Analiza ISBiznes.pl: Płatności odroczone. Kryzysowy fenomen czy pułapka?

W Polsce rośnie liczba osób chcących kupować towary z odroczonym terminem płatności, a konsumenci pokochali płatności odroczone, które stają się jedną z popularniejszych metod zapłaty w e-commerce. Rośnie też liczba zainteresowanych tym firm. Jednak jest też mroczna strona tej formy płatności. Długi.

BNPL, czyli odroczona płatność (z ang. buy now, pay later, „kup teraz, zapłać później”) to rozwiązanie, które pozwala klientowi kupić wybrany produkt, a zapłacić za niego w późniejszym terminie, np. po 30 dniach. To rozwiązanie szczególnie praktyczne podczas zakupów dokonywanych przez Internet. Zakupiony towar można obejrzeć na żywo, przymierzyć i zwrócić, jeśli nam nie odpowiada.

Sektor BNPL zyskuje na popularności

Sektor BNPL zyskuje na popularności, a zauważalne zmiany w tym sektorze wiążą się ściśle ze wzrostem popularności e-commerce. Od 2020 r., czyli od początku pandemii COVID, sprzedaż i liczba zwolenników zakupów online rosła w ogromnym tempie, a obecnie utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie. Kanał e-commerce jest wybierany przede wszystkim ze względu na większy wybór, ale bardzo ważny jest również czynnik cenowy. Z badania CBRE wynika, że 44% respondentów wybiera zakupy przez internet ze względu na niższe koszty produktów, a 39% uważa, że online łatwiej porównać ceny. E-commerce wybierane jest też ze względu na większą liczbę informacji o produkcie w Internecie (31%) oraz przez osoby, które dobrze znają produkt i nie czują potrzeby oglądania go w sklepie (28%).

Sklepy internetowe, które zdecydowały się wykorzystać płatności BNPL, w poszczególnych miesiącach odnotowują wzrosty nawet o kilka tysięcy procent. Jak pokazują dane Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, w ciągu ostatnich miesięcy rynek BNPL w Polsce znacząco wzrastał. W listopadzie ub.r. organizacje BNPL udzieliły finansowania na poziomie 236,5 mln zł, co oznacza wzrost o 27,4% w ujęciu miesięcznym.

– W ubiegłym roku w sklepach internetowych opartych o rozwiązanie IdoSell płatności odroczone były jedną z najszybciej rozwijających się metod. Wzrost wartości transakcji r/r, który odnotowaliśmy, sięgnął nawet 170%. Jeśli mielibyśmy porównywać poszczególne miesiące 2021 do 2022 – szczególnie pierwsze dwa kwartały – widzimy skoki popularności płatności PayPo nawet o kilka tysięcy procent. Z kolei ilość transakcji z ich wykorzystaniem zwiększyła się o 157% To wskazuje nam, że w czasie trudnej sytuacji makroekonomicznej oraz inflacji, konsumenci szukają zarówno oszczędności, jak i nowych doświadczeń zakupowych – mówi Sara Dzierżawska, Brand Manager z polskiej platformy sklepowej IdoSell.

 – Dodatkowo widzimy, że na płatnościach odroczonych zyskują same sklepy internetowe. Przyciągają one klientów, pomagają odzyskać utracone koszyki, prowadzą do tego, że konsumenci decydują się na droższe produkty – dodaje.

Na rosnącą popularność BNPL w Polsce wskazują również dane fintechu PayPo, lidera na rynku odroczonych płatności w Internecie w Polsce. W ciągu ostatniego roku liczba konsumentów, którzy skorzystali z ich płatności odroczonych wzrosła z 650 tys. do 1,1 mln. Liczba transakcji z PayPo zwiększyła się w ciągu roku o 47%, a ich wartość aż o 90% – tylko w 2022 r. klienci PayPo zrobili ponad 8 mln zakupów na kwotę 2,1 mld zł.

– Płatności odroczone oferują klientom możliwość odebrania i sprawdzenia zamówienia, a zapłacenia za nie później, bez dodatkowych kosztów. Kupujący zyskuje zatem czas na podjęcie decyzji o tym, czy dany produkt spełnia jego wymagania i chce go zatrzymać. Do e-commerce wniosły doświadczenia, które klienci znali ze sklepów stacjonarnych –  sprawdzam jakość produktu, przymierzam, decyduje o zakupie i dopiero płacę. W czasach galopującej inflacji klienci sami wskazują, że przewartościowali swoje zachowania zakupowe i zależy im na tym, aby kupować mądrze i jak najbardziej opłacalnie. Będą częściej planować zakupy, szukać okazji i promocji, porównywać ceny, a także dostosowywać płatność do własnych preferencji i płacić, kiedy im wygodnie, np. po wypłacie, zachowując płynność finansową – mówi Piotr Szymczak, dyrektor operacyjny z PayPo.

Z odroczonych płatności chce korzystać coraz więcej osób i firm

Zainteresowanie usługą BNPL odzwierciedlają sondaże opinii publicznej.

Z badania wykonanego przez Mastercard wynika, że w Polsce aż 89% respondentów twierdzi, że zna płatności odroczone. Globalnie ten odsetek wynosi 81%. Aż 68% polskich konsumentów przyznaje, że korzysta z tych rozwiązań przy większych lub nagłych zakupach, a 31% z nich płatności odroczone pomagają zarządzać domowym budżetem.

Ogólnopolskie badanie „Rzetelność sklepów internetowych” przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Rzetelnej Firmy i ChronPESEL.pl w listopadzie 2021 r. na grupie 1016 osób w wieku 16-74 lata robiących zakupy w Internecie, pokazało, że już blisko co 9. klient sklepu internetowego korzysta albo z płatności odroczonych (10,9%), albo z zakupów na raty (9,6%). Opcję płatności odroczonych najczęściej wskazywali mężczyźni, w wieku 35-44 lata, mieszkańcy Małopolski i Śląska.

Usługa „kup teraz, zapłać później” jest adresowana do konsumentów, jednak idea odroczonych płatności zaczęła też zdobywać swoich zwolenników wśród mikroprzedsiębiorców. Sprzyjała jej dwucyfrowa inflacja i rosnące stopy procentowe, które odcięły wiele najmniejszych firm od kredytów.

– Odroczenie płatności, nawet o 30 dni, to duże ułatwienie dla przedsiębiorców, którzy nie mogą sobie w danym momencie pozwolić na jednorazową płatność za zakupy firmowe, ponieważ nie mają wystarczających środków finansowych na koncie. Nasze ubiegłoroczne badanie „Finansowanie zakupów firmowych” pokazuje, że już co 10. przedsiębiorca z sektora mikro i małych firm rezygnuje z zakupu ze względu na wysoką cenę towaru lub usługi. W przypadku mikrofirm robi tak 17% kupujących. Dlatego wprowadziliśmy na rynek Fakturatkę. To narzędzie, które z założenia jest usługą ratalną dla biznesu. Jednak właściciele firm wykorzystują ją z powodzeniem również do odroczenia płatności o miesiąc. Wybierają więc na przykład płatność w jednej racie po to tylko, by zyskać dodatkowy czas na zgromadzenie pełnej sumy pieniędzy – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Pułapką są długi

Rosnąca popularność zakupów z odroczonym terminem płatności to z jednej strony szansa na zwiększenie sprzedaży, bo części klientów łatwiej sfinansować zakup, kiedy mogą go opłacić z opóźnieniem. Zwłaszcza w sytuacji, gdy produkt potrzebny jest teraz, a pensja na koncie pojawi się za 2-3 tygodnie. Z drugiej strony ryzyko, bo zadłużenie może wyrwać się spod kontroli.

– Niestety, część konsumentów podchodzi do zaciągania kolejnych zobowiązań nie zawsze rozsądnie. Nie sprawdza, czy ich na taki zakup stać, bo na przykład mają już kilka kredytów do spłaty, a do tego comiesięczne rachunki za mieszkanie, telefon itp. A tu pokusa jest silna, bo towar mam teraz, a zapłacić muszę za miesiąc. Dlatego ważna jest weryfikacja potencjalnych kupujących. Nie tylko dlatego, że chroni to przed stratami operatorów takich płatności, ale też ich klientów przed kłopotami, bo długi trzeba będzie oddać – tłumaczy Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Z roku na rok znacząco wzrasta liczba osób chcących kupować towary z odroczonym terminem płatności. O rosnącej popularności odroczonych płatności świadczą wzrastające z roku na rok liczby. A te widać z raportów pobieranych z Krajowego Rejestru Długów przez firmy świadczące usługi „buy now, pay later” o potencjalnych klientach. W 2022 r. firmy takie pobrały 1,69 miliona informacji. To o 1/3 więcej niż rok wcześniej i 28 razy więcej niż 3 lata temu. Eksperci są zgodni, że te liczby w 2023 r. będą jeszcze wyższe.

Raport z KRD pozwala na sprawdzenie, czy potencjalny klient nie jest zadłużony, a jeśli ma na koncie jakieś niespłacone zobowiązania, to na jaką kwotę i z jakiego powodu. Spora grupa dłużników, to tzw. multidłużnicy, czyli osoby które mają trzech i więcej wierzycieli, a ich zaległości sięgają niekiedy kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Z danych COIG wynika, że tylko w drugiej połowie 2022 r. sądy orzekły upadłość konsumencką wobec 8283 osób. Ponad połowa (4307) z tych konsumentów, była wpisana do Krajowego Rejestru Długów już na 2 lata przed upadłością. W dniu ogłoszenia upadłości odsetek sięgał 65% (w KRD było wpisanych 5275 osób). Ci bankruci zostawili po sobie 16,6 tys. zobowiązań na prawie 230,5 mln zł długu. Każdy z nich miał przeciętnie około dwóch wierzycieli. Najwięcej w momencie zasądzenia niewypłacalności winni byli mieszkańcy Śląska, przede wszystkim Katowic i Sosnowca oraz Mazowsza, głównie Warszawy.

– W całym 2022 roku upadłość konsumencką ogłoszono wobec 15,6 tys. osób, przy czym w drugiej połowie roku było ich więcej niż w pierwszej. Ogólne zadłużenie Polaków w Krajowym Rejestrze Długów rośnie i to w miliardowej skali. Kolejne miesiące mogą więc przynieść jeszcze większą liczbę bankructw. Wyraźny trend wzrostowy widać od sierpnia. Zaległości wszystkich konsumentów wynosiły wtedy 42 mld zł. Na koniec stycznia w bieżącym roku to już 45 mld zł. Taka sytuacja wynika przede wszystkim z niskich oszczędności i rosnących kosztów utrzymania. Jak wskazuje nasze badanie „Oszczędzanie Polaków w inflacji”, prawie 40% konsumentów nie ma odłożonych żadnych środków na czarną godzinę. Wśród tych, którzy je mieli, podobny odsetek musiał po nie ostatnio sięgać z powodu rosnących cen i kosztów życia – mówi Adam Łącki, prezes KRD BIG.

Jak wynika z danych KRD, w przypadku widniejących w nim bankrutów nie ma znaczących różnic, jeśli chodzi o reprezentację płci. W drugiej połowie 2022 r. upadłość konsumencką orzeczono wobec 2504 kobiet i 2771 mężczyzn. Panowie mieli też nieco więcej zobowiązań niż panie – 8751 vs. 7867. Dużo większy rozdźwięk można zauważyć, gdy spojrzymy na sumę zadłużenia. Mężczyźni pozostawili ponad 133 mln zł, a kobiety 97 mln zł nieuregulowanych zobowiązań finansowych.

Wyraźniejsze różnice widać w przypadku wieku zadłużonych bankrutów. Niemal połowa (2553) to osoby w wieku 36-55 lat z blisko 112 mln zł zobowiązań. Najmniejszą grupę (84) stanowili natomiast konsumenci z najmłodszej grupy wiekowej 18-25 lat, którzy nie spłacili 1,4 mln zł.

Wśród województw z największymi zaległościami konsumentów-bankrutów dominują Śląsk (rekordzistami są Katowice i Sosnowiec) i Mazowsze (rekordzistą jest Warszawa). Swojego rekordzistę na skalę kraju ma również Małopolska – Kraków oraz Wielkopolska – Poznań.

– Pod względem lokalizacji, największe zaległości bankrutów notują najczęściej aglomeracje. Oprócz Warszawy, Katowic, Krakowa i Poznania, bardzo wysokie zadłużenie mieli mieszkańcy Wrocławia (ponad 3,6 mln zł), Bydgoszczy (4,5 mln zł) i Łodzi (7,7 mln zł). To pochodna większej liczby ludności, ale także wyższych kosztów utrzymania w dużych miastach i oczekiwań dotyczących jakości życia. Rekompensować to mogą lepsze możliwości zarobkowe w tych regionach i większa liczba miejsc pracy, które są ważną zaletą miast wojewódzkich w porównaniu do mniejszych miejscowości. Jednak wiele wskazuje na to, że dłużnicy niedostatecznie korzystają z tego potencjału – mówi Adam Łącki.

– Konsumenci nie powinni czekać, aż znajdą się na skraju bankructwa, bo wtedy na pomoc jest już za późno. Należy reagować, kiedy pojawią się pierwsze symptomy problemów z regulowaniem zobowiązań. Trzeba wówczas zrewidować wydatki i zarządzanie domowym budżetem po to, aby ustalić priorytety płatności i konsekwentnie się ich trzymać. Ale nawet, gdy dojdzie już do załamania finansów, nie można unikać kontaktu z negocjatorami z firmy windykacyjnej. Celem ich pracy jest nie tylko odzyskanie należności dla wierzyciela, ale także przywrócenie płynności w finansach dłużnika. Warto przyjąć tę pomoc, aby uniknąć ostatecznego kroku, jakim jest ogłoszenie upadłości – radzi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.