Europejski Bank Centralny podniósł po raz pierwszy od trzech lat stopy procentowe. Analitycy i ekonomiści nie są pewni czy EBC nie zadziałał zbyt wcześnie i nie popełnił błędu.
Europejski Bank Centralny podjął decyzję mając nadzieję na ograniczenie inflacji, zanim gwałtowny wzrost kosztów energii wywołany wojną z Iranem nadwyręży i tak niezbyt stabilną gospodarkę krajów strefy euro. To pierwsza podwyżka stóp procentowych dokonana przez jeden z głównych światowych banków centralnych w odpowiedzi na szok energetyczny. Jest raczej pewne, że wpłynie ona na decyzje kolejnych banków centralnych, jak Bank Anglii, szwedzki Riksbanken, Bank Japonii, Centralne Banki Norwegii i Szwajcarii oraz Rezerwę Federalną.
Obecnie inflacja w strefie euro przekroczyła dawno 2% cel banku centralnego wynosząc ponad 3%, wzrost gospodarczy jest przy tym nadal słaby, a rynek pracy niestabilny – argumenty za podniesieniem stóp „właśnie teraz” nie są więc jednoznaczne.
Obecnie stopa depozytowa została podniesiona z 2% do 2,25%. Traderzy i ekonomiści przewidywali ten ruch widząc następną podwyżkę stóp we wrześniu. Jak zwykle Europejski Bank Centralny zapowiedział, że nie podejmie żadnych ograniczających pole działania decyzji, ale jest dobrze przygotowany do radzenia sobie z obecną nieprzewidywalnością.
„Wstrząsy wywołane wojną zaczynają się rozprzestrzeniać w całej gospodarce z oczywistymi kosztami bezpośrednimi, ale pojawiają się również koszty pośrednie .Głównym ryzykiem byłoby zaniechanie podjęcia takiej decyzji, ponieważ jeśli pozwolimy inflacji rosnąć bez kontroli, przywrócenie jej do poziomu stabilności cen stanie się znacznie trudniejsze” – powiedziała prezes Christine Lagarde, odrzucając tezę, że czwartkowa jednomyślna decyzja była posunięciem wyprzedzającym.
Co było do przewidzenia, obligacje europejskie zyskały po ogłoszeniu EBC, a rentowność „dziesięciolatków” spadła o trzy punkty bazowe do 3,05%. Euro zachowało stabilny poziom 1,1538 w stosunku do dolara.
„Perspektywy pozostają niepewne, z ryzykiem wzrostu inflacji i ryzykiem spadku wzrostu gospodarczego. Pełne implikacje wojny dla średnioterminowej inflacji i wzrostu gospodarczego będą zależeć od intensywności i czasu trwania szoku cen energii, a także od skali jego pośrednich i wtórnych efektów”– stwierdził EBC w oświadczeniu po ogłoszeniu decyzji.
W związku z trwającymi już czwarty miesiąc walkami w Zatoce, bankowcy w strefie euro obawiają się, że inflacja wykracza już poza sektor energetyczny i nie zostanie po prostu wygaszona po porozumieniu między USA a Iranem, nawet jeśli wkrótce do niego dojdzie, na co zresztą nic nie wskazuje.
Te obawy widoczne są w nowych prognozach kwartalnych pokazujących, że ceny konsumpcyjne będą rosły w tym roku szybciej niż wcześniej przewidywano, a ich inflacja spadnie do 2% celu dopiero w 2028 roku. Jednak prognozy te wskazują także na słabnący wzrost gospodarczy, ponieważ inflacja i wyższe koszty finansowania zewnętrznego osłabiają siłę nabywczą zarówno firm, jak i konsumentów.
„Wojna na Bliskim Wschodzie wpływa na aktywność gospodarczą, a badania wskazują na spowolnienie, zwłaszcza w sektorze usług. Wzrost cen energii jeszcze bardziej podniesie inflację w okresie letnim i utrzyma ją znacznie powyżej celu do pierwszej połowy 2027 roku […]. Nie jesteśmy w sytuacji, w której wzrost gospodarczy jest nieobecny lub poważnie zagrożony” – zauważyła Lagarde, jednocześnie bagatelizując zagrożenia dla gospodarek państw strefy euro wynikające z zaostrzenia polityki pieniężnej.
Analitycy zauważają, że na decyzje Europejskiego Banku Centralnego, w tym nawet gołębich jego członków, wciąż wpływają żywe jeszcze wspomnienia z 2022 roku, kiedy manipulacje Rosji na rynku energii po ataku na Ukrainę wywołały rekordowy wzrost inflacji, a EBC został oskarżony o „zbyt opieszałą reakcję”. Wtedy stopa depozytowa ostatecznie osiągnęła 4%, a następnie była obniżana od połowy 2024 roku.
Tym razem więc bankowcy z EBC uważnie przyglądają się oczekiwaniom inflacyjnym, które znacznie wzrosły. Silne są obawy, że sytuacja pogorszy się z powodu szkód wyrządzonych infrastrukturze energetycznej w Zatoce Perskiej, a także tarć w globalnych łańcuchach dostaw. Już w kwietniu decydenci z EBC widzieli „istotne przesłanki do podjęcia decyzji” o podwyższeniu stóp procentowych, a obecnie jednomyślnie zdecydowali o podwyżce ze względu na wyższe prognozy inflacji.
„Wojna na Bliskim Wschodzie generuje presję inflacyjną, a decyzja o podwyżce stóp procentowych jest uzasadniona w wielu scenariuszach, które odzwierciedlają ewolucję szoku” – stwierdził EBC w oświadczeniu.
Ekonomiści w sumie spodziewali się tego ruchu twierdząc, że ma on na celu głównie ograniczenie oczekiwań inflacyjnych i ochronę wiarygodności EBC, zaś kilku z nich określiło to jako „podwyżkę ubezpieczeniową” – krok zapobiegawczy, który mógłby zostać odwrócony, gdyby presja cenowa osłabła.
Prezes EBC Christine Lagarde jednak zdecydowanie temu zaprzecza.
„Zupełnie nie tak prowadziliśmy naszą dyskusję. Będziemy uważnie monitorować wszelkie dalsze konsekwencje tego poważnego szoku energetycznego” – powiedziała na konferencji prasowej, dodając, jak zwykle ostatnio zresztą, że decyzje będą zależeć od napływających danych.
Rynki finansowe w obecnej sytuacji wcale nie są pewne co zrobi EBC, bowiem mimo stwierdzeń większości traderów spodziewających się dwóch kolejnych podwyżek stóp procentowych w nadchodzącym roku, z których kolejna nastąpi już we wrześniu, część analityków nastawia się na ograniczone zacieśnianie polityki pieniężnej.
„Istnieje ryzyko wzrostu inflacji, ale istnieje również ryzyko spadku wzrostu gospodarczego. Jeszcze jedna podwyżka we wrześniu i to wszystko” – powiedział Mark Wall, główny ekonomista ds. Europy w Deutsche Bank.
Jednak nowe prognozy Europejskiego Banku Centralnego optymistyczne nie są. Wskazują one na 3% inflację w obecnym roku, 2,3% w 2027 r. i 2,0% w 2028 r. W tym momencie obecny scenariusz jest niemal tożsamy z negatywnym scenariuszem marcowym, tym bardziej, że prognozy wzrostu na lata 2026 i 2027 zostały obniżone o 10 punktów bazowych, a przewidywania na 2028 r. podniesiono z kolei o tyle samo.
Konsumenci, firmy i inwestorzy finansowi patrzą też mniej optymistycznie na podwyżki cen, chociaż oczekiwania średnioterminowe pozostają bliskie celu EBC i dalekie od poziomów po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.
W efekcie nie wszyscy ekonomiści są przekonani o zasadności podwyżki stóp: niektórzy ostrzegają, że EBC ryzykuje zbytnie ochłodzenie gospodarki, która już teraz płaci wysoką cenę za konflikt w Iranie.
Paul Donovan, główny ekonomista w UBS Global Wealth Management, stwierdził, że EBC popełnia „błąd” i tkwi w „nieprzydatnym nastawieniu na rok 2022”, odnosząc się do odbicia inflacji, które nastąpiło po lockdownie związanym z COVID-19. Podobnie ocenia postępowanie EBC Holger Schmieding z Berenberg, który nazwał je błędem politycznym”, biorąc pod uwagę stagnację na rynku pracy i słaby popyt konsumpcyjny.
„W obliczu postępującego spadku popytu, nieunikniony, tymczasowy wzrost cen… wydaje się mało prawdopodobny, aby przerodził się w długotrwały problem inflacyjny, który wymagałby podniesienia stóp procentowych” – napisał w notatce.
Według analityków zapytywanych przez Reutersa zaledwie 40% podmiotów spoza sektora finansowego podniosło ceny lub planowało to zrobić, co stanowi mniej więcej połowę firm, które to zrobiły w 2022 roku, gdy wojna na Ukrainie wywindowała do bardzo wysokich poziomów ceny energii.
Jednak ton komunikatów EBC jest zdecydowanie ostrzejszy niż nawet było to wiosną br. Główny ekonomista Philip Lane – zazwyczaj postrzegany jako „gołąb” inflacyjny – stwierdził, że szok związany z wojną z Iranem może mieć szerszy zakres niż kryzys na Ukrainie, ponieważ dotyka globalnych rynków energii, a nie przede wszystkim Europy.
Co ciekawe, banki centralne krajów G7 na razie prezentują postawę zachowawczą. Bank Kanady w środę utrzymał stopy bez zmian. W przyszłym tygodniu Rezerwa Federalna i Bank Anglii prawdopodobnie również utrzymają dotychczasowe stopy procentowe, a Bank Japonii prawdopodobnie będzie kontynuował stopniowe zacieśnianie polityki pieniężnej rozpoczęte w zeszłym roku.






