Generał Li Shangfu, nowy minister obrony Chin, to gwarant współpracy Chin i Rosji w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego, technologii i militarnego wykorzystania Kosmosu. Ten zdolny technokrata, zarazem wierny żołnierz Xi Jinpinga to polityczny jastrząb o zdecydowanie antyzachodnich poglądach.
Nowy minister obrony Chin jest człowiekiem o życiorysie nietypowym bo wojskowego technokraty-modernizatora i zarazem świadczącym o tym, iż Biuro Polityczne KC KPCh, a właściwie posiadający ogromną i niekwestionowaną władzę Xi Jinping poważnie traktują technologiczną konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi.
Stanowisko, które Li Shangfu objął jest traktowane jako dyplomatyczne i ceremonialne w chińskim systemie politycznym. Po raz pierwszy jednak mianowano na nie generała, który ma realną władzę, od początku przychodzi do swojego resortu z gotowym programem i popiera go gremium partyjne, a właściwie człowiek obecnie samowładnie rządzący Chinami.
Jak zwrócił uwagę chiński analityk wojskowy Zhao DaShuai nominacja Li Shangfu nastąpiła równocześnie z poważną zmianą na stanowisku szefa Sztabu Generalnego, którym został Liu Zhenli. Jest to, podobnie jak jego poprzednik, generał z długoletnią karierą w Wojskach Lądowych, znajomy Li Shangfu, lojalista Xi Jinpinga i zwolennik modernizacji technicznej armii Chin, czego się o jego poprzedniku nie dało powiedzieć.
– To wygląda jak transfer władzy z Centralnej Komisji Wojskowej dotąd rządzącej wojskiem do resortu obrony narodowej. Z punktu widzenia Xi to zrozumiałe – Komisja była trudniej sterowalna, nie wszyscy w niej są jego oddanymi zwolennikami, zaś Li Shangfu będzie mógł wydawać polecenia i uzgadniać z nim działania, za które oczywiście nie on będzie odpowiadał, tylko generał-minister – powiedział ISBiznes.pl szwedzki analityk militarny zajmujący się Azją.
Życiorys Li Shangfu jest niesłychanie ciekawy, bowiem człowiek ten może być najtrudniejszym przeciwnikiem z jakim Pentagon będzie miał do czynienia w chińskim establishmencie wojskowym. Należy do „czerwonych książąt”, jego ojcem był Li Shaozhu (1911-1995), długoletni komendant wojsk inżynieryjnych i kolejowych PLA (Ludowa Armia Wyzwoleńcza Chin ang. People’s Liberation Army) – gdzie wojska te odgrywają ogromną rolę. Li senior przeżył Wielki Marsz, walkę w Wojnie Koreańskiej, był towarzyszem Mao, ale zarazem na tyle daleko, że rodzina przetrwała Rewolucję Kulturalną i kolejne czystki partyjne.
Li Shangfu wstąpił do PLA stosunkowo późno, bo dopiero kiedy zaczął studia na wojskowym Narodowym Uniwersytecie Technologii Obronnych w 1978 r., ale był na tyle zdolny, że zaraz po ich ukończeniu w 1982 r. rozpoczął pracę w Xichang Satellite Launch Center jako technik. Xichang był na początku lat 80. miejscem szczególnym, gdzie dostawali się najlepsi absolwenci szkół technicznych, rekomendacja partyjna niewiele znaczyła. Przepracował tam większość swojego zawodowego życia, był odpowiedzialny za pierwszy chiński program satelitów wojskowych, satelitarną komunikację PLA, rozpoznanie orbitalne. W grudniu 2003 r. w wieku 45 lat awansował na stanowisko dyrektora (komendanta) ośrodka w randze generała majora. Spędził na tym stanowisku 10 lat kierując chińskimi programami kosmicznymi zarówno cywilnymi, jak i wojskowymi, m.in księżycowego próbnika Chang’e 2 w 2010 r.
31 grudnia 2015 r. Li Shnagfu został niepodziewanie mianowany zastępcą dowódcy i szefem sztabu Strategicznych Sił Wsparcia PLA (PLASSF). Ten rodzaj sił zbrojnych zajmował się działaniami w Kosmosie, konstruowaniem i pozyskiwaniem chińskich rakiet międzykontynentalnych ICBM oraz strategicznych pocisków średniego zasięgu z głowicami jądrowymi, które miały być wystrzeliwane ze stanowisk naziemnych. Na tym stanowisku Li prawdopodobnie odegrał kluczową rolę w dostosowaniu do wymagań chińskich programów militarnych procesów i standardów w zakresie badań, rozwoju i pozyskiwania rakiet kosmicznych i technologii rakietowych (RD&A). Był związany także z chińskimi Siłami Cybernetycznymi i to prawdopodobnie z jego inicjatywy prowadzono niektóre cyberataki na instytucje obrony i firmy przemysłu zbrojeniowego w USA i Europie Zachodniej, a być może także w Rosji (2018 r.).
Nie wiadomo kiedy zetknął się z Xi Jinpingem, ale na tle innych wojskowych na ogół podejrzliwie nastawionych do nowego przywódcy Chin, Li wyróżnia się lojalnością wobec szefa partii. To on bowiem uruchomił w PLA nowe kampanie, takie jak wdrażanie dyrektywy Xi „dwóch ekspertów” zmuszającej oficerów, by doskonalili swoje umiejętności wojskowe i techniczne. Li Shangfu przedstawiano w tej kampanii jako wzór.
Szybko został mianowany szefem Departamentu Rozwoju Wyposażenia Centralnej Komisji Wojskowej (CMC), organu zarządzającego obronnością Chin, kierowanego przez prezydenta Xi Jinpinga. Kadencja Li w Centralnej Komisji Wojskowej uwydatniła jego powiązania z Xi, który wzmocnił swoją kontrolę nad całym wojskiem. Eksperci zapytywani przez agencję AP twierdzą, że pozycję Li wzmocniły dodatkowo powiązania Zhang Youxią, najbardziej zaufanym Xi z kręgów armijnych. Li zastąpił go na stanowisku szefa Departamentu Rozwoju. Zhang został awansowany na pierwszego wiceprzewodniczącego CMC podczas kongresu partii komunistycznej w październiku 2022 r., a Li poszedł za nim do siedmioosobowej grupy zarządzającej komisją.
„Operacyjne i technologiczne zaplecze kolejnego chińskiego ministra obrony jest szczególnie istotne, biorąc pod uwagę fakt, że PLA zamierza do 2049 r. stać się armią światowej klasy” – powiedział agencji Reuters James Char, naukowiec ds. bezpieczeństwa w S. Rajaratnam School of International Studies w Singapurze.
Li Shangfu trafił osobiście na listę sankcji nałożonych przez Departament Stanu USA na osoby współpracujące z Rosją we wrześniu 2018 r. Przyczyną był zakup w 2017 r. 10 samolotów bojowych Su-35 oraz sprzętu związanego z systemem rakiet ziemia-powietrze S-400 od głównego rosyjskiego eksportera broni – Rosoboroneksport. Nowy szef resortu obrony jest bowiem zdecydowanym zwolennikiem współpracy z Rosjanami i to mimo nałożonych na nich sankcji za inwazję na Ukrainę. Dotyczy to zwłaszcza współpracy między przemysłami obronnymi Rosji i Chin. Według ekspertów Defense Industry Daily, Li może dać Moskwie to, czego jej najbardziej brakuje – elektronikę, która choć częściowo zastąpi zachodnią i uzupełni najbardziej palące rosyjskie braki w tej dziedzinie oraz bardzo potrzebną Rosjanom amunicję wszystkich kalibrów, zwłaszcza artyleryjską 122 i 152 mm oraz rakietową 122 mm. Chińska broń jednak do Rosji nie trafi. Jest to decyzja polityczna Xi Jinpinga i zarazem, jak twierdzą analitycy z Singapuru, „gra na słabą Rosję zależną w coraz większym stopniu od chińskiej współpracy i pomocy”. Dostawy te jednak nie będą darmo. Nieoficjalne informacje mówią, iż Chińczycy żądają od Rosjan pełnej dokumentacji technicznej m.in samolotu wielozadaniowego Su-35, taktycznego bombowca Su-34, różnych typów rakiet oraz technologii, np. pancerzy czołgowych oraz silników lotniczych najnowszej generacji. Za tymi żądaniami mają stać właśnie Li Shangfu i Zhang Youxia. Na razie negocjacje utknęły w martwym punkcie, ale mogą zostać uruchomione chińskie dostawy amunicji artyleryjskiej – na razie w niewielkiej ilości, jako rodzaj zachęty dla Rosjan.
Kadencja nowego ministra obrony rozpoczyna się w chwili największego jak do tej pory kryzysu w stosunkach pomiędzy Chinami i USA, gdzie Stany Zjednoczone naciskają przywrócenie dialogu wojskowego i komunikacji. Kryzys ten spowodowały loty chińskich balonów, które Chińczycy nazywali „meteorologicznymi”, natomiast USA oświadczyły, że służyły do wojskowego rozpoznania i podsłuchiwania amerykańskiej komunikacji oraz sierpniowa wizyta na Tajwanie Przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi. Tymczasem Li Shangfu jest jastrzębiem – uważa, że Chiny nie tylko mogą poważyć się na technologiczną rywalizację z USA, ale też w sprzyjających okolicznościach ją wygrać, spychając Amerykę na pozycje zajmowane obecnie przez Rosję. Właśnie dzięki modernizacji Sił Zbrojnych, zwłaszcza od strony cybernetycznej i aerokosmicznej.
Niektórzy badacze zajmujący się bezpieczeństwem zapytywani przez agencję AP zauważają, że sankcje – choć nie stanowią przeszkody dla przyszłych spotkań pomiędzy Chińczykami a Amerykanami – dodają potencjalne komplikacje i mogą zapewnić chińskiemu przywództwu przewagę, bowiem USA będzie musiało milcząco uznać że Li Shangfu nic nie można zrobić.
Zapytany na początku marca przez Reuters o pewny już wtedy awans Li, rzecznik Pentagonu, podpułkownik Marty Meiners, powiedział, że US Army nie może komentować doniesień medialnych o zmianach w chińskim przywództwie. Niemniej było jasne, że Amerykanie chcą utrzymać komunikację z PLA.
„Otwarte linie komunikacji mogą pomóc nam zarządzać ryzykiem, unikać błędnych obliczeń i odpowiedzialnie zarządzać konkurencją (w obronności – red.)” – powiedział Meiners.
Oriana Skylar Mastro, stypendystka Freeman Spogli Institute for International Studies na Uniwersytecie Stanforda, powiedziała Reuters, że Chiny prawdopodobnie wykorzystają tę konieczność w dyplomacji – albo przedstawiając sankcje jako nieistotne, albo sugerując, że to Waszyngton, a nie Pekin, nie chce się angażować w stworzenie podstawowych ram dialogu wojskowego.
„Zaangażowanie w komunikację zawsze było priorytetem dla USA, a Chiny postrzegają to jako ustępstwo” – powiedziała Mastro.
„Myślę, że został wyniesiony na to stanowisko, ponieważ pracował dla Xi Jinpinga w kluczowych obszarach modernizacji armii. To jest ktoś, kto będzie musiał stawić czoła międzynarodowej polityce” – powiedział analityk bezpieczeństwa z Singapuru, Alexander Neill, adiunkt w think tanku Hawaii’s Pacific Forum. Analitycy obronności podkreślają jednak, że Li na takim stanowisku, obdarzony zaufaniem Xi Jinpinga, na pewno rozwinie współpracę przemysłów zbrojeniowych Rosji i Chin. Bowiem to Chinom, które produkują spore ilości broni brakuje nowoczesnych technologii, zaś rosyjska zbrojeniówka – mimo odstawania od zachodnich standardów – może ułatwić Chińczykom skok technologiczny.
Osobną rolą dla nowego szefa resortu obrony będzie dyplomacja. Li prawdopodobnie będzie ściśle zaangażowany w dialog wojskowy w Azji, uczestnicząc w wydarzeniach takich, jak spotkania azjatyckich przywódców obrony i nieformalne spotkania Shangri-La dotyczące bezpieczeństwa krajów Azji w Singapurze. Jego kontrpartnerom będzie trudniej rozmawiać – Li Shangfu jest jastrzębiem także w Azji.






