Analiza ISBiznes.pl: UE może odpowiedzieć Trumpowi cłami, ale chce tego uniknąć

Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej
SEG 2025

Unia Europejska ma różne opcje by odpowiedzieć na cła wzajemne, jakie ma wdrożyć prezydent USA Donald Trump. Jednak chce tego uniknąć i stawia na rokowania. Tyle że po stronie USA na razie nie widać chęci porozumienia, a analitycy ostrzegają, że niezależnie od zapowiedzi prezydenta Trumpa może się skończyć na 20% cłach na niemal cały import do Stanów Zjednoczonych.

Unia Europejska może odpowiedzieć cłami retorsyjnymi, jeśli prezydent USA zrealizuje swoją groźbę i wprowadzi cła wzajemne, jednak obecnie chce uniknąć wojny handlowej, do czego te kroki mogłyby doprowadzić.

„Niekoniecznie chcemy odpowiadać. Jeśli będzie to konieczne, mamy silny plan odpowiedzi i z niego skorzystamy” – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Problem, jak zauważają analitycy, leży nie tylko w tym, że ekipa prezydenta Trumpa chce nakładać cła na większość importu, ale w tym jak Biały Dom i jego doradcy postrzegają systemy podatkowe i celne innych krajów. I tak dla nich podatek od wartości dodanej, czyli VAT istniejący we wszystkich krajach Unii Europejskiej jest kolejnym cłem, mimo iż ma zastosowanie zarówno do towarów krajowych, jak i importowanych. Dodatkowo Amerykanów rażą przepisy UE postrzegane jako przeszkoda dla ich eksporterów, takie jak podatki cyfrowe, wymogi środowiskowe lub właśnie VAT.

Blok „nieprzejednanych” w Unii, któremu przewodzi Francja, wezwał do rozważenia instrumentu antyprzymusowego. Jest to „opcja nuklearna” bowiem w założeniu uderza w kraje, które stosują środki przymusu handlowego i gospodarczego. Wykorzystanie go doprowadzi niemal na pewno do ograniczeń w handlu i usługach, a także niektórych prawach własności intelektualnej, bezpośrednich inwestycjach zagranicznych i dostępie do zamówień publicznych. USA wtedy na pewno odpowiedzą uderzeniem w wszystkie kategorie importowe z UE co po obu stronach konfliktu doprowadzi do długotrwałej i bolesnej recesji.

W tej sytuacji Ursula von der Leyen nie tai, że celem dyplomacji unijnej jest „rozwiązanie negocjowane” po ogłoszeniu nowych taryf celnych. Oczekuje się, że wejdą one w życie równolegle z dodatkowymi cłami w wysokości 25% na wszystkie samochody importowane do USA i 25% cłami na import stali i aluminium pochodzący od wszystkich eksporterów, niezależnie od lokalizacji. W związku cłami na metale Unia przygotowuje cła odwetowe, celowane na towary amerykańskie rzędu 26 mld dolarów, co przy skali unijnego eksportu do USA już obecnie otrzymało nazwę „odpowiedzi honorowej”.

Z drugiej jednak strony przewodnicząca Komisji Europejskiej przypomniała Amerykanom, że wiele ich wielkich firm technologicznych zależnych jest od europejskiego biznesu a nawet europejskich technologii, co Komisja może wykorzystać w ramach środków odwetowych. Mogłaby także wykorzystać różnego typu instrumenty prawne, aby ograniczyć dostęp do kontraktów rządowych lub sprzedaży reklam cyfrowych. A ten rynek wart jest około 100 mld euro.

„Europa ma wiele kart. Od handlu po technologię i wielkość naszego rynku. Ale ta siła opiera się również na naszej gotowości do podjęcia zdecydowanych środków zaradczych. Wszystkie instrumenty są na stole” – stwierdziła von der Leyen.

Z drugiej strony jak doniósł Bloomberg i AFP, Komisja pracuje nad „arkuszem warunków” potencjalnego porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi po wejściu w życie nowych ceł. Arkusz ten miałby określić obszary do negocjacji w sprawie ceł, wzajemnych inwestycji ze Stanami Zjednoczonymi, a także złagodzenia niektórych przepisów i norm.

Problem w tym, że „ucieranie” wspólnego stanowiska 27 krajów z Unii przy oporze Węgier, Słowacji Włoch, ewidentnie stawiających na porozumienie z USA lub na porozumienie z USA i Rosją, bez żadnych warunków wstępnych, zajmie sporo czasu. Tego czasu nie ma, bo ministrowie handlu UE spotkają się dopiero 7 kwietnia w Luksemburgu, aby rozpocząć dyskusję na temat sposobu reakcji Unii na pakiet ceł Trumpa i zacząć trudne rozmowy o wspólnym stanowisku. Sprawę pogarsza fakt, że Donald Trump ogłosił dodatkowo cła sektorowe na produkty farmaceutyczne, półprzewodniki i drewno. Jednak nie jest jasne, kiedy zostaną nałożone.

Jak powiedział ISBiznes.pl wysoki urzędnik unijny, „największym problemem w cłach Trumpa jest to, że nie tylko nie wiadomo, kiedy zostaną wprowadzone, ale też co tak naprawdę obejmą”.

Oprócz wzajemnych taryf i podatków na samochody i niektóre części Trump ogłosił również inne cła sektorowe na produkty, w tym drewno, produkty farmaceutyczne i półprzewodniki. Nie jest jasne, kiedy te dodatkowe cła zostaną nałożone.

Według prezydenta USA budowany przez niego „mur celny” ma zachęcić zagranicznych producentów lub amerykańskie firmy działające za granicą do przeniesienia produkcji do USA i zatrudniania amerykańskich pracowników, co ma zwiększyć zatrudnienie w klasie średniej, w której Republikanie liczą na pozyskanie nowych wyborców. Ponadto z ceł ma zostać sfinansowane obniżanie podatków zwłaszcza dla korporacji.

W ostatniej fazie rokowań pod koniec marca Unia Europejska zaproponowała Stanom Zjednoczonym USA umowę o obniżeniu ceł na towary przemysłowe, w tym samochody, wraz z możliwością zwiększenia importu amerykańskich towarów, takich jak soja i skroplony gaz ziemny. Jednak komisarz ds. handlu i bezpieczeństwa gospodarczego Maros Sefcovic, który próbuje rozmawiać na ten temat z Amerykanami „nie znalazł tam chęci porozumienia”.

Europejskie firmy i urzędnicy unijny są zaniepokojeni efektem szoku w relacjach handlowych UE-USA jaki nastąpi, jeśli Amerykanie naprawdę wprowadzą zaporowe cła. Tymczasem zagrożenia ze strony Rosji na wschodniej flance Europy są coraz wyraźniejsze, a Chiny nie zamierzają otworzyć swojego rynku zalewając za to inne kraje tanim eksportem.

„To największa i najlepiej prosperująca relacja handlowa na świecie. Byłoby lepiej dla nas wszystkich, gdybyśmy mogli znaleźć konstruktywne rozwiązanie. Nasze przesłanie jest jasne: Europa jest niezawodna, przewidywalna i otwarta na uczciwy biznes” – zauważyła von der Leyen.

Jednak Europa chce się zabezpieczyć i zdywersyfikować swoje relacje handlowe. Oprócz umów zawartych z 76 krajami, UE niedawno zakończyła rozmowy z Meksykiem i Szwajcarią i zamierza sfinalizować do końca roku umowę z Indiami. Na stole jest też umowa z południowoamerykańskim blokiem wolnego handlu Mercosur, ale ta umowa wywołuje potężne protesty w całej Unii ze względu na zagrożenie unijnego rolnictwa tanią żywnością z Południowej Ameryki wytwarzaną poza kontrolą surowych przepisów unijnych, których muszą przestrzegać europejscy producenci rolni.

Tymczasem według Washington Post mimo różnych przewidywanych stawek celnych, nawet po ich ogłoszeniu, wszystkie plany taryf celnych mogą się skończyć na wprowadzeniu 20% ceł na większość towarów importowanych do Stanów Zjednoczonych. Taki program opracowali doradcy Białego Domu oraz Departamentu Handlu. Prezydent Trump już określił 2 kwietnia jako „Dzień Wyzwolenia”, w którym zostanie nałożonych szereg nowych ceł, które mogą spowodować ogromne problemy w globalnym systemie handlowym. Już obecnie martwią się nimi firmy i inwestorzy a nawet konsumenci obawiając się potężnego impulsu inflacyjnego i pchnięcia zarówno USA, jak i Unii Europejskiej w stronę recesji.

Trump zauważył ponadto, że poza 25% cłami na importowane samochody, które wejdą w życie 3 kwietnia, zostaną wprowadzone także cła wzajemne, które obejmą wszystkie kraje, które nakładają bądź nałożyły cła na towary amerykańskie. Ponadto ceł może spodziewać się każdy kraj, który „potraktował Amerykę niesprawiedliwie”, co jednak nie jest żadną określoną kategorią.

Jak miał stwierdzić wysoki urzędnik francuski związany z resortem finansów tego kraju, Trump jest „pokerzystą, który licytuje bardzo wysoko licząc, że przeciwnik się przestraszy i powie pas”.

„Ale poker nie jest specjalnie ceniony jako gra w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza handlowych” – dodał.

Tymczasem Biały Dom i doradcy rozważają plan, w którym niezależnie od stawek celnych ogłoszonych 2 kwietnia ostatecznie zostałyby wprowadzone 20% cła na każdy produkt pochodzący z każdego kraju, bez żadnych ukierunkowanych podejść do krajów-eksporterów. Miałoby to przynieść nawet do 6 bln dolarów dochodu, co pozwoliłoby na duży spadek podatków.

Argumentacja Trumpa w kwestii ceł jest następująca: umowy o wolnym handlu skrzywdziły w ciągu ostatnich dziesięcioleci amerykańskich producentów i pracowników, bowiem obniżyły bariery w globalnym handlu i spowodowały wzrost rynku towarów importowanych w USA do 3 bln dolarów. Rosnący import wiąże się z tym, co Trump uważa za rażącą wadę: dużą nierównowagę w handlu między USA a światem z deficytem handlowym przekraczającym 1,2 bln dolarów.

Tej argumentacji nie przyjmują ekonomiści na całym świecie – także amerykańscy – stwierdzając, że wysokie cła podniosą ceny w kraju i za granicą uderzając w światową gospodarkę. Według Yale University Budget Lab 20% dodatkowe cło nałożone na te już nałożone cła kosztowałoby przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe co najmniej 3400 dolarów dodatkowych wydatków rocznie.

Efektem chaotycznej polityki gospodarczej Trumpa jest podwyższenie zagrożenia recesją w obecnym roku przez JP Morgan do 35%. Jeszcze w styczniu JP Morgan oceniał to zagrożenie na 20%. Niektóre banki idą nawet dalej oceniając to zagrożenie na 40%. Inwestorzy są tak zaniepokojeni „brakiem jasnego kursu”, jak stwierdził guru inwestowania Warren Buffet, że przez miesiąc trwała agresywna wyprzedaż akcji, przez co z rynku wyparowało do połowy lutego około 5 bln dolarów.

Co istotne, gospodarka USA traci dynamikę zaś seria badań przedsiębiorstw i gospodarstw domowych wykazała słabnące zaufanie do perspektyw gospodarczych. Konsumenci i firmy boją się wzrostu inflacji z jednoczesną recesją i zdemolowania rynku pracy. Powtarzają się odniesienia do Wielkiego Kryzysu końca lat 20. i początku 30. XX wieku.

Ryzyko jednak zaczyna ekspandować globalnie. Badania przedsiębiorstw w Azji wykazały osłabienie aktywności fabryk, ponieważ tamtejsi inwestorzy przewidują spowolnienie globalnego popytu i możliwość wystąpienia wojny handlowej. W Europie z kolei analitycy wyrażają obawy, że wzrost zamówień w przemyśle spowodowany jest próbą wyprzedzenia ceł Trumpa, co oznaczałoby natychmiastowy spadek po ich wprowadzeniu i długotrwałą niepewność skutkującą zamrożeniem aktywności przemysłowej na niskim poziomie. Cyrus de la Rubia, główny ekonomista Hamburg Commercial Bank, uważa jednak, że jakaś reakcja „​​w nadchodzących miesiącach” na pewno wystąpi. Ironiczny komentarz jednego z analityków biznesowych dużego szwedzkiego banku pointuje całą sytuację stwierdzeniem, że „wysokie cła jeszcze nie uratowały żadnej gospodarki, którą toczy kryzys strukturalny”, a ślady takiego kryzysu można znaleźć w gospodarce USA, „o czym jednak głośno się nie mówi”.