Bolt spółką publiczną w 2025 roku

Estoński start-up Bolt działający w segmencie przewozu pasażerów i dostaw żywności spodziewa się osiągnąć rentowność w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Oferta publiczna miałaby nastąpić w 2025 roku. Firma jest jedną z kilku dużych platform car sharing działających także na rynku polskim.

Bolt, który podobnie jak Uber stworzył model biznesowy oparty na wynajmie skuterów elektrycznych, car-sharingu i dostawie artykułów spożywczych, w styczniu 2022 r. pozyskał od inwestorów finansowych 628 mln euro. Obecnie został wyceniony na ponad 8 mld dolarów. Co ciekawe, jego dyrektor generalny Markus Villig, w rozmowie z inwestorami przyznał, iż sam nie ma prawa jazdy.

„Spodziewamy się, że będziemy pierwszą europejską platformą mobilności, która będzie w pełni rentowna w ciągu najbliższych 12 miesięcy” – powiedział Villig, który nie ma prawa jazdy. Jeden z najmłodszych managerów, prowadzących tak rozbudowaną firmę, 29-letni Villig zdradził, że Bolt nie planuje pozyskać zewnętrznego kapitału poprzez kolejną rundę finansowania, ale zamiast tego przygotuje się do IPO.

„Planujemy być gotowi do wejścia na giełdę w 2025 roku” – stwierdził, dodając jednak, że ostateczna decyzja będzie zależała od warunków rynkowych w tym czasie.

Co ciekawe, firma obecnie koncentruje dużą cześć działalności biznesowej w Afryce skąd pozyskuje 50 mln ze 150 mln swoich klientów.

„Spośród wszystkich krajów afrykańskich do tej pory wystartowaliśmy tylko w siedmiu (…), w ciągu najbliższych 10 lat Afryka pozostaje dla nas ogromną szansą” – zauważył Villig. Co ciekawe, Bolt szuka swojej szansy na rynkach afrykańskich także w segmencie finansowym, jako że jak stwierdził Villig „wiele osób na tym kontynencie ma większe szanse na posiadanie telefonu komórkowego niż konta bankowego i może pewnego dnia powinniśmy się tym zająć”. Firma liczy także na to, że w ciągu 2-3 lat rentowny stanie się jej biznes spożywczy. Tu istnieje spora konkurencja, np. Just Eat Takeaway.com czy Uber Eats, ale stawki za dostawę są dość wysokie, by pokryć koszty płac. Teraz ten rynek przeżywa pewne załamanie po szczycie popularności w czasach pandemii COVID-19.

Największą część przychodów stanowi car sharing. Bolt pobiera prowizję w wysokości od 20% do 23% opłaty. Może ona jednak spaść nawet do 10%, jeśli kierowcy zdecydują się na promocje, takie jak umieszczenie naklejki Bolt na swoich samochodach. Z drugiej strony Bolt i Uber są traktowani w wielu krajach przez kierowców korporacji taksówkowych jak nieuczciwa konkurencja i kierowcy nie chcą oklejać samochodów, nawet jeśli mają płacić więcej.

„Naszą filozofią nie zawsze jest bycie najtańszym kierowcą (…). Błąd, który popełniają niektóre platformy, polega na tym, że jeśli skupisz się tylko na najniższych cenach, możesz skończyć z bardzo słabą dostępnością samochodów, ponieważ kierowcy nie będą zadowoleni” – tak opisał tę działalność Markus Villig.

Według analityków tego typu platformy transportowe i dostaw mają szansę w Europie, ale aby się rozwinęły potrzebny jest powrót koniunktury. O ile bowiem car sharing może liczyć na w miarę stabilne przychody, o tyle dostawy żywności podobnie jak inne usługi, w czasie kryzysu będą redukowane.