Ponad 900 podejrzanych przypadków, w tym 101 potwierdzonych, ponad 200 zmarłych – taki jest obecny bilans epidemii wirusa Ebola. Epidemia się rozszerza i obejmuje nie tylko Demokratyczną Republikę Konga, ale i Ugandę oraz Sudan Południowy. Istnieje groźba, że obejmie i inne kraje afrykańskie. Może też przedostać się do USA i Europy. Jest jednak nadzieja na terapię w przypadku tej choroby, na którą żadnych terapii dotychczas nie było, a śmiertelność jest wyjątkowo wysoka.
Jak ujawnił szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus ostatnio dane pokazały 101 potwierdzonych przypadków zakażeń wirusem Ebola szczepu Bundibugyo przy 900 podejrzanych, z których zapewnie większość okaże się kolejnymi zakażeniami. Zakażenia nastąpiły w 11 strefach zdrowia obejmujących obecnie trzy wschodnie prowincje Konga. Dane regionalne wskazują, że łączna liczba podejrzanych zgonów do 23 maja osiągnęła 210 i to tylko w Demokratycznej Republice Konga. WHO ogłosiła epidemię stanem zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym jeszcze 17 maja.
Reprezentanci resortów zdrowia krajów afrykańskich obecnie ostrzegają we wspólnym oświadczeniu, że epidemia staje się regionalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa, ponieważ przenosi się na sąsiednie kraje. Potwierdzono już zakażenia w Sudanie, istnieje zagrożenie dla Republiki Środkowoafrykańskiej, Rwandy, Burundi i Tanzanii. Sąsiednia Uganda zgłosiła w poniedziałek dwa nowe przypadki, oba z udziałem pracowników służby zdrowia. Epidemiolodzy zapytywani przez AFP ostrzegają, że przy obecnych możliwościach transportu lotniczego, jeśli nie zacznie się surowa kontrola przybywających z krajów o istotnym ryzyku zakażenia, wówczas choroba może przedostać się do USA i Europy. Kontrole pasażerów, którzy przybywają z krajów objętych epidemią rozpoczęły już lotniska w Atlancie w USA i we Frankfurcie-Flughafen i Paryżu-Charles DeGaulle oraz na podlondyńskim Heathrow.
„Kiedy epidemia zagraża rozprzestrzenianiu się transgranicznemu, staje się problemem regionalnym. A kiedy wystawia na próbę gotowość państw członkowskich, staje się odpowiedzialnością całego kontynentu” – stwierdził 25 maja podczas wirtualnego briefingu Khaled Abdel Ghaffar, minister zdrowia Egiptu.
Ebola staje się potężnym problemem w regionie, gdzie opieka zdrowotna jest rudymentarna albo nie ma jej wcale, sporą część terytorium kontrolują rebelianckie grupy zbrojne, a niestabilność rządów liczy się w dekadach. Obecnie wiadomo, że w Kongu pracownicy służby zdrowia byli w stanie skontaktować się z zaledwie około 20% zidentyfikowanych kontaktów w ciągu jednego dnia.
„Opóźnienie w wykryciu ogniska choroby oznacza, że obecnie musimy nadrabiać zaległości w bardzo szybko rozwijającej się epidemii. Zatrzymaliśmy każdą poprzednią epidemię Eboli i powstrzymamy również tę. Pytanie brzmi, jak szybko to zrobimy i ile jeszcze ofiar śmiertelnych przyniesie zanim to nastąpi” – powiedział podczas briefingu dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus.
Prezydent Republiki Południowej Afryki Cyril Ramaphosa zdecydował o przekazaniu kwoty 5 mln dolarów na rzecz Afrykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób i wezwał rządy, instytucje finansowe oraz firmy z sektora prywatnego do włączenia się w walkę z Ebolą. Egipt ma zapewnić dostawy leku przeciwwirusowego remdesiviru oraz środki ochrony osobistej i pomocy medycznej, podobnie Indie, które zadeklarowały 20 ton pomocy medycznej.
Brak pomocy lekarskiej i irracjonalne zachowania lokalnej ludności mogą doprowadzić do eksplozji epidemii – stwierdzono w trakcie briefingu. 24 maja rozwścieczony tłum wtargnął do szpitala w mieście Mongbwalu, kiedy władze odmówiły wydania ciał zmarłych do tradycyjnego pochówku, obawiając się zakażenia. Wcześniej na granicy z Ugandą w prowincji Ituri zamieszki spowodowały podpalenie namiotów przeznaczonych dla chorych na Ebolę i ucieczki pacjentów poddanych kwarantannie z ośrodka leczenia.
Jak odkryła ActionAid, organizacja charytatywna działająca na tych terenach, aż co trzeci mieszkaniec Ituri uważa, że wirus nie istnieje, wymyślili go „kolonizatorzy i bogaci, żeby ograbić miejscowych”.
„Nie walczymy tylko ze śmiertelnym wirusem, walczymy z mitami, strachem i głęboko zakorzenioną podejrzliwością” – powiedziała w oświadczeniu Saani Yakubu, dyrektor ActionAid DRC.
W trakcie spotkania Kampali stolicy Ugandy stwierdzono, że nieszczelne granice oraz duże migracje ludności również zwiększają ryzyko transgranicznej transmisji wirusa. Obecnie, jak twierdzi Jean Kaseya, dyrektor generalny Africa CDC epidemią Eboli zagrożonych jest dziesięć krajów afrykańskich, a zapobieganie będzie trudne ze względu właśnie na mobilność regionalną oraz luki w nadzorze i możliwościach diagnostycznych. Są już także chorzy z krajów zachodnich – Amerykanin, misjonarz dr Peter Stafford, zakażony podczas opieki nad pacjentami z Ebolą w Kongo został ewakuowany na leczenie do Niemiec. Są też osoby z kontaktów wysokiego ryzyka, które zostały przeniesione do Niemiec i Czech.
„Kiedy mówimy o granicach, spójrzmy na granice między Demokratyczną Republiką Konga a Ugandą, między Demokratyczną Republiką Konga a Sudanem Południowym. Ludzie pracują i mieszkają po obu stronach granicy – rano są w jednym kraju, wieczorem w innym” – powiedział Kaseya na briefingu.
Co gorsza, Bundibugyo to rzadki szczep wirusa Eboli, nie istnieją nie tylko szczepionki, ale i zatwierdzone leki pierwszego wyboru do terapii pacjentów. Śmiertelność jest bardzo wysoka wynosząc w pierwszej fazie zakażeń nawet 90%, później przybywa osób, które pokonały infekcję. Jedynymi stosowanymi lekami są te, które łagodzą objawy choroby.
Jednak istnieje możliwość, że Ebolę uda się ograniczyć i nie doprowadzać do wybuchu lokalnych epidemii, zagrażających szybkim rozszerzeniem ognisk na obszary transgraniczne. Według Światowej Organizacji Zdrowia może bowiem pomóc w tym eksperymentalna tabletka przeciwwirusowa Gilead Sciences, obeldesivir, która jest „obiecującą opcją”. Możliwe jest także sporządzenie w ciągu 6-9 miesięcy działającej szczepionki.
Według Medscape, zajmujący się wirusem Ebola prof. Thomas Geisbert z University of Texas Medical Branch w Galveston, który opracował m.in. szczepionki Ervebo firmy Merck przeciwko wirusowi Ebola ze szczepu Zaire, współpracował z Gilead nad obeldesivirem.
Zespół Geisberta pracował nad terapią na szczepy Ebola Zaire i Ebola Sudan – dwa z czterech szczepów wirusa Ebola, które infekują ludzi – oraz na spokrewniony wirus Marburg, zwykle przenoszony przez małpy. Jednak zespół ten nie zajmował się szczepem Bundibugyo.
Obeldesivir okazał się skuteczny w zapobieganiu wirusowi Ebola Sudan u zwierząt i w 80-100% chronił przed wirusami Marburg i Ebola Zaire. Lek nie był testowany w obecnym szczepie wywołującym epidemię, nie ma też dokładnych danych co do jego skuteczności w stosunku do osób, które już wykazały objawy Eboli.
Obeldesivir był używany w pandemii i został przetestowany na setkach osób z COVID-19 w badaniu fazy późnej. Prof. Thomas Geisbert powiedział agencji AP, że „potencjalnie może mieć zastosowanie” w walce z Ebolą jako rozwiązanie tymczasowe w celu stłumienia epidemii do czasu opracowania szczepionek.
Gilead, według rzeczniczki firmy Ashleigh Koss, jest w kontakcie z globalnymi i regionalnymi organami ochrony zdrowia i dopracowywane są testy obeldesiviru. Inną opcją terapii może być opracowany także przy współpracy prof. Geisberta i dr. Jamesem Crowe z Vanderbilt Vaccine Center eksperymentalny koktajl przeciwciał o nazwie MBP134. Jest on obecnie licencjonowany przez firmę Mapp Biopharmaceutical z San Diego.
Mapp, firma, która opracowała terapie antygenową ZMAPP podczas epidemii wirusa Ebola w Afryce Zachodniej w latach 2014-2016 obecnie współpracuje z Urzędem ds. Zaawansowanych Badań i Rozwoju Biomedycznego (BARDA) i testuje terapię, która w założeniu ma zwalczać wiele szczepów wirusa Ebola, w tym Ebola Sudan, Zaire i Bundibugyo.
Jej podstawą są przeciwciała wyizolowane z krwi osoby, która przeżyła gorączkę Ebola oraz podobne, wytworzone już sztucznie. Zespół prof. Geisberta testował nową terapię na małpach zakażonych Bundibugyo odczekując 7 dni do wystąpienia objawów u zwierząt i następnie podając im terapeutyk.
„To naśladowanie sytuacji i osoby, która wchodzi do kliniki. Według naszych wyników udałoby się nam ochronić pięć lub sześć osób przed śmiertelną chorobą, więc to było całkiem przekonujące” – powiedział Geisbert, dodając, że uważa, że produkt jest silnym kandydatem do leczenia zakażonych Bundibugyo.
Być może lek jest nawet w użyciu, bowiem prezes firmy Mapp, Larry Zeitlin, stwierdził w mailu do agencji Reuters, że nie może ujawnić, czy terapia jest stosowana w leczeniu zakażonych Amerykanów w Europie.






