Powraca to brzydkie słowo na „r”

Dane anegdotyczne, czyli nasze rozmowy z analitykami, firmami konsumenckimi czy po prostu w kręgach własnych znajomych, zdają się potwierdzać, że Polacy jeszcze chętnie wydają pieniądze. Jednakże ostatnie dane sugerują, że wydatki gospodarstw domowych hamują – sprzedaż detaliczna wzrosła tylko o 0,3% m/m, po spadku 2,8% we wrześniu. Konsumpcyjny szczyt może być już za nami.

Po pierwsze, duże oszczędności po pandemii pewnie powoli się kończą. Po drugie, paliwem większych zakupów do tej pory mogło być w skali gospodarki: a) przyspieszanie zakupów w oczekiwaniu, że „za chwilę pieniądze będą już nic nie warte” lub b) zaopatrywanie się w dobra pierwszej potrzeby przez uchodźców. Obydwa te czynniki mogą słabnąć w kolejnych miesiącach. Po trzecie, apanaże w polskich firmach przestały rosnąć (0% zmiana m/m), co okazało się gorszym odczytem od oczekiwań analityków. W ujęciu r/r płace już od kilku miesięcy nie nadążają za inflacją. To zapewne truizm dla wielu słuchaczy, ale i tak go wypowiedzmy – w ujęciu realnym przeciętny Polak biednieje.

Dane o zatrudnieniu w polskich przedsiębiorstwach pozostają jeszcze silne, ale interpretuję je jako daną silnie opóźnioną. Sądzę, że najpierw firmy wychłodzą wszelkie akcje podwyżkowe i bonusowe, zanim zaczną masowo zwalniać pracowników. Spadek konsumpcji wydaje się nieunikniony i spodziewam się, że będzie kontrybuował istotnie do recesyjnego otoczenia gospodarczego w przyszłym roku. Wydaje się, że rynki finansowe mogą taki scenariusz dyskontować już wcześniej, co powinno być siłą wspierającą notowania obligacji skarbowych. Niestety na niekorzyść naszego rodzimego rynku obligacji gra ogromna niepewność wokół dyscypliny fiskalnej w roku wyborczym. Stąd przy inwestowaniu w obligacje preferujemy w Pekao TFI, żeby poza polskimi instrumentami dłużnymi, uwzględniać w portfelu także ich zachodnie odpowiedniki, np. obligacje o ratingu inwestycyjnym ze strefy euro oraz USA. 

Obrazka nadchodzącej recesji w Polsce dopełnia hamująca produkcja przemysłowa. Wskaźniki wyprzedzające dla przemysłu w Polsce oraz w strefie euro są istotnie poniżej granicznego poziomu 50 pkt., oddzielającego spowolnienie gospodarcze od ekspansji. W przyszłości nasza krajowa produkcja przemysłowa może bardzo skorzystać z przenoszenia produkcji bliżej europejskiego rynku zbytu, ze strukturalnego osłabienia PLN względem innych walut (wyższe ryzyko kraju -> słabszy kurs waluty -> większa konkurencyjność przemysłu) oraz kto wie, może odblokowania środków unijnych. Zanim to jednak nastąpi, to zapewne czeka nas dalszy spadek aktywności w przemyśle… i znów wracamy z tym brzydkim słowem na „r” – recesja. Jestem bardziej pesymistyczny niż ekonomiści OECD, którzy w najnowszym zestawie prognoz nie wróżą w Polsce ani recesji, ani znacznego wzrostu bezrobocia. Jeśli się mylę, to będzie to pewnie ulga dla wielu osób. 

Spośród globalnych newsów warto zwrócić uwagę na protesty w Szanghaju, które wybuchły w weekend. Mieszkańcy megamiasta protestują przeciwko polityce zero-COVID. Choć skala protestów jest mniejsza niż 3 lata temu w Hong Kongu, to jednak mówimy tu o sercu Chin. W artykułach często pojawiają się odniesienia do historycznych protestów na placu Tian’anmen, co już samo w sobie jest wymowne. Często bierzemy za pewnik obecną strukturę polityczną Chin oraz jednomyślność Chińczyków. Tymczasem obecnie lockdowny oraz załamanie na rynku nieruchomości doprowadziły do napięć społecznych niewidzianych w Chinach od bardzo długiego czasu. Jest to element do uważnej obserwacji. 

Cięgle monitorujemy wiadomości z ukraińskiego frontu. Wydaje się, że kontrofensywa wojsk ukraińskich łatwe zdobycze ma już za sobą. Po odbiciu Chersonia walki przybrały w ostatnim tygodniu charakter bardziej pozycyjny, a ciężar operacji wojskowych przeniósł się do Donbasu. Wśród ekspertów trwa debata, czy zimowa aura przełoży się na ograniczenie walk. Rosjanie przeprowadzają ataki rakietowe niszczące ciepłowniczą i energetyczną infrastrukturę kraju. Do tego stopnia, że w ubiegłym tygodniu odłączone musiały zostać wszystkie (15 szt.) reaktory atomowe w ukraińskiej sieci. Choć to brutalne, to odnosimy wrażenie, że rynki finansowe już od kilku tygodni nie przykładają dużej wagi do teatru bojowego u naszych sąsiadów. Ryzyko pozostaje, ale inwestorzy się do niego przyzwyczajają. Klasyczny mechanizm z inwestycyjnego świata. 

Gdzie natomiast dziś kierowana jest uwaga świata? Na pewno przykuwa ją mundial w Katarze. Zostawmy aspekt sportowy, a poruszmy aspekt ESG (ESG – skrót od ang.: environmental – środowisko, social – społeczna odpowiedzialność, governance – ład korporacyjny). Liczba kontrowersji wokół mistrzostw jest ogromna. W firmowym gronie kibiców zastanawiamy się nad tym, dlaczego aspekty odpowiedzialnego społecznie biznesu były ignorowane przez długie lata przygotowań infrastruktury pod obecne zawody. Nie mamy dobrej odpowiedzi. Jednocześnie zastanawiamy się, czy drugie z rzędu kontrowersyjne mistrzostwa (poprzednie odbywały się w Rosji) nie przeleją czasem czary goryczy i doprowadzą do schizmy w ogromnym biznesie piłki nożnej. Jednocześnie debatujemy, czy na ironię losu, mistrzostwa nie poprzedzają politycznej destabilizacji na Bliskim Wschodzie? W końcu w Iranie trwają ogromne, krwawe protesty, a w tym roku Arabia Saudyjska flirtowała z Chinami, jednocześnie „gryząc amerykańską rękę” cięciami produkcji ropy naftowej. O ile przy geopolityce niesamowicie ciężko coś przewidywać, o tyle na polu ESG jesteśmy przekonani, że trend ten będzie przybierać na sile w kolejnych latach i może sporo namieszać w wielu dziedzinach życia, które dziś wydają nam się „wyryte w kamieniu” – tak jak sposób organizacji imprez sportowych. 

Maciej Pielok, dyrektor ds. strategii inwestycyjnej Pekao TFI