Analiza ISBiznes.pl: Rosyjska lokomotywa faszerowana sterydami może stracić moc

Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację, zagroził Zachodowi „wykorzystaniem wszystkich niezbędnych środków do obrony” i zapowiedział referenda, nie tylko w samozwańczych republikach – Donieckiej i Ługańskiej, ale i w Chersoniu. Wszystko wskazuje, że rosyjska gospodarka wytrzyma przestawienie na tory wojenne, ale cena będzie bardzo wysoka, a upadek w ciągu kilku lat niemal pewny

– Przemówienie Putina z punktu widzenia rosyjskiej polityki zagranicznej było marszem po cienkim lodzie. Jeden fałszywy krok i Rosja znalazłaby się w konflikcie z Zachodem – tak ocenił wystąpienie prezydenta Rosji wojskowy analityk brytyjski, cytowany przez BBC. Jak zauważył, Putin nie mógł ogłosić „po prostu mobilizacji”, bowiem takie ogłoszenie przez Rosję, oznaczające iż znalazła się ona w stanie wojny, przy ostatnich oskarżeniach pod adresem Zachodu oznaczałoby automatyczne przejście NATO w stan podwyższonej gotowości z 24-godzinnym oknem do uruchomienia powszechnej mobilizacji. A także z wyjściem jednostek z baz do regionów koncentracji, czyli przygotowaniem do konfliktu pełnoskalowego. „Ograniczona mobilizacja” takiej reakcji wywołać nie może, a armia Federacji Rosyjskiej mogła dzięki temu pozyskać poborowych, na których jej specjalnie zależało.

Rosyjski pobór, według niezależnego portalu Meduza, nader przypomina rosyjską „brankę”. Jak piszą internauci z Rosji „biorą wszystkich, a najbardziej ludzi z wykształceniem”. Jednak analiza głosów z Rosji ujawnia, że pobór nie jest przypadkowy – najpierw karty powołania lub wręcz  „komisje wojskowe” złożone z dwóch żołnierzy i oficera lub podoficera trafiały  do specjalistów pracujących w IT, zwłaszcza w bezpieczeństwie, pracowników i managerów średniego szczebla firm transportowych. Przed komisje poborowe trafiali także logistycy, specjaliści zajmujący się obsługą ciężkiego sprzętu np. drogowego, mechanicy, zwłaszcza lotniczy i kierowcy.

Jednoznacznie wskazuje to, że przy pomocy poboru Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej będą usiłowały poprawić swoją logistykę, której zawodność i praktyczna nieobecność na linii frontu stały się już w trakcie wojny w Ukrainie wręcz przysłowiowe. Z kolei Siły Cyberobrony, które przed wojną były oceniane jako „przewyższające amerykańskie”, okazały się w trakcie konfliktu niemal nieobecne. Przyczyna była oczywista – podobnie jak wojskowa logistyka także militarne IT nie potrafiło zapewnić swoim specjalistom stabilnej ścieżki rozwoju i pensji porównywalnych z tymi, jakie można było uzyskać w sektorze cywilnym. Wojna zaczęła więc kanibalizować jedne z najważniejszych cywilnych sektorów państwa, jak informatyka i transport.

Czy oznacza to szybki upadek rosyjskiej gospodarki?

Jak wynika z dostępnych danych, rosyjska gospodarka nie jest obecnie w złym stanie. Dochody z eksportu ropy i gazu, mimo iż systematycznie spadające (z 21 mld euro w lutym br. do 11 mld euro w sierpniu) nadal wspierają rosyjską gospodarkę. Gazprom poinformował o  wysokim zysku za I poł. 2022 r. – rosyjski gigant gazowy zarobił  2,5 bln rubli (41,4 mld euro). Ten wynik spowodował 30% wzrost wartości akcji Gazpromu.

Wciąż uzależnione od rosyjskiego gazu, a i częściowo ropy, Niemcy i Włochy płacą spore sumy za surowce energetyczne. Według cytowanego przez Deutsche Welle Rolfa Langhammera, eksperta ds. handlu i byłego wiceprezesa Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej (IfW), w I półr. obecnego roku Niemcy były zmuszone przekazać Rosji za import surowców energetycznych 20 mld euro, co stanowiło 50% wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, zaś rosnące ceny sprawiają, że „nawet jeśli Niemcy zmniejszą swoje uzależnienie od Rosji, będzie trzeba przekazywać jej za surowce energetyczne około 3 mld euro miesięcznie”. Jego zdaniem Rosja przygotowywała się do wojny już od 2014 r., gromadziła fundusze i angażowała ludzi, którzy pomogliby rosyjskiej gospodarce przetrwać przewidywany okres sankcji. – Nie podzielam oceny, że jej gospodarka upadnie w ciągu dwóch lat – powiedział DW Rolf Langhammer.

„Rosyjska gospodarka czasu wojny” w dużej mierze jest w stanie prawidłowo działać dzięki dwóm osobom – Elwirze Nabiullinie i Maksymowi Oreszkinowi oraz zorganizowanym przez nich zespołom. O ich wadze w strukturach rosyjskiej gospodarki świadczy fakt, że pracujący dla nich fachowcy są wykluczeni od poboru – nawet gdyby miała rozpocząć się pełnoskalowa wojna z Zachodem.

Wszyscy ludzie Putina

Elwira Nabiullina od 2013 r. kieruje Bankiem Rosji, czyli Bankiem Centralnym. Jest byłym prezesem Sbierbanku, kierowała też resortem rozwoju gospodarczego. Bankiem Centralnym Rosji kierowała po inwazji na Krym w 2014 r. i robiła to na tyle dobrze, że Putin nie przyjął dwukrotnie jej dymisji. W 2014 r. „Forbes” umieścił ją w gronie „najbardziej wpływowych kobiet świata”, właśnie za zarządzanie Bankiem Centralnym, m.in. za to, że po raz pierwszy stworzyła w nim dział analiz i zaczęła walkę z inflacją, a nie próbowała manipulowania nią jak się to działo w pierwszej dekadzie XXI wieku. Po inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. osobiście autoryzowała podwyżkę stóp procentowych – stopa główna wzrosła z 9,5% do 20%. Osobiście przekonała potem prezesów banków komercyjnych by do tego poziomu podnieśli oprocentowanie lokat. Efektem był napływ sporej ilości kapitału spoza Rosji, np. z krajów arabskich oraz brak paniki na rynku finansowym. Bank wprowadził też restrykcyjne zasady wymiany walut i przepływu kapitału. Jak pisze Bloomberg „chodziło o to by kapitał niezależnie od źródła napływał do Rosji, ale nie mógł z niej wypłynąć”. W efekcie tych decyzji nastąpiło szybkie wybicie rubla. W lipcu Nabiullina niespodziewanie oświadczyła, że „rubel ze względu na rosyjski eksport jest za drogi” i główna stopa procentowa w ślad za tym oświadczeniem spadła do 8,5%, wraz z nią oprocentowanie lokat.

Maksym Oreszkin, główny doradca ekonomiczny Władimira Putina utworzył przy prezydencie Rosji nieformalny zespół ekonomiczny, który ma za zadanie stworzenie mechanizmu omijania zachodnich sankcji, nie tylko przez instytucje finansowe, ale i przez przemysł. Co ciekawe, jego współpracownicy mają za sobą nieraz długoletni staż w zachodnich instytucjach finansowych, ale jako „nacjonaliści rosyjscy”, jak stwierdza sam Oreszkin, pracują obecnie przeciw Zachodowi.

Oreszkin właśnie był twórcą mechanizmu, który wymuszał na zachodnich odbiorcach gazu i ropy płacenie za te surowce w rublach, w czym współpracował z Nabiulliną. Firmy energetyczne musiały otwierać specjalne konta w Gazprombanku, gdzie odbywały się wymiany opłat za gaz i ropę z dolarów na ruble. Oreszkin twierdził też, że to państwa Zachodu „nie były w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań „z czego wynikało, że to gospodarka Zachodu bankrutuje, nie Rosja”.

Sterydy nie pomogą

„Rosyjska gospodarka jest faszerowana sterydami z drogiego rubla” – stwierdzają ekonomiści z Yale University. Na pewien czas to pomoże, ale nie na długo. Ponad 1000 zachodnich firm wycofało się z Rosji lub ograniczyło działalność niemal do przetrwania na rynku. Według gazety ekonomicznej Kommiersant, premier Michaił Miszustin przyznał, że „w związku ze skalą sankcji opracowanie budżetu na następne 3 lata jest skrajnie trudne”. Oczywiście dodał, że rząd Rosji znajdzie sposób na rozwiązanie tego problemu.

Tymczasem  agencja Bloomberg dotarła do raportu przygotowanego na posiedzenie rządu i prezydenta Rosji w dniu 30 sierpnia. Znalazły się tam trzy scenariusze rozwoju rosyjskiej gospodarki. Według dwóch z nich spadek PKB w 2023 r. znacznie przyspieszy i gospodarka wróci do stanu z 2021 r. (ale nie ze stycznia 2014 roku!) dopiero około 2030 r. lub nawet później. Największe załamanie w pierwszym inercyjnym scenariuszu ma nastąpić w 2023 r., kiedy to PKB spadnie o 8,3% w stosunku do poziomu z grudnia 2021 r. Powrót do tego stanu nastąpi w 2028 r.

Z kolei scenariusz „napięty” przewiduje największy spadek PKB o 11,9% – w 2024 r., zaś w 2030 r. PKB Rosji nadal będzie o 3,6% mniejsze niż w grudniu 2021. W najbardziej optymistycznym scenariuszu gospodarka Rosji wraca do przedwojennego PKB w 2030 r.

Przygody przemysłu czołgowego

Problemy rosyjskiej gospodarki widać w pierwszoplanowym obecnie sektorze zbrojeniowym. Urałwagonozawod, producent czołgów ze względu na „brak uzbrojenia głównego i systemów kierowania ogniem (SKO)” musiał wstrzymać całkowicie produkcję nowych czołgów podstawowych T-90A/M oraz konwersję starych T-72 do nowego standardu T-73B3/B3M.

Lufy były problemem pierwszoplanowym.  Są one wykonywane ze stali specjalnie przygotowywanej, sezonowanej, przy czym przygotowanie trwa od 6 miesięcy do roku. Oczywiście oficjalnie takie lufy znajdowały się w magazynach głębokiego składowania, ale jak na złość ich zabrakło. A zużycie na wojnie było duże.

Władze Rosji próbowały ściągnąć lufy spoza Rosji. Między innymi właśnie temu miały służyć podróże szefa MSZ Siergieja Ławrowa do krajów Maghrebu, Afryki oraz działania dyplomacji w Ameryce Południowej i na Kubie. Rosjanie chcieli by zestawy remontowe – wcześniej wraz z czołgami sprzedane do klientów z tych obszarów – wróciły do właścicieli.

Jednak źródło to, jeśli było, szybko wyschło. Rosji pomogły jednak Chiny, które według nieoficjalnej informacji, sprzedały lufy do armat  2A46M używanych w T-72 lub półprodukty do ich wytworzenia. Bardziej zaawansowane lufy do armat 2A46M-3 używanych w T-90 A/M Rosjanie będą musieli wytworzyć sami. Jednak chińska stal na lufy i same lufy mają różne problemy wynikające np. niewłaściwie przygotowanej obróbki termicznej, złego surowca, zbyt krótkiego sezonowania, itp. O czym pisały rosyjskie periodyki militarne jeszcze przed wojną. Teraz jednak wobec konieczności produkcji czołgów te zastrzeżenia przestały się liczyć.

Drugim wąskim gardłem jest elektronika. Teoretycznie główny dostawca czołgowej optoelektroniki – NKO Optika może wyprodukować bez żadnych zachodnich komponentów właściwe SKO dla czołgów T-72 wszystkich wersji i T-90 A/M. Ale do tej pory podzespoły do nich produkowane były poza Rosją.

Obecnie wszystkie podzespoły elektroniczne produkowane są w fabryce Micron w Zelenogradzie, zakładzie kontrolowanym przez dwa wielkie rosyjskie konglomeraty przemysłowe AFK Sistiema i Rostec. Przeniesiono tam produkcję firm Angstrem i MCST. Angstrem produkuje wszystkie podzespoły wojskowej elektroniki od tranzystorów dyskretnych po mikroprocesory w technologii 600 nm do użytku wojskowego. MCST jest producentem rosyjskich mikroprocesorów Elbrus i Baikal, montowanych w elektronice wojskowej. Ta elektronika rosyjska była tylko z nazwy. I tak MCST dostarczyła tajwańskim firmom jedynie dokładnych specyfikacji, zaś architektura i rozwiązania produkcyjne Elbrus i Baikal zostały opracowane i wdrożone przez Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC). TSMC procesory te wytwarzała, MCST praktycznie etykietowała. Angstrem „produkował” przez trzy firmy także z Tajwanu. Po nałożeniu sankcji zerwała się kooperacja i obie firmy musiały wygasić produkcję na  Tajwanie.

Tymczasem przeniesiona do Rosji produkcja obarczona jest dwoma grzechami rosyjskiej mikroelektroniki: nie zachowywaniem parametrów i powtarzalności wzoru. Czyli każdy wyprodukowany podzespół jest inny, a spora część nie nadaje się do niczego. Niektóre podzespoły pracują perfekcyjnie, ale trzeba mieć szczęście by na takie trafić. W efekcie cała produkcja NKO Optiki to wielka niewiadoma a u samego końca jest „nowy” czołg wyjeżdżający z Urałwagonzaawodu, który jak twierdzą analitycy militarni może być „ślepym bokserem”.

W dodatku czołgów tych nie będzie na pewno tyle, ile zapowiadano. W dużym uproszczeniu Urałwagonzawod dzieli się bowiem na dwa wielkie działy – remontowy i produkcyjny. Niezdolność Rosjan do ściągania „podbitych” wozów z ukraińskich pól bitew jest znana, ale jednak część z nich trafiła do fabryki. Jest jeszcze owe 26 wozów czekających na konwersję. Tyle, że liczbę nowych wozów zarówno T-72B3/B3M, jak i T-90 limitować będzie liczba silników. Z silnikami V-84MS /V-92 kłopot był jeszcze przed wojną – przemysł silnikowy nie nadąża, a jakość części nowo wyprodukowanych jednostek napędowych  jest bardzo zła – nie wytrzymują nawet 200 godzin pracy. Do prostszych silników W-84-1 montowanych w T-72B3/B3M brakuje za to podzespołów.

Dwa lata może trochę dłużej

Te problemy są charakterystyczne dla rosyjskiej gospodarki, a zwłaszcza dla rosyjskiego przemysłu. Nic dziwnego, że naukowcy z Yale University pokazując, iż wiele firm ma ogromne trudności z zakupem komponentów, w tym półprzewodników i innych kluczowych produktów zaawansowanych techniczne, twierdzą iż technologicznie gospodarka Rosji w 2 lata cofnie się o 25 lat. Już obecnie nowa Łada Granta, mimo nowoczesnej sylwetki, pozbawiona jest ABS, poduszek powietrznych, powłok antykorozyjnych na nadwoziu, wspomagania kierownicy, komputera pokładowego i elektronicznego sterowania zapłonem.

Jeden z prowadzących badania, prof. Jeffrey Sonnenfeld, stwierdził niedawno w BBC, że ścisłe przestrzeganie sankcji przez Zachód doprowadzi do tego, że gospodarka Rosji może „przetrwać tylko przez około dwa lata i to z ogromnymi trudnościami”. Rolf Langhammer, choć przeciwny temu poglądowi zauważa, że „w długofalowej perspektywie Rosja nie będzie niczym innym jak stacją benzynową Chin”.

Prof. Sonnenfeld i współpracownicy przeanalizowali wydatki z rosyjskich rezerw walutowych, wynoszących przed wojną 600 mld euro. Na wojnę wypłynęło już 81 mld euro a prawdopodobnie 200 mld euro zostało zamrożonych na Zachodzie i istnieje realna możliwość, że zasilą gospodarkę ukraińską. Jednak Rosja radzi sobie jeszcze dzięki pośrednikom. To nie tylko Chiny, Indie i Turcja czy Iran lub Korea Północna, wiele krajów Afryki i Ameryki Południowej nie przyłączyło się do sankcji przeciw Rosji i nadal z nią handluje, choć sama Rosja poza surowcami energetycznymi nie ma zbyt wiele do zaoferowania. 21 września napłynęła informacja, iż Rosja zalewa rynek diamentów sprzedawanymi po bardzo niskich cenach diamentami naturalnymi i przemysłowymi i może nawet spowodować na nim krach na skutek nadpodaży. Jednak Jurij Gorodniczenko, ekonomista z UC Berkeley, wielki krytyk rządu rosyjskiego twierdzi, że nawet w krótkofalowej perspektywie przy doskonałym zarządzaniu gospodarkę rosyjską czeka „w najlepszym razie długoterminowa stagnacja”. W nieco gorszym – krach. Za dwa lata lub trochę dłużej.