ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
poniedziałek, 25 maja, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Rosja narzuca sankcje Armenii

Rosja narzuca sankcje Armenii

Rosja narzuca własne sankcje na Armenię. Przyczyną jest armeńska krytyka wojny na Ukrainie, działań władz Rosji wobec obywateli i chęć wyjścia Armenii z Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Wobec obstrukcji Moskwy Armenia liczy na inne niż rosyjskie, europejskie rynki zbytu dla swoich produktów.

Rospotrebnadzor, czyli Federalna Służba Nadzoru Ochrony Praw Konsumentów i Dobrobytu Człowieka twierdzi, iż napoje alkoholowe z Armenii nie spełniają rosyjskich „wymagań dotyczących jakości i zdrowotności” i w związku z tym nakazała wstrzymanie ich sprzedaży. Zakaz objął alkohole trzech producentów: VEDI-ALCO, fabryki brandy Abovyan oraz domu winiarsko-koniakowego Shakhnazaryan. Są to jedni z największych producentów alkoholi w Armenii.

Lista objęła półsłodkie czerwone wino Getap Vernashen i wytrawne białe wino Vedi Alco z linii ARNI Legends, Armenian Cognac 5 Stars oraz siedmioletni koniak Shakhnazaryan XO. Rospotrebnadzor nie wyspecyfikował w jaki sposób miałyby one nie spełniać rosyjskich wymagań „dotyczących jakości i zdrowotności”, ale poinformował importerów i organizacje handlowe o wstrzymaniu sprzedaży i konieczności wycofania tych produktów z obrotu.

Na początku kwietnia Rosalkogoltobakkontrol (Federalna Służba ds. Alkoholu, Tytoniu i Kontaktów z Tytoniem) zakazała działalności w Rosji firmie Proshyan Brandy Factory, która importowała ormiański koniak. Agencja stwierdziła, że ​​w próbkach produktu wykryto alkohole niepochodzące z winogron, skład „nie odpowiadał podanej nazwie”, czyli nie mógł być uznany za koniak czy nawet brandy oraz że naruszono przepisy techniczne dotyczące produkcji i przechowywania. Na rosyjskich forach ekonomicznych stwierdzono jednak, że choć podrabianie alkoholi występuje „niemal w każdym przypadku alkoholu znanej marki”, to Rosalkogoltobakkontrol nie zwraca uwagi na firmy rosyjskie, które dodają do brandy barwniki spożywcze, a niektóre z owych brandy czy koniaków, zwłaszcza tańsze z nich, to „po prostu kiepskie wina rozcieńczone spirytusem, odstawione na pewien czas do wymieszania i barwione”.

Co ciekawe, jeszcze 22 maja Rospotrebnadzor podjął dokładnie takie same kroki wobec wody mineralnej z Armenii. Już niemal miesiąc wcześniej, bo 28 kwietnia agencja poinformowała, że podjęła decyzję o wycofaniu ze sprzedaży 338 000 butelek wody Jermuk z datami produkcji 17 lutego 2026 r. i 5 marca 2026 r. zostało wycofanych ze sprzedaży. Armeńska woda mineralna o tej nazwie jest produkowana przez Jermuk Group, w której pewne udziały mają także obywatele rosyjscy, co dodaje sprawie pikanterii. Łącznie, jak stwierdził na początku maja „Kommiersant”, ograniczenia te dotyczyły „tylko pewnych partii tych produktów z 11 różnymi datami produkcji”.

W połowie kwietnia Rospotrebnadzor ogłosił zaostrzenie kontroli fitosanitarnych na granicy i złożył skargi na różne produkty z Armenii, w tym kwiaty, owoce i warzywa oraz ryby.

22 maja agencja wydała komunikat o wprowadzeniu całkowitego zakazu sprzedaży armeńskiej wody mineralnej Jermuk na terenie Rosji. W produktach firm miano wykryć nadmierne poziomy wodorowęglanów oraz jonów chlorków i siarczanów. „Wprowadzające w błąd informacje na temat właściwości leczniczych produktu mogą prowadzić do nieskuteczności leczenia i pogorszenia stanu zdrowia” – poinformował Rospotrebnadzor.

Jak dodano w komunikacie, „nie odpowiada to informacjom na etykiecie i narusza wymogi przepisów technicznych Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej”. Decyzja miała zostać wprowadzona w życie „ze względu na konieczność podjęcia pilnych działań w celu zapobieżenia ewentualnym zagrożeniom dla życia i zdrowia obywateli Federacji Rosyjskiej”.

„Wyniki dotrą do konsumentów dopiero po zakończeniu kontroli” – obiecał Rewaz Jusupow, zastępca dyrektora generalnego Centralnego Centrum Badawczo-Produkcyjnego, państwowego systemu etykietowania „Uczciwy Znak”.

Zakaz sprzedaży jest jednak „bezterminowy”.

„Ta woda jest zupełnie normalna i nawet o wiele lepsza niż wiele wód sprzedawanych jako mineralne produkowanych w Rosji, do których jakoś Rospotrebnadzor nie ma zastrzeżeń” – stwierdził ironicznie jeden z internautów, określający się jako przedstawiciel handlowy jednej z rosyjskich firm importu żywności, na grupie gospodarczej komunikatora Telegram.

Jest jednak jednoznaczne, czemu nie zaprzeczają nawet rosyjscy analitycy, że Moskwa nakłada ograniczenia na towary armeńskie w związku z ochłodzeniem relacji z tym krajem. Najpierw prezydent Rosji Władimir Putin Putin mówiąc o chęci członkostwa Armenii w UE stwierdził, że Erywań powinien „pamiętać o losie Ukrainy” i przeprowadzić referendum w sprawie przystąpienia do UE i wyjścia z Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Dopiero wtedy możliwe będą jakiekolwiek rozmowy o „łagodnym, inteligentnym i korzystnym dla obu stron rozwodzie”.

Potem przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin nazwał premiera Nikola Paszyniana „nieuczciwym” i „nikczemnym” za przyjęcie przez parlament Armenii ustawy inicjującej proces akcesyjny do UE i uznającej jurysdykcję Międzynarodowego Trybunału Karnego, który wydał nakaz aresztowania Władimira Putina.

Na koniec Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu oskarżył ormiańskie władze o „celowe pogarszanie warunków dla rosyjskich podmiotów gospodarczych” oraz o „wyraźnie nieprzyjazne” działania w związku z udzieleniem prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu platformy na szczycie w Erywaniu i rozpatrywanie możliwości ekstradycji obywateli rosyjskich do państw trzecich, co prawdopodobnie dotyczyło znanych z akcji w Europie Środkowej i Zachodniej funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu, których wcześniej widywano często w Erywaniu.

Cała awantura rozpoczęła się od spotkania premiera Armenii Nikoli Paszyniana z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

„Wiecie, Armenia jest krajem demokratycznym. Na przykład nasze media społecznościowe są w 100% darmowe. Nie ma żadnych ograniczeń” – powiedział na tym spotkaniu Paszynian. Jak dodał, Armienia jest zaangażowana w zbliżenie z Unią Europejską, zaś zamroziła swoje członkostwo w kierowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym OUBZ zapewniającej Moskwie wpływ na wewnętrzną politykę państw dawniej będących częścią ZSRR. OUBZ była bowiem bezczynna w czasie wojny w Górskim Karabachu.

Trzy tygodnie po tych rozmowach zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji Aleksiej Szewcow ostrzegł, że Armenia nie może być członkiem zarówno Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, jak i Unii Europejskiej i roztoczył apokaliptyczny obraz zniszczenia gospodarki tego kraju, jeśli wystąpi on z Euroazjatyckiej Unii.

„Ogólnie rzecz biorąc przystąpienie do UE będzie kosztować Armenię, według najbardziej skromnych i ostrożnych szacunków, około 23% jej PKB, a drastyczny spadek rynku pracy i rosnąca inflacja doprowadzą do znacznego obniżenia poziomu życia. Konsumpcja krajowa spadnie o ponad 20%” – stwierdził Szwecow.

Analitycy ormiańscy zauważają jednak, że Rosja wykorzystuje po prostu Armenię w Unii Euroazjatyckiej narzucając jej swoje regulacje, żądając wpuszczenia rosyjskich podmiotów do ormiańskiej gospodarki na preferencyjnych zasadach i nie oferując w zamian nic „poza możliwością sprzedaży niewielkiej części ormiańskich produktów rolnych na rosyjskim rynku”. Ekipa premiera Paszyniana liczy na zgodę UE na eksport ormiańskich produktów do krajów Unii Europejskiej „bez dodatkowych regulacji celnych”. Na przeszkodzie stoją jednak koszty transportu, które mogą być dla takich produktów, jak woda mineralna, trudne do uniesienia. Ormiańscy analitycy przypominają tu problemy, jakie ma Gruzja ze swoją wodą mineralną „Borjomi”, znaną od dziesięcioleci na Zachodzie, a mimo to z problemami ze sprzedażą ze względu na cenę, którą determinują właśnie koszty transportu.