedy konflikt z Iranem obnażył podatność USA na zakłócenia w dostawach i gwałtowne skoki cen. Chodziło wtedy o zwiększenie mocy przerobowych rafinerii.
Co ciekawe, to właśnie przedstawiciele sektora naftowego przekazali administracji Trumpa we wrześniu br., że fundusze federalne lepiej byłoby przeznaczyć na modernizacje, zwiększenie efektywności lub rozbudowę istniejących rafinerii niż na sfinansowanie budowy nowych zakładów, bo kosztowałyby one drożej a czas budowy byłyby „niebagatelny”.
Według danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), ostatni import oleju napędowego z Rosji do USA miał miejsce w marcu 2022 roku.






