ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
sobota, 16 maja, 2026
ISBiznes Logo

Partner merytoryczny

Bank Pekao
Strona główna TECHNOLOGIE Prywatne kosmodromy przyszłością lotów NASA? Kosmiczny wyścig po blisko 1,5 bln dol.

Prywatne kosmodromy przyszłością lotów NASA? Kosmiczny wyścig po blisko 1,5 bln dol.

start rakiety
Pixabay

Po raz pierwszy misje NASA odbędą się z komercyjnego kosmodromu Arnhem Space Center w północnej Australii. W ten sposób Agencja oszczędza fundusze, bo mimo rozszerzonego budżetu ma rozległy program badań naukowych. Jednak zapewne i ona będzie beneficjentem wzrostu branży kosmicznej, która ma osiągnąć wartość 1,4 bln dol.  już w 2030 r.

Arnhem Space Center to pierwszy prywatny kosmodrom poza USA, z którego startować będą sondy amerykańskiej agencji kosmicznej. Do ich wyniesienia zostaną użyte rakiety zaprojektowane w Kanadzie. Trzy rakiety- nosiciele sond kosmicznych, zostaną wystrzelone w dniach 26 czerwca, 4 i 12 lipca, poinformowała NASA i zarządzająca kosmodromem Equatorial Launch Australia. Będzie to pierwsze wystrzelenie rakiety NASA z Australii od 1995 roku, kiedy to starty zostały przeprowadzone z kompleksu Royal Australian Air Force Woomera Range Complex i dotyczyły badań atmosfery.

ASC znajduje się na terytorium należącym do rdzennych mieszkańców Australii w pobliżu górniczego miasta Nhulunbuy na Terytorium Północnym. Został wybrany przez NASA, jako znajdujący się na półkuli południowej i blisko równika, bowiem jak stwierdził Thomas Zurbuchen, zastępca administratora NASA w Dyrekcji Misji Naukowych: – Daje to dostęp do nocnego nieba półkuli południowej, rozszerzając możliwości przyszłych misji naukowych.

Scott Bissett, kierujący w  Australii programem NASA Sounding Rockets Program zauważył, iż był on przygotowywany od września 2021 r. kiedy to: – Około 20 pracowników NASA Wallops Flight Facility w Wirginii pojechało do Arnhem, aby skonfigurować sprzęt konieczny do wsparcia tej kampanii. Obecnie liczba techników NASA w ASC wzrosła do 60, w obecnym tygodniu przybyło także 15 naukowców. Zdaniem mediów australijskich świadczy to że NASA rozważa częstsze starty z Arnhem.

Decydują pieniądze

Wiele wskazuje na to, iż NASA wybrała australijski komercyjny kosmodrom po prostu z przyczyn komercyjnych. Podobne bowiem warunki, jeśli chodzi o możliwości wystrzelenia sond na konkretny typ orbity wokółziemskiej, oferował inny komercyjny kosmodrom – Ras Khaimah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednak odbyło się z niego jak do tej pory jedynie kilka startów.

Założony jako joint venture firm Prodea i Space Adventures, kosmodrom miał służyć turystyce kosmicznej prowadzonej przy pomocy „samolotu kosmicznego” Space Adventures. Obecnie władze Emiratów twierdzą, iż ma on służyć „do badan naukowych”, prawdopodobnie by przyciągnąć organizacje rządowe. W przypadku NASA, poza warunkami finansowymi, zdecydowała także długoletnia  współpraca z Australijczykami, z którymi Amerykanie prowadzą wspólne eksperymenty praktycznie od lat 60.

NASA, której budżet w związku z planowanymi programami badania Marsa i tzw. powrotu na Księżyc jest od ok. dekady sukcesywnie powiększany, nie wykonałaby jednak tak rozlicznych i zróżnicowanych zadań badawczych, jakie obecnie są jej udziałem, gdyby nie rewolucja cenowa w branży kosmicznej.

Jej przyczyną są działania firmy SpaceX należącej do miliardera Elona Muska oraz skonstruowana w niej rakieta wielokrotnego użytku Falcon 9. Dzięki niej udało się bowiem znacznie, bo niemal 20-krotnie, zmniejszyć koszt wynoszenia ładunków na orbitę okołoziemską. W okresie dominacji wahadłowców w transporcie kosmicznym, czyli w latach 80-90 XX wieku, koszt pojedynczego startu wynosił 1,5 mld dol., zaś sam pojazd zabierał 27,5 tony ładunku czyli 54500 dol. za kilogram.

SpaceX twierdzi, że jeden start Falcona 9 to koszt 62 mln USD, zaś maksymalny ładunek wyniesiony to 22,8 tony. Oznacza to 2720 dol. za kilogram ładunku w kosmosie, czyli cenę która bardzo ułatwia NASA badania. Co ważne, w związku z nowymi cenami wynoszenia ładunków na orbitę swoje cenniki zmieniły także inne firmy prowadzące lub zamierzające prowadzić komercyjne usługi kosmiczne m.in rosyjski Roskosmos. Tymczasem przez ostatnich kilka lat z powodu braku rakiety nośnej własnej konstrukcji NASA współpracowała z Roskosmosem przy lotach na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Cena podyktowana Amerykanom przez Rosjan była bardzo wysoka – wystrzelenie w na ISS jednego astronauty kosztowało ich 60 mln dol.

Warto wspomnieć, że obok Arnhem Space Center i Ras Khaimah istnieje jeszcze jeden komercyjny kosmodrom – Boca Chica w Teksasie należący właśnie do firmy SpaceX. Dynamicznie się rozwija. W tym roku ma powstać nowa wieża, zaś docelowo do 2023 r. mają z niego startować dopracowane rakiety SuperHeavy wynoszące na orbitę satelity systemu StarLink. Ma także odbyć się seria startów Starshipa z całkowicie nowym systemem napędowym o ciągu dwukrotnie wyższym niż w przypadku „księżycowego” Saturna V. Jest to jednak w całości projekt komercyjny jednej firmy i na razie SpaceX nie przewiduje, poza NASA, prowadzenia usług komercyjnych dla innego podmiotu.

Tańsza rakieta

Mimo rozszerzenia budżetu NASA wciąż poszukuje tańszych rozwiązań, co widać choćby w misjach, które mają startować z ASC. Nosicielami sond będą kanadyjskie rakiety orbitalne Black Brant IX. Te nieduże – 12,2 metrowe nosiciele mogą się wznieść na wysokość 300 km. Rakiety te są stabilne, dobrze wypróbowane i stanowią zarazem jedną z najtańszych opcji transportu kosmicznego.

W pierwszej misji zaplanowanej na 26 czerwca na orbitę zostanie wyniesiony X-ray Quantum Calorimeter (XQC). Ta sonda, wyposażona w detektory promieniowania rentgenowskiego schłodzone do temperatury 1/20 stopnia powyżej zera absolutnego, ma służyć do pomiaru międzygwiezdnego promieniowania rentgenowskiego. Ma to ułatwić zrozumienie ewolucji systemów planetarnych, gwiazd i całych Galaktyk.

W drugiej misji – 4 lipca – na orbicie ma się znaleźć Suborbital Imaging Spectrograph for Transition region Irradiance from Nearby Exoplanet, czyli SISTINE. Z kolei ta sonda ma zbadać w jaki sposób światło ultrafioletowe gwiazd wpływa na atmosfery otaczających je planet, w tym na gazy uważane za oznaki życia.

W trzeciej misji, która ma wystartować 12 lipca, na orbitę zostanie wyniesiony Dual-channel Extreme Ultraviolet Continuum Experiment, czyli DEUCE. Ma on zbadać dotychczas nieodkrytą część widma dalekiego ultrafioletu. Pozwoli to stworzyć model gwiazd podobnych i mniejszych niż nasze Słońce i  zrozumieć ich wpływ na atmosfery planet.

Wszystkie te trzy misje skierowane są na konkretny system gwiezdny – najbliższy nam Alpha Centauri A i B. Znajdują się w nim planety leżące w strefie życia i jak nie ukrywa dyrektor NASA Heliophysics Division, Nicky Fox: – Umieszczenie sond na niskiej orbicie 300 km pozwoli nam zbadać, między innymi, w jaki sposób światło gwiazdy może wpłynąć na możliwość zamieszkania na planecie. Oznacza to iż NASA chce zacząć dokładne badania czy w najbliższym Układowi Słonecznemu systemie gwiezdnym istnieje życie.

Bardzo rozwojowy rynek

Trzeba zauważyć, że analitycy przewidują bardzo szybkie tempo rozwoju branży kosmicznej. Estymacje Bank of America wskazują, że w ostatnich kilku latach zwiększyła ona przychody o ponad 20 proc. i będzie nadal szybko rosła z poziomu 424 mld dol. w2019 r. do 1,4 bln dol. w 2030 r. To oznacza łączny wzrost o 230 proc. Jest to wielkość niewiele odbiegająca od wartości całej branży turystycznej. Z kolei Morgan Stanley, którego analitycy wyliczyli rozmiary branży kosmicznej bez usług na 1 bln dol. w 2040 r., także uważa, że jest to jeden z najwyższych wzrostów rynkowych.

Jednak te wzrosty branży, nie zaczęły się jeszcze przekładać na prowadzone przesz nią usługi. Arnhem Space Center jest jednym z niewielu kosmodromów prywatnych prowadzących udaną działalność komercyjną. Do dziś dnia zamrożona jest budowa pierwszego prywatnego kosmodromu w Rosji. Miał być zbudowany zaledwie 400 km od Moskwy na terenie obwodu niżnonowgorodzkiego przez firmę KosmoKurs. W zamierzeniu był przeznaczony do działalności komercyjnej oraz turystyki kosmicznej prowadzonej rakietami Angara. Te najnowsze rakiety rosyjskiej produkcji miały zostać wyposażone w kapsuły z kabinami pasażerskimi o rozmiarach 3×3,5 m,  zabierającymi sześciu kosmicznych turystów z instruktorem i wystrzeliwane na niską orbitę 200-300 km, z której wracałyby lotem swobodnym z opadaniem na spadochronach. Cały lot miał trwać 15 minut, a bilet kosztować 200-250 tys. dol.

Kosmokurs chciał zainwestować w kosmodrom 2,6 mld rubli (40 mln dol.). Projekt nie wypalił, bo Pawieł Puszkin, szef KosmoKursu nie znalazł partnerów i inwestorów na Zachodzie. Ponadto inwestycja musiała uzyskać akceptację państwowego koncernu Roskosmos. A to nie takie proste. Podobnie dzieje się z oddanym 26 września 2016 r. do użytku prywatnym kosmodromem na półwyspie Mahia, przynależącym do nowozelandzkiej Wyspy Północnej. Stworzyła go firma Rocket Lab, która miała tam przeprowadzać próby własnej rakiety Electron i przy jej pomocy realizować loty cargo oraz turystykę kosmiczną na niskiej orbicie wokółziemskiej. Obecnie nie jest tam prowadzona żadna działalność komercyjna, a Rocket Lab szuka inwestorów. Jedną z istotnych aktywów spółki jest właśnie działający kosmodrom.