Nowy kierunek Chin, czyhająca „Dolina Rozczarowań” i zwolnienia informatyków

Chińska gospodarka mocno zwolniła. I nie jest to efekt Covid, a raczej polityki centralnego sterowania. Dane o amerykańskiej sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej nie tylko pokazały spadek aktywności na tych dwóch polach w ujęciu m/m, ale też okazały się słabsze od oczekiwań.

Wystartujmy w Chinach. Wzrost gospodarczy w Państwie Środka wyniósł 3% w 2022 r. To najniższe tempo od lat 70-tych. W mojej ocenie jest to nie tylko pokłosie polityki zero-COVID, czy załamania na rynku deweloperskim, ale też syndrom szerszej zmiany w polityce Pekinu. To kolejny element układanki, po listopadowym kongresie komunistów, zwiastującej okres powolniejszego wzrostu gospodarczego, większej redystrybucji majątku w gospodarce oraz zastępowania liberalizmu ekonomicznego przez kontrolę państwową. Centralne sterowanie nigdzie nie sprawdziło się na dłuższą metę, stąd nie pałam optymizmem oceniając długofalowe konsekwencje inwestycyjne bieżących zmian w Chinach.

Jestem zdania, że 2023 r. upłynie pod znakiem hamowania wzrostu cen. Zakładam przy tym brak kolejnych szoków podażowych – np. dalszego ograniczenia dostępności paliw. Spadek inflacji będzie długim, wieloetapowym procesem, bo „przefiltrowanie” wysokich cen przez kolejne poziomy gospodarczej machiny to raczej perspektywa kwartałów, a nie miesięcy. Stąd pewnie będzie towarzyszyć nam wciąż wysoka inflacja bazowa. Prawdopodobnym wydaje się też, że możemy zobaczyć okres, w którym inflacja bazowa będzie wyższa niż główny odczyt tempa zmian cen.

Dane o amerykańskiej sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej nie tylko pokazały spadek aktywności na tych dwóch polach w ujęciu m/m, ale też okazały się słabsze od oczekiwań. Ekonomiści mBanku zwracają uwagę, że wytłumaczenia słabości danych można dopatrywać się w grudniowych śnieżycach na terenie USA. Niestety, nie w samym grudniu był problem. Na domiar pesymizmu z tych odczytów, zrewidowano w dół dane z poprzednich miesięcy. Twarde dane makroekonomiczne zaczynają słabnąć, co może dać pretekst Fedowi do zmniejszenia skali podwyżek stóp procentowych. Na przekór temu silny pozostaje jeszcze rynek pracy. Rynki finansowe odebrały kiepskie wiadomości z gospodarki jako zapowiedź luźniejszej polityki monetarnej i obserwowaliśmy sporo zieleni w notowaniach. Moim zdaniem przed nami jeszcze „Dolina Rozczarowań”, w której bankierzy centralni będą tłumić nadzieje na szybki koniec wysokiego kosztu pieniądza, a pogarszające się realia gospodarcze odcisną się na fundamentalnej wartości i zdolności kredytowej spółek.

No właśnie, jak sobie teraz radzą spółki? Wiele osób jeszcze nie zdążyło się przyzwyczaić do pisania trójki na końcu bieżącej daty. Ta zmiana jest tym trudniejsza dla analityków spółek – na początku nowego roku, jak co kwartał, zanurzają się w raporty wynikowe firm, tym razem jeszcze z ubiegłorocznymi datami. Na pierwszy ogień klasycznie idą banki z Wall Street – ich rezultaty w IV  kw. 2022 r. pogorszyły się na fali dużo niższych przychodów w bankowości inwestycyjnej (np. obsługa fuzji i przejęć). Przed nami publikacje wyników technologicznych gigantów. Będzie na pewno ciekawie, choćby dlatego, że w 2023 r. Microsoft i Google zdążyły już zwolnić 22 tys. pracowników, a inne spółki technologiczne ponad drugie tyle.

Od początku roku w skali globalnej obserwujemy odpływ kapitału z surowców i obligacji indeksowanych inflacją, a solidny napływ do obligacji skarbowych i korporacyjnych o ratingu inwestycyjnym. Widoczny jest też napływ kapitału do akcji, choć tu warto rozróżnić na rynki rozwinięte, z których w 2023 r. póki co odpływa kapitał oraz rynki wschodzące, które przyciągają obecnie inwestorów akcyjnych. Skala przepływów kapitału nie robi jednak większego wrażenia. Podsumowałbym ją raczej jako spokojne dopasowywanie portfeli do narracji o hamowaniu inflacji oraz bardziej miękkim lądowaniu gospodarki.

Maciej Pielok, dyrektor ds. strategii inwestycyjnej Pekao TFI