ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
poniedziałek, 18 maja, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Analiza ISBiznes.pl: Atom priorytetowy, ale jednak po grudzie

Analiza ISBiznes.pl: Atom priorytetowy, ale jednak po grudzie

Politechnika Warszawska i Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) podpisały umowę o współpracy i partnerstwie umożliwiającą kształcenie przyszłych inżynierów, techników i specjalistów energetyki jądrowej. W tle polska energetyka jądrowa, która bardzo powoli posuwa się do przodu hamowana przez spór pomiędzy firmami wybranymi jako partnerzy technologiczni i prototypowość proponowanych rozwiązań.

W lutym 2021 roku opublikowano Politykę Energetyczną Polski do 2040 r. Po aktualizacji w marcu br. zakłada ona oddanie do 2033 roku pierwszego bloku elektrowni jądrowej o mocy 1-1,6 GW oraz wdrażanie następnych co 2-3 lata. Cały program jądrowy ma zamknąć się w sześciu blokach o docelowej mocy 6-9 GW, przy czym ostatnio wymienia się raczej tę drugą cyfrę. Obecnie najważniejszym i najbardziej zaawansowanym programem jest budowa i konstrukcja elektrowni atomowej w gminie Choczewo na Pomorzu. To program rządowy, partnerem w nim jest właśnie PEJ, zaś jako partnerów technologicznych, odpowiedzialnych za koncepcję, konstrukcję i samą budowę wybrano firmy Westinghouse Electric Company i Westinghouse Electric Poland (Westinghouse) oraz ich partnera – Bechtel. W elektrowni zostaną zainstalowane reaktory AP1000 konstrukcji Westinghouse o mocy do 3750 MWe.

Obecna umowa pomiędzy Politechniką Warszawską i Polskimi Elektrowniami Jądrowymi dotyczy właśnie tego projektu.

„Pierwsza elektrownia jądrowa będzie największą inwestycją w sektorze energetyki i w historii Polski. Elektrownia na Pomorzu może pokryć zapotrzebowanie na prąd nawet 12 mln gospodarstw domowych w Polsce. Skala inwestycji związanych z energetyką jądrową w Polsce może przełożyć się na wzrost gospodarczy o blisko 1% PKB. W kontekście gospodarczym elektrownie jądrowe zahamują wzrost kosztów energii dla odbiorców, a nawet mogą je obniżyć dla odbiorcy końcowego. Nawet 70% wartości inwestycji w energetykę jądrową może zostać zrealizowane przez polskie firmy. Polski przemysł może uczestniczyć w inwestycji w minimum 40% wartości budowy pierwszego bloku jądrowego i w przyszłości ten udział będzie systematycznie rósł. Bardzo potrzebujemy polskich inżynierów, którzy będą uczestniczyć w procesie budowy polskich elektrowni jądrowych” – tak skomentowała tę umowę Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska.

„Liczymy, że Politechnika Warszawska pomoże w realizacji tego zadania. Będziemy potrzebować nie tylko fizyków i specjalistów od IT, ale także prawników, ekonomistów, itd. Zakończyliśmy bardzo trudne konsultacje transgraniczne z wieloma krajami w kwestii tego projektu” – stwierdził p.o. prezesa Polskich Elektrowni Jądrowych Łukasz Młynarkiewicz.

Umowa pomiędzy PEJ i PW przewiduje nie tylko współpracę szkoleniową, ale i badawczą. Obejmuje opracowanie i wdrożenie programów stypendialnych, współorganizowanie konkursów na prace naukowe czy konkursów projektowych. Co ważne w ramach umowy spółka będąca inwestorem oraz uczelnia mają wspólnie pracować nad programem studiów, a pracownicy Polskich Elektrowni Jądrowych mają nie tylko przygotować, ale poprowadzić wybrane zajęcia na uczelni w ramach studiów I i II stopnia. Spółka zobowiązała się też do organizacji płatnych staży dla najlepszych absolwentów wybranych kierunków studiów uczelni związanych z energetyką jądrową.

„Bloki jądrowe są absolutnie kluczowe dla polskiej gospodarki. Do tego jest potrzebne przygotowanie odpowiednich kadr. Nie tylko Polska rozwija energetykę jądrową w regionie, my chcemy wykorzystać to, że prawie 100 polskich firm ma już doświadczenie w sektorze i chcemy im pomóc” – powiedział w trakcie ceremonii podpisania umowy wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński. Odpowiadając mu prof. Krzysztof Zaremba, rektor Politechniki Warszawskiej zauważył, że jest pewien, iż „współpraca pomiędzy Politechniką Warszawską a spółką Polskie Elektrownie Jądrowe pozwoli na zapewnienie Polsce specjalistów najwyższej klasy, którzy nie tylko będą mogli budować bezpieczne i nowoczesne elektrownie atomowe, ale również znajdą w nich zatrudnienie jako osoby nadzorujące pracę siłowni czy utrzymujące reaktory i całą infrastrukturę w pełnej sprawności”.

Amerykańsko-koreański spór

Obecnie więc wygląda, że kadrę na potrzeby choć tego jednego projektu, powoli posuwającego się do przodu, o czym wspomniała na ceremonii podpisania minister Anna Łukaszewska-Trzeciakowska, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, uda się wykształcić, zanim Amerykanie rozpoczną instalację pierwszego reaktora. Cały program zresztą jest traktowany politycznie jako priorytetowy.

„To jeden z bardzo ważnych momentów na drodze zmiany miksu energetycznego Polski. Realizujemy to konsekwentnie nie tylko z powodu polityki klimatycznej, ale także z tego, że Polska musi mieć w przyszłości dostępną, bezpieczną, suwerenną i tanią energię elektryczną. Nie dalej jak trzy dni temu została opublikowana ustawa o inwestycjach w sieci przesyłowe i dystrybucyjne. Dostosowujemy te regulacje nie tylko, by chronić Polaków przed wojną energetyczną, bo wojna zmienia wszystko, ale także by budować ten miks, tak by był dostępny cenowo, pewny i nie tylko dla gospodarstw domowych, ale też dla przemysłu i rozwoju gospodarczego. Energia elektryczna jest krwioobiegiem gospodarki, bez niej trudno mówić o wzroście gospodarczym czy rozwoju, nie mówiąc o bezpieczeństwie. W podstawie miksu energetycznego będzie duży atom co sprawi, że w baseload będzie tania, bezemisyjna i bezpieczna energia. To się już dzieje, ten proces inwestycyjny trwa” – powiedziała minister Łukaszewska-Trzeciakowska.

Ale nawet wszystkie „zielone światła” dla rządowego projektu nie zmienią sytuacji, w której Choczewo to w najlepszym razie 38-40% mocy zaplanowanych z energetyki jądrowej. Są jeszcze dwa projekty, które mają ów miks energetyczny domknąć. Jednak los ich jest bardzo niepewny.

Fatalnie dla polskiej energetyki jądrowej wygląda spór pomiędzy koreańskim KHNP, częścią chaebola KEPCO, następną po Amerykanach firmą technologiczną, która miała zbudować następną elektrownię atomową w Polsce. Miało ty być dzieło partnerstwa publiczno-prywatnego, a całą inwestycję firmowała w PiS od września 2021 roku frakcja w rządzie i PiS związana z wicepremierem Jackiem Sasinem. Partnerami w niej byli Polska Grupa Energetyczna, ZE PAK oraz koreańskie KHNP. Wskazano nawet lokalizację – w Pątnowie, w miejscu elektrowni węglowej. Sercem elektrowni miały być koreańskie reaktory APR1400 o łącznej mocy porównywalnej z mocą elektrowni w Choczewie.

Tymczasem w październiku w spór z KHNP wszedł właśnie Westinghouse (WEC). Rozmowy obu firm na temat jego rozwiązania polubownymi metodami nic nie dały i cała sprawa została oddana do międzynarodowego arbitrażu. Pozew wziął się z tego, że Koreańczycy opracowali konstrukcję swoich reaktorów – który dalekim następcą jest APR1400 – na podstawie konstrukcji System 80 amerykańskiej Combustion Engineering (CE). Koreańczycy zbudowali najpierw na jego podstawie reaktory OPR1000, potem APR1000 i w końcu APR1400. W 1990 roku CE przejął koncern Asea Brown Boveri (ABB), zaś w 2001 roku od ABB dział projektów siłowni atomowych przejął Westinghouse razem z patentami CE. A AP1000 też wywodzi się z System 80. Westinghouse stwierdził więc, iż Koreańczycy oferując Polsce i Czechom (bo i tam miała powstać elektrownia atomowa według projektów KHNP) swój reaktor naruszyli prawa własności intelektualnej, czego dowodem jest, że kiedy sprzedawali swoje cztery APR1400 do Zjednoczonych Emiratów Arabskich porozumieli się z Westinghouse i Departamentem Energii USA. Udzielił on zgody na podzielenie się z ZEA technologią nuklearną, zaś całą sprawę omawiano nawet w Kongresie USA. Koreańczycy twierdzą za to, że APR1400 i oferowany Polsce i Czechom EU-APR1400 mają już odmienną konstrukcję i nie mają nic wspólnego z System 80.

Amerykanie z WEC jednak potraktowali sprawę wyjątkowo prestiżowo. W kwietniu br. w czasie spotkania z polskimi mediami prezes zarządu WEC Patrick Fragman przyznał, że koncern jest w sporze z mediami. „Nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji, w której kraj taki jak Polska, realizujący zasady państwa prawa, mógłby rozważać ofertę naruszającą prawa własności intelektualnej. Dla nas projekt koreański pozostaje wirtualny. Według nas koreańska elektrownia w Polsce nigdy nie powstanie” – dodał.

Nie da się ukryć, że tym samym potraktował polskie firmy i rząd mocno z góry. Prawdopodobnie to postępowanie przyniesie skutek – nieoficjalne informacje mówią o tym, iż Koreańczycy wynegocjują ugodę z Amerykanami i wycofają się z Europy, być może za np. nie tworzenie przeszkód przy inwestycjach KHNP w niektórych krajach Azji czy państwach arabskich.

Ale w ten sposób elektrownia według rozwiązań koreańskich rzeczywiście nigdy nie powstanie. Wie o tym francuska EDF, która także konkurowała w przetargu na elektrownię atomową w Polsce i której oferty w ogóle nie rozpatrywano. W marcu br. przypomniał o niej Vakis Ramany, wiceprezes EDF odpowiedzialny za międzynarodowy rozwój energetyki jądrowej, wyrażając ubolewanie, że „francuskiej oferty w ogóle nie rozpatrywano”, ale zarazem wspominając o „gotowości do rozmów z polskim rządem i firmami”. Tymczasem KHNP radzi stronie polskiej „oczekiwać na porozumienie”, co może potrwać lata i według nieoficjalnych informacji zostawić na koniec Polskę w sytuacji bez wyjścia.  Ale żeby zacząć rozmawiać z Francuzami trzeba by było porzucić całkowicie bezowocne rozmowy z Koreańczykami i rozpatrzeć ofertę francuską. Nawet jeśli to nastąpi, to i tak wszelkie harmonogramy na budowę w Pątnowie już nie istnieją.

Prototypy i kwestia bezpieczeństwa

Inaczej wygląda kwestia oferty KGHM, która jest zainteresowana budową małych reaktorów jądrowych, które stanowiłyby źródło energii dla dużych zakładów produkcyjnych i miejscowości leżących w ich pobliżu. KGHM w tym celu nawiązał współpracę z amerykańską firmą NuScale. Oferuje ona mały reaktor jądrowy SMR 77 MWe.

Otrzymał on właśnie zatwierdzenie projektu (SDA) amerykańskiego regulatora – Nuclear Regulatory Commisssion. Wniosek ten opiewa na całą instalację składającą się z 6 SMR NuScale w ramach tzw. sześciopaku VOYGR-6. Byłoby to sześć takich małych reaktorów pogrupowanych w jednolitą linię energetyczną o łącznej mocy 462 MW. VOYGR-6 można by też pakietować, czyli stawiać dowolną konfigurację sześciopaków – jeden lub więcej w zależności od zapotrzebowania. Takie rozwiązanie NuScale zaoferuje zapewne KHGM w Polsce.

Warto też wspomnieć, że do podobnego rozwiązania przymierzają się także Orlen i Synthos które chciałyby budować małe siłownie jądrowe, oparte na blokach GE Hitachi BWRX-300 o mocy 470 MWe.

Jednak przy SMR-ach, zwłaszcza prawdopodobnej inwestycji KGHM pojawiają się problemy. Jest to konstrukcja pionierska, nigdzie do tej pory nie stosowana poza reaktorami testowymi. „Sześciopak” proponowany przez NuScale to mały ciąg technologiczny sześciu reaktorów, które są w różnych stadiach pracy. Jak powiedział ISBiznes.pl, dr inż. Krzysztof Rzymkowski, ekspert MAEA, wiceprzewodniczący Komitetu Energii Jądrowej SEP, oznacza to, że przy większej liczbie reaktorów proces wymiany zbliża się do stanu pracy ciągłej, ponieważ jeden reaktor lub kilka zawsze są otwarte.

„Wymaga to stałej, całodobowej obecności inspektora MAEA. Jednocześnie przenoszenie reaktora do innego pomieszczenia związane jest z przepływem materiału jądrowego w obiekcie, co też wymaga kontroli. Dodatkową trudność identyfikacji elementów paliwowych stanowi sposób ich składowania. System zabezpieczeń reaktorów SMR musi uwzględniać różnorodność stosowanych konstrukcji reaktorów, jak na przykład budowa rdzenia, rodzaj paliwa, sposób postępowania z wypalonym paliwem, odpadami radioaktywnymi, transportem” – dodał.

I taką pionierską konstrukcję, która nigdy i nigdzie jak dotąd w energetyce nuklearnej nie była stosowana, mianoby w Polsce wdrażać. Według specjalisty – inżyniera konstrukcji pracującego w jednej z największych firm europejskich zajmujących się budową reaktorów „ten projekt ma w sobie tak wiele zasadzek, że wątpliwe jest, by powstał w określonym, zaplanowanym terminie i potem nie sprawiał problemów”.

„Według mnie system bezpieczeństwa w takiej pionierskiej instalacji będzie kosztował ogromne sumy, bo najpierw musimy stworzyć i opanować takie rozwiązanie nim dojdziemy do wniosku co w nim można zmienić, by zmniejszyć koszty” – powiedział ISBiznes.pl

Osobnym problemem jest kwestia bezpieczeństwa innego typu – ochrony infrastruktury krytycznej. Jak pokazuje wojna w Ukrainie, energetyka atomowa jest priorytetowym celem zarówno dla ostrzałów z artylerii lufowej i rakietowej, akcji sabotażowych czy sił specjalnych, czy nawet nagłych wypadów sił pancerno-zmechanizowanych dla jej przejęcia. Minister Łukaszewska-Trzeciakowska twierdzi, że nowa EJ będzie bezpieczna podobnie jak cała infrastruktura krytyczna kraju.

„Prace przy ochronie całej infrastruktury krytycznej są prowadzone. Ochrona jej czasem budzi nieco emocji, jak w Świnoujściu gdzie została zamknięta droga ku morzu. Daliśmy alternatywę, stworzyliśmy i drogę i plażę i autobusy i atrakcje na tej nowej plaży. Chronimy całą infrastrukturę krytyczną uważnie, bo nie jest to tylko jeden czy drugi terminal, nie gazoport nie naftoport, czy nawet nie energetyka atomowa, która właśnie teraz zaczyna powstawać, ale też i najtrudniejsza do ochrony infrastruktura liniowa. Dotyczy to nie tylko terytorium Polski, ale i zakresu poza terytorium naszego kraju, bo na przykład Baltic Pipe wybiega poza polskie wody terytorialne. Uważnie zajmujemy się tą sprawą” – powiedziała ISBiznes.pl Łukaszewska-Trzeciakowska

Mimo tych uspakajających dość zapowiedzi, należy jednak pamiętać, że oznacza to konieczność wydzielenia z MON odpowiednich sił, czy to w postaci Wojsk Operacyjnych, czy WOT dla osłony takiego obiektu, zaś szkolenie w zakresie ochrony EJ powinno zacząć się już dzisiaj, podobnie jak trenowana jest osłona innych obiektów infrastruktury krytycznej. Elektrownia jądrowa jest bowiem obiektem o wiele trudniejszym od innych w osłonie.