ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
piątek, 14 sierpnia, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna 1 Analiza ISBiznes.pl: Uzbrojenie polskiego wojska – kupujemy dużo, ale czy z sensem?

Analiza ISBiznes.pl: Uzbrojenie polskiego wojska – kupujemy dużo, ale czy z sensem?

Nowe uzbrojenie dla Sił Zbrojnych RP będzie kosztowało tylko w obecnym roku 137-144 mld zł, zaś w 2023 r. będzie to ok. 4,2% PKB, czyli 147 mld zł. Wydatki po 2023 r. idą już w setki miliardów złotych. Bezpieczeństwo nie ma ceny, ale w tej sytuacji każdy zakup powinien być starannie rozważony. A niektóre są mocno kontrowersyjne

Ten rok można nazwać Rokiem Sił Zbrojnych. Teoretycznie rzecz biorąc fundusze budżetowe i ze źródeł pozabudżetowych, pozyskane w 2022 roku i przewidywane na dalsze lata sprawią, że możliwa będzie całkowita ich modernizacja, a wlekła się ona przez ponad dwie dekady.

Zakupy dokonane u polskich dostawców mogą budzić tylko aprobatę. W ramach programu „Miecznik” podpisano wstępną umowę na konstrukcję fregat. Podjęto decyzję o zbudowaniu trzech kolejnych niszczycieli min typu Kormoran II uznawanych za najlepszą jednostkę w swojej klasie w całych siłach morskich NATO. W Grupie WB, obecnie jednej z najbardziej zaawansowanych w Europie firm w dziedzinie konstrukcji i produkcji  bezzałogowców i amunicji krążącej, zamówiono systemy Warmate oraz bezzałogowce FlyEye , które świetnie się sprawdziły na Ukrainie.

Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało wart 3,5 mld zł kontrakt na dostawę przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych pzpr Piorun, obejmujący dostarczenie 600 mechanizmów startowych i 3500 pocisków, zaś obecnie negocjowany jest aneks, rozszerzający tę umowę. Pioruny uzyskały doskonałą opinię u ukraińskich przeciwlotników, twierdzących że są to „najlepsze lekkie systemy jakich używali”.

W trakcie Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach zakupiono 167 Jelczy 662.D43, pojazdów dużej ładowności, z opcją na następnych 800 oraz 382 pojazdów ciężarowych średniej ładowności Jelcz 442.32 z opcją na 750 kolejnych, łącznie za 877 mln zł. Będzie to nieocenione wsparcie dla wojskowej logistyki. Równie ważne jest wsparcie dla wojskowej łączności poprzez zakup 43 aparatowni łączności cyfrowej-transmisyjnej AŁC-T oraz kontrakt na wyposażenie żołnierzy obejmujący ok. 5000 lornetek termowizyjnych NPL-1T i NPL-1M oraz 400 celowników SCT Rubin.

Istotne są umowy z udziałem partnera zagranicznego, jak kontrakt na lekki niszczyciel pojazdów pancernych Ottokar Brzoza czy Porozumienie o Współpracy (MoU) pomiędzy Saab i Mesko. Dotyczy ono utworzenia w Polsce centrum serwisowego dla podstawowych obecnie w Polsce pocisków przeciwokrętowych RBS15 używanych przez Marynarkę Wojenną. Z Saabem, ogólnie rzecz biorąc, i w innych kwestiach współpraca układa się dobrze. Agencja Uzbrojenia w niedługim czasie podpisze dokument o umowie konsorcjalnej z tym koncernem i polskim partnerem, prawdopodobnie stocznią Remontowa Shipbuilding. Obejmie ona konstrukcję i budowę okrętów rozpoznania radioelektronicznego (projekt Delfin). Okręty te określane jako SPSiSI (Special Purpose Ship for Signal Intelligence), kiedy powstaną, będą najnowszymi jednostkami rozpoznania radioelektronicznego na Bałtyku.

Jadą, jadą czołgi…

Jednak nieco inaczej ma się sprawa kiedy przechodzimy do zakupów zagranicznych MON. Tu znaków zapytania pojawia się dużo i powstaje dziwne wrażenie jakby MON doradzał w kwestii tych zakupów zupełnie inny zespół doradców niż ten, który wspomagał zakupy krajowe. Warto więc je prześledzić.

Kupiliśmy 250 czołgów podstawowych M1A2SEP v.3 oraz mamy otrzymać 116 M1A1SA, czyli razem 366 czołgów Abrams najnowszych i starszych wersji. Wiele w kwestii tej umowy jest jeszcze nieznane, np. jak wygląda umowa serwisowa, gdzie znajdzie się główne Centrum Serwisu i Utrzymania, ale sam zakup jest zrozumiały. W Wojskach Lądowych mieliśmy bowiem następujące czołgi podstawowe: T-72M1 i T-72M1R, czyli czołg po ostatnich drobnych modyfikacjach i remontach, PT-91 różnych transz, ostatnie ogniwo rozwojowe i modyfikację T-72, zresztą bardzo udaną, Leopardy 2A4, Leopardy 2A5 i Leopardy 2PL, czyli modyfikację Leo 2A4 do standardu Leopard 2A5+, samą w sobie udaną. T-72M1 i T-72M1R wojują na Ukrainie, gdzie sprawiają się świetnie, ich los zapewne podzielą za niedługo PT-91 i zostaniemy ze zbyt małą liczbą Leopardów wszystkich wersji, jako jedynych czołgów podstawowych. Stąd M1A1SA, które zastąpią czołgi przekazane Ukrainie, przynajmniej na razie, dopóki nie pojawią się M1A2SEP v.3 i koreańskie K2. Abrams wszystkich wersji jest najlepszym (ale zarazem najdroższym w utrzymaniu) obecnie na świecie czołgiem podstawowym, decyzja o jego zakupie jest więc logiczna.

Ale pojawia się problem amunicji. Do naszych Abramsów kupiliśmy bowiem 13,9 tys. kumulacyjnych pocisków M830A1 HEAT MP-T, 6,9 tys. pocisków programowalnych XM1147 High Explosive oraz kilka tysięcy pocisków podkalibrowych KEW-A1. Problem jest z tymi ostatnimi, bo KEW-A1, to amerykański derywat niemieckiego podkalibrowego DM63 koncernu Rheinmentall, który ma już około 25 lat. KEW-A1 nie jest w stanie spenetrować pancerza nawet T-72B3, a co dopiero mówić o nowszych rosyjskich czołgach. Egipt, inny użytkownik Abramsów, dostał niedawno zgodę na zakup pocisków KEW-A4, „które mają zastąpić starsze wersje pocisków KEW-A1/A2”. Zostaliśmy więc de facto z kiepską zdolnością ataku na przeciwnika, mając doskonałe czołgi.

Podstawowym czołgiem Wojsk Lądowych nie będzie jednak Abrams, prawdopodobnie ze względu na koszty utrzymania, ale koreański K2. Umowę dotycząca produkcji, wdrożenia i polonizacji tych czołgów oraz prac przy ich następcy, MON podpisał działając poprzez Agencję Uzbrojenia z koreańskim producentem, firmą Hyundai Rotem. Na początek ma być dostarczone 180 tych wozów, z czasem po polonizacji do wersji K2PL liczba ta ma dojść do 1000. K2, choć czołg oceniany jako dobry, ma swoje wady. Konstruowany  został na warunki koreańskie, gdzie teatr wojenny to lasy, góry i pagórki, poprzecinane licznymi wąwozami. Jego ewentualnymi przeciwnikami są pozostające w wyposażeniu komunistycznej KRLD niemodernizowane wersje czołgów rosyjskich starszych generacji do T-72A włącznie oraz ich miejscowe derywaty. W efekcie K2 jest silnie opancerzony z przodu i co najwyżej średnio na burtach. Podobnie z wieżą, gdzie świadomość sytuacyjna dowódcy i ładowniczego jest co najwyżej przeciętna. Amunicja znajduje się w kadłubie od czego na Zachodzie się odchodzi ze względu na bezpieczeństwo załogi (większość strat załogi rosyjskich czołgów w Ukrainie to straty od wybuchy amunicji wewnątrz kadłuba).

Wszystko to wymagałoby przekonstruowania czołgu. Jednak – według informacji z Korei – tak się nie stanie. Amunicja w K2PL pozostanie w kadłubie, strop wieży nie będzie zmieniony pod inne przyrządy obserwacyjne, jedynie zostanie dołożony pancerz boczny. Nie będzie więc „latających” wież, jak w rosyjskich czołgach, ale zagrożenie dla załogi pozostaje. Przy czym, tak naprawdę, K2PL to koreański K2A2, który już obecnie w Korei nazywa się „czołgiem przejściowym” przed nowoczesnym K3. Oczywiście w pracach nad K3 też mają uczestniczyć polskie firmy, ale kiedy dokona się przezbrojenie, jeśli w linii ma być do 1000 starszych wozów K2PL?

Armatohaubica 155 mm K9Thunder. Kupiliśmy jej 212 sztuk „na już”, z dostawą pierwszych jeszcze w tym roku, co oznacza dostawy nie z fabryki a ze składów armii południowokoreańskiej. Tu jest największy problem, bowiem mamy już dobrą haubicoarmatę 155 mm. AHS Krab, polska konstrukcja oparta na przekonstruowanym podwoziu K9 i opracowanej w Polsce wieży, następcy brytyjskiej AS90 zbiera wręcz entuzjastyczne recenzje ukraińskich artylerzystów. Przekazaliśmy bowiem najpierw 18 sztuk Krabów jako dar, później zaś Ukraińcy zamówili pełne trzy ich dywizjony czyli ok. 60 sztuk. Do tej pory zniszczone zostały tylko dwa Kraby – jeden na skutek samozapłonu amunicji, zaś drugi po wjechaniu na minę.

Jednak to K9 ma w Wojskach Lądowych dominować. Ich łączna liczba ma wynieść 672 sztuki, a sprzęt ten ma być „w jak największym zakresie spolonizowany” do wariantu K2PL, co oznacza produkcję całości wozu bądź kluczowych podzespołów i finalny montaż w Polsce. Tymczasem producent Krabów Huta Stalowa Wola, w której nie rozszerzono możliwości produkcyjnych (choć kierownictwo o to bezskutecznie się starało), może obecnie zbudować do 50 wozów rocznie. Stąd „kroplówkowe”, jak mówi się w HSW, zamówienie na dwa dywizjony (czyli 48 wozów), podpisane w czasie MSPO 2022 przez MON.

K9 ma prostszą konstrukcję niż Krab i w niektórych parametrach jest od niego gorszy. Jednak produkowany w wielkiej liczbie (na ile w Polsce, nie wiadomo), wyprze z jednostek Kraba, w momencie kiedy całkowicie polski AHS zbierał doskonałe opinie jako testowany na wojnie i interesowały się nim armie wielu krajów. Przy decyzji MON, ustalającej K9 jako podstawową armatohaubicę dla polskich Wojsk Lądowych, delegacje tych armii pojadą raczej do Korei.

W pakiecie koreańskich zakupów MON znalazły się też samoloty FA-50 oraz umowa o ich polonizacji do standardu FA-50PL. Ten „ubojowiony” wariant szkolnego T-50 konstrukcji koreańsko-amerykańskiej został w Polsce przedstawiony jako „lekki myśliwiec”. Tymczasem jest to nadal maszyna szkolno-bojowa z możliwościami maszyny bojowej, ale działającej nad frontem o niskiej intensywności operowania artylerii przeciwlotniczej. Jak pokazuje Ukraina, nie byłaby taką wojna na takim teatrze działań wojennych jak polski. Zresztą Rosjanie posiadający w swoich siłach powietrznych WKS, odpowiednik FA-50, jakim jest Jak-130/131, nie używają go nad Ukrainą.

Kupno tej maszyny broni się jako zakup samolotu szkolnego i treningowego do podtrzymywania nawyków pilotów, do chwili kiedy nie przyjdą „prawdziwe” bojowe F-35, które też zakupiliśmy. Ale o jakimkolwiek użyciu bojowym, nawet w wersji FA-50 block 20 i późniejszej FA-50PL, która ma posiadać m.in radar LIG Nex1 z anteną AESA, moduł Link 16 oraz sondę do tankowania w locie, nie może być mowy. Rozbudowane wyposażenie zwiększa co prawda możliwości tej maszyny, ale nie do poziomu pozwalającego wykonywać misję bojowe, tym bardziej, że może ona przenosić tylko starsze wersje pocisków przeciwlotniczych AIM-9, pociski powietrze-ziemia AGM-65 Maverick i bomby, a więc bardzo podstawowy zestaw uzbrojenia.

MON otwarcie mówi także o zakupie „500 wyrzutni rakietowych HiMARS”. Tu problem jest podstawowy – Amerykanie, którzy sami mają tylko 380 tych wyrzutni na stanie we wszystkich rodzajach wojsk łącznie z Marines, po prostu nie zdołają tylu baterii wyprodukować w dającym się przewidzieć czasie (bo nie o same wyrzutnie wtedy chodzi, a o całe baterie z wozami dowodzenia i amunicyjnymi). Stąd zainteresowanie MON koreańskimi „K-HiMARSami”, czyli wyrzutniami rakietowymi MLRS – K239 Chunmoo. Sprzęt ten klasą i parametrami odpowiada HiMARSom, ale problemem jest amunicja. Z wyjątkiem podstawowych rakiet M227 MLRS typu amerykańskiego o zasięgu do 45 km, inne rodzaje amunicji nie są wymienne między HIMARSami a systemami koreańskimi. Zwłaszcza nie można na nich używać amerykańskich kierowanych precyzyjnych rakiet ATACMS o zasięgu do 170-300 km. Oznacza to, że nawet przy uruchomieniu własnej produkcji amunicji rakietowej dla baterii MLRS, sporą jej część musielibyśmy kupować.

MON jest też zainteresowane 20 tonowym kołowym transporterem K808, który miałby zastąpić KTO Rosomak. Prawdą jest, że licencja na Rosomaki pozyskana od fińskiej firmy Patria obfituje w zapisy, które utrudniają rozwój konstrukcji i eksport, ale czy ewentualna umowa na K808 byłaby znacząco lepsza? Ponadto K808 oznacza powstanie zupełnie nowej platformy dla wszystkich specjalistycznych wozów kołowych dla MON, przy czym transporter ten niczym specjalnym od Rosomaka się nie różni. Co gorsza, właśnie opracowana w Polsce uniwersalna wieża ZSSW-30, jeden z najlepszych tego typu produktów w Europie, pasuje do Rosomaka, ale kompletnie nie pasuje do K808.

Innym projektem MON jest wdrożenie „ciężkiego” bojowego wozu piechoty, bazującego na konstrukcji koreańskiego ciężkiego bwp AS21 Redback, lub będącego wręcz tym bwp po spolonizowaniu. Na razie mowa o pracach koncepcyjnych i konstrukcyjnych, zmierzających do przystosowania tego bwp, który jest jeszcze prototypem, do warunków polskich. Nie wiadomo też gdzie nowy bwp miałby być ewentualnie produkowany. Tymczasem skonstruowanie ciężkiego bwp jest w Polsce możliwe bez specjalnej licencji. Bazową konstrukcją może być bwp Borsuk, który właśnie przechodzi próby odbiorcze, lub UMPG, skonstruowany w OBRUM. Taka produkcja, nie dość że tańsza, wiązałaby się z nowymi miejscami pracy, nabyciem nowych kompetencji przez krajowy przemysł i ewentualnymi kontraktami eksportowymi. Tymczasem w przypadku AS21 nawet w wersji polskiej, pozostaniemy jedynym użytkownikiem takiego bwp. Jedynym, bo na razie jeszcze nie wiadomo czy Korea wdroży go w swoich SZ.

W końcu maja br. minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak podpisał z turecką firmą Bayakar kontrakt za zakup 24 dronów Bayraktar TB2. Dostawy zaplanowano w latach 2022-2024. Wraz z dronami ma się pojawić amunicja szybująca MAM-L i MAM-C, pakiety: logistyczny, szkoleniowy, serwisowy, mają też być zamontowane radary SAR. Dodatkowo m się odbyć transfer technologii, pozwalający na serwisowanie bezzałogowców w Polsce. W tej transakcji jest kilka niewiadomych – TB2 świetnie sprawiły się w wojnie ukraińskiej, ale jest to system, który dobrze działa tylko w warunkach słabej obrony przeciwlotniczej (kiedy Rosjanie objęli część frontu działającą strefową obroną przeciwlotniczą, TB2 zniknęły tam z nieba) i ma zasięg jedynie 300 km. Konstrukcja zaś tego typu dronów klasy MALE nie wymaga pozyskania aż tak szczególnych kompetencji technologicznych, by firmy w Polsce ich nie posiadały. Jak choćby Grupa WB, która przedstawiła na targach MSPO 2022 wraz z firmą U-TacS  Watchkeepera X, jednego z najlepszych dronów klasy MALE z większym zasięgiem niż TB2 i przenoszącego silniejszy zestaw uzbrojenia. W tej sytuacji trudno nie zadać sobie pytania czy zakup Bayraktarów nie był spowodowany ich wielkimi sukcesami na Ukrainie.

MON złożył także zapytanie ofertowe do firmy Boeing dotyczące zakupu 96 śmigłowców wsparcia pola walki AH-64E Apache wersja Guardian. Jest to najnowocześniejszy obecnie i najdroższy śmigłowiec pola walki. Transakcja też byłaby jedną z droższych, wynoszących około 50 mld zł. Tu jednak część kosztów uda się zapewne zrefundować z amerykańskiego programu Lend Lease Ukraine a także, zanim nie będą gotowe docelowe maszyny, część AH-64 wziąć w leasing. Ten zakup się broni, choć warto zauważyć, że można było podjąć negocjacje z Bellem – AH-1Z w naszych warunkach nie byłyby gorsze, a na pewno byłyby tańsze.

Nieoficjalne, ale dość dokładne informacje mówią o pomysłach na pozyskanie maszyn wielozadaniowych F-15EX, tankowców powietrznych KC-46 i maszyn zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) P-8A. W przypadku F-15EX zakup miałby nastąpić „za jakiś czas”, co wyraźnie ustawiałoby je w roli wspomagających F-35, zaś dla powietrznych tankowców w grę wchodziłby leasing 1-2 maszyn KC-46, podobnie byłoby z maszynami ZOP – P-8A

„Nie mamy czasu”

Argumenty szefa resortu Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, są proste i dość jasne – „nie mamy czasu, musimy jak najszybciej odbudować siłę i potencjał Sił Zbrojnych, co nasi poprzednicy zaniedbali”. Tyle, że „nie mamy czasu” jest względne. Większość bowiem zawieranych dziś umów zaowocuje większymi dostawami sprzętu stworzonego według wymagań SZ RP dopiero po 2026 r. Obecne zaś dostawy to sprzęt „z półki”, zwłaszcza koreański, który ze względu na warunki zakupu nawet prawdopodobnie nie będzie pochodził w fabryk tylko ze składów wojskowych.

A cena będzie bardzo wysoka. Tomasz Dmitruk, najlepszy analityk budżetu wojskowego, ocenia tegoroczne wydatki na obronność ok. 137 mld zł. Główny ekonomista MF Łukasz Czetnicki przyznał, że wydatki na obronność w 2023 r. mają wynieść 147 mld zł, czyli jakieś 4,2 proc. PKB. Dmitruk poziom wydatków następne lata spointował krótko: „napiszę jedynie, że już podpisane umowy z płatnościami po 2022 r. to ponad 130 mld zł, a zapowiadane umowy mogą być warte kolejne 300-400 mld zł”. Są to więc kwoty gigantyczne.

Czy w czasie, o którym wspomniał minister Błaszczak, jako o wyznaczniku zagrożenia, istotnie Polska może spodziewać się zmasowanej inwazji ze Wschodu podobnej do tej jaka dotknęła Ukrainę 24 lutego 2022 r.? Można w to wątpić. Warto spojrzeć na tabele strat rosyjskich w czasie 200. dniowej już wojny, podawaną przez resort obrony Ukrainy. Nawet jeśli straty w sprzęcie są zawyżone, to i tak okres konieczny na odbudowę rosyjskiego potencjału wojskowego zajmie co najmniej dekadę. A cyfry strat już mogą być nieaktualne – z szacunków zarówno ukraińskich, jak i amerykańskich wynika, że w czasie dość panicznego odwrotu do rzeki Oskoł, armia rosyjska straciła sprzęt bojowy wartości około 130 mln dol.

W takich warunkach może warto było rozważyć poszerzoną współpracę z polskim przemysłem obronnym i opracowanie i przyjęcie na wyposażenie przynajmniej kilku klas sprzętu produkcji krajowej które już były dostępne i gotowe po próbach do produkcji. Zyskaliby na tym wszyscy – MON, zbrojeniówka, a nawet rynek pracy. Obecne zaś transakcje tworzą sporo znaków zapytania, które na razie muszą pozostać bez odpowiedzi.